Reklama przygotowana jak koncert
Rok wcześniej Jackson i jego bracia podpisali umowę promocyjną z PepsiCo. Koncern chciał wykorzystać niezwykłą popularność artysty, którego album "Thriller" stał się ogromnym sukcesem. Współpraca miała obejmować reklamy oraz działania związane z zespołem.
W kampanii wykorzystano melodię "Billie Jean", zastępując oryginalny tekst słowami reklamującymi napój.
Nie chodziło o nakręcenie kolejnego teledysku do przeboju. Producent przygotowywał widowisko, które miało połączyć muzykę Jacksona z wizerunkiem Pepsi.
Jeden ze spotów realizowano w Shrine Auditorium w Los Angeles. Przed sceną zgromadzono publiczność, aby nagranie przypominało prawdziwy koncert. Według relacji w wydarzeniu uczestniczyło około trzech tysięcy fanów.
Jackson miał pojawić się na schodach prowadzących do sceny, a następnie występować z braćmi. Całość uzupełniono efektami świetlnymi i pirotechnicznymi.
Ogień podczas wykonywania piosenki
W trakcie jednego z ujęć ogień z efektów scenicznych dosięgnął włosów Jacksona. Artysta początkowo kontynuował choreografię, nie orientując się, że jego głowa płonie.
Dopiero ludzie znajdujący się przy scenie ruszyli z pomocą i ugasili ogień.
Nagranie zostało przerwane. Piosenkarza przewieziono najpierw do Cedars-Sinai Medical Center, gdzie zajęto się obrażeniami.
Później trafił do Brotman Medical Center, specjalizującego się m.in. w leczeniu oparzeń.
Lekarze i media opisywali oparzenia skóry głowy drugiego i trzeciego stopnia. Były to poważne uszkodzenia, wymagające dalszego leczenia. Nie da się jednak na podstawie samego wypadku wyjaśnić całej późniejszej historii zdrowotnej artysty.
Wiadomość szybko rozeszła się po świecie. Fotografowie utrwalili Jacksona przewożonego na noszach, a zainteresowanie zdarzeniem zaczęło żyć własnym życiem, niezależnie od kampanii reklamowej.
Leczenie i pieniądze dla szpitala
W kolejnych miesiącach Jackson poddawał się zabiegom związanym z uszkodzoną skórą i bliznami. Wypadek nie zakończył się na opatrzeniu ran bezpośrednio po przewiezieniu go do szpitala.
Artysta i Pepsi zawarli pozasądowe porozumienie przewidujące wypłatę 1,5 mln dolarów. Była to kwota ugody, a nie rachunek za leczenie. Jackson zdecydował się przekazać otrzymane pieniądze placówce Brotman.
Ośrodek zajmujący się leczeniem oparzeń nosił później jego imię. Środki związane z głośnym wypadkiem wsparły w ten sposób opiekę nad innymi pacjentami, którzy wymagali podobnego leczenia.
Współpraca reklamowa z Pepsi nie skończyła się jednak na tym wydarzeniu. Pod koniec lat 80. Jackson zawarł kolejne porozumienie promocyjne, związane z albumem "Bad" i jego światową trasą koncertową.
Do historii wypadku wrócił także współtwórca kampanii Phil Dusenberry. Swoje wspomnienia o pracy w reklamie zatytułował "Then We Set His Hair on Fire: Insights and Accidents from a Hall of Fame Career in Advertising", nawiązując wprost do pamiętnego nagrania.