Handlowali zamarzniętą wodą. Zapomniany biznes w USA

Zanim lodówki trafiły do powszechnego użytku, amerykańskie miasta chłodzono lodem wycinanym zimą z jezior i rzek. Potężne bloki przewożono do magazynów, a później rozwożono do sklepów, restauracji i domów. Na tym interesie można było zbić fortunę. Udało się to m.in. Jane King z Richmond, przedsiębiorczyni nazywanej "królową lodu".

Zbiór lodu na jeziorze Clearwater w USA, 1934 rok.Zbiór lodu na jeziorze Clearwater w USA, 1934 rok.
Źródło zdjęć: © Domena publiczna | Fotograf nieustalony, dokumentacja Bureau of Indian Affairs.

Zamarznięta woda

Lód pomagał przechowywać mięso, ryby i nabiał, a także chłodzić napoje. Kupowały go szpitale, lokale gastronomiczne i gospodarstwa domowe. Wraz z rozwojem miast rosło zapotrzebowanie na dostawy, od których zależało codzienne zaopatrzenie w świeżą żywność.

Cały zapas trzeba było przygotować wtedy, gdy jeziora i rzeki pokrywały się odpowiednio grubą warstwą lodu. Ciepła zima oznaczała ryzyko niedoboru, a gorące lato zwiększało zarówno sprzedaż, jak i straty podczas topnienia. Handlarze pozostawali uzależnieni od pogody przez cały rok.

Bloki pokonywały znaczne odległości koleją i statkami. Do Richmond w Wirginii sprowadzano je nawet z rzeki Kennebec w odległym stanie Maine. Po drodze korzystano z portów, składów i miejskich sieci dostaw, starając się ograniczyć czas przewozu.

W tej branży niektórych przedsiębiorców nazywano "królami" lub "królowymi lodu". Były to przydomki odnoszące się do ich pozycji na rynku, a nie nazwa całej grupy zawodowej. Jedną z najbardziej znanych takich postaci w Richmond stała się Jane King.

Niezwykły pomysł

Zimowe zbiory rozpoczynano od usunięcia śniegu i sprawdzenia grubości zamarzniętej tafli. Następnie wyznaczano na niej regularną siatkę cięć. Dzięki temu uzyskiwano bloki o zbliżonych wymiarach, które łatwiej było układać w magazynach i ładować do transportu.

Konne pługi nacinały powierzchnię, a robotnicy oddzielali poszczególne bryły piłami i specjalnymi narzędziami. Praca wymagała podziału obowiązków. Jedni przygotowywali pole lodowe, inni kierowali odcięte kawałki do kanału z wodą.

Bloki spławiano w stronę brzegu, skąd urządzenia podawały je do lodowni. Przy ciężkim i śliskim ładunku współpracowali ludzie, konie oraz maszyny. Zimowe zbiory zapewniały też sezonowy zarobek osobom, które przez resztę roku pracowały choćby w rolnictwie.

Na Rockland Lake, gdzie działała Knickerbocker Ice Company, w okresie największego rozkwitu zatrudniano setki robotników. Zapełnienie magazynów zajmowało około trzech tygodni. Od wysiłku wykonanego w tak krótkim czasie zależał zapas przeznaczony na wiele następnych miesięcy.

Magazynowanie nie kończyło wysiłku

Aby lód przetrwał do lata, należało odizolować go od ciepła. Lodownie budowano z podwójnymi ścianami, a przestrzenie wypełniano m.in. trocinami i wiórami. Nawet dobrze zebrany surowiec tracił wartość, jeśli zbyt szybko topniał w magazynie lub podczas przewozu.

Praca przy lodzie była niebezpieczna także po zakończeniu zimowych zbiorów. Ciężkie, przesuwane bryły mogły przygnieść ręce i nogi, a mokra nawierzchnia sprzyjała upadkom. Narzędzia i urządzenia ułatwiały przenoszenie ładunku, ale nie usuwały zagrożeń.

Latem magazyny trzeba było systematycznie opróżniać. Przy Rockland Lake około 80 ludzi pracowało nawet po dwanaście godzin dziennie, ładując bloki na barki. Dopiero stamtąd lód wyruszał do miejskich składów i odbiorców.

Jane King zwracała uwagę na sprawną organizację transportu. W reklamie zamieszczonej w katalogu Richmond z lat 1883-1884 podkreślała, że jej magazyny leżą przy nabrzeżu i torach kolejowych.

Umożliwiało to załadunek na wagony i jednostki kanałowe bez zbędnego przenoszenia towaru, a tym samym zmniejszało straty.

Jane King

Kiedy w 1872 roku zmarł mąż Jane, David King, prowadzenie firmy przejął jego szwagier. Dwa lata później również on zmarł. Jane postanowiła wówczas sama zająć się przedsiębiorstwem, którego rachunkowość wcześniej prowadziła i którego działalność dobrze znała.

Miała pod opieką siedmioro dzieci, ale nie zrezygnowała z rozwoju interesu. Pod własnym nazwiskiem zamawiała reklamy, organizowała transport i zdobywała odbiorców. Jej działalność potwierdzają zachowane spisy handlowe Richmond, nie tylko późniejsze opowieści o "królowej lodu".

Przedsiębiorstwo oferowało również drewno i węgiel, co pozwalało zarabiać poza sezonem największego popytu na lód. King zgromadziła znaczny majątek i kupiła okazały dom w Richmond, znany później jako Pace-King House. Handlowała zarówno chłodem potrzebnym latem, jak i opałem kupowanym w innych porach roku.

W 1892 roku uruchomiono w mieście fabrykę sztucznego lodu. King podpisała umowę na odbiór jej produkcji i przestała sprowadzać naturalny lód z Maine. Trzy lata później połączyła firmę z konkurentami i zakończyła działalność. Na Rockland Lake ostatni zimowy zbiór przeprowadzono w 1924 roku.

Wybrane dla Ciebie