Japończycy atakowali USA balonami. Jeden zabił sześć osób

5 maja 1945 roku podczas wycieczki do lasu niedaleko Bly w Oregonie zginęła 26-letnia Elsie Mitchell i pięcioro dzieci. Eksplodował przedmiot znaleziony wśród drzew. Była to pozostałość japońskiego balonu z bombami, który dotarł nad Stany Zjednoczone, niesiony przez wiatr znad Pacyfiku.

Japoński balon Fu-Go z podwieszonym ładunkiem. Fotografia archiwalna.Japoński balon Fu-Go z podwieszonym ładunkiem. Fotografia archiwalna.
Źródło zdjęć: © CC0

Nietypowy pomysł

Japończycy zaczęli wysyłać balony bojowe Fu-Go w listopadzie 1944 roku. Podczepiano pod nimi bomby zapalające i ładunki wybuchowe, licząc na pożary amerykańskich lasów oraz straty i niepokój wśród mieszkańców.

Był to pomysł na atak z odległości tysięcy kilometrów, bez samolotów i pilotów.

Do transportu bomb zamierzano wykorzystać prąd strumieniowy, czyli silne wiatry wiejące wysoko nad oceanem z zachodu na wschód. Przeprawa przez Pacyfik zajmowała zwykle około trzech dni. Nie dało się jednak kierować balonem tak, aby trafił w konkretną miejscowość czy obiekt.

Powłoki wykonywano z kilku sklejonych warstw papieru i wypełniano wodorem. Specjalny mechanizm utrzymywał odpowiednią wysokość lotu, stopniowo odrzucając balast. W produkcji papierowych części uczestniczyły również japońskie uczennice.

Sobotnia wycieczka pod Bly

Archie Mitchell, pastor miejscowej wspólnoty protestanckiej, wybrał się na sobotni piknik z ciężarną żoną Elsie i pięciorgiem dzieci uczęszczających na zajęcia religijne. Kobieta miała 26 lat, a dzieci od 11 do 14. Wycieczka miała odbyć się w lesie niedaleko niewielkiej miejscowości Bly.

Kiedy Archie zajmował się samochodem, jego żona i dzieci poszły w stronę miejsca odpoczynku. Wśród drzew zauważyły dziwny przedmiot i zawołały pastora. Zanim zdołał do nich podejść, nastąpił wybuch.

Na miejscu zginęli Elsie Mitchell, Sherman Shoemaker, Edward Engen, Jay Gifford oraz rodzeństwo Joan i Dick Patzke. Archie ocalał, ponieważ w chwili eksplozji znajdował się dalej od znaleziska. Przybyli wojskowi zabezpieczyli teren i zbadali pozostałości niebezpiecznego ładunku.

Zmowa milczenia

Amerykańskie władze już wcześniej wiedziały o balonach docierających z Japonii, ale ograniczały informacje przekazywane prasie. Chodziło o to, by przeciwnik nie mógł na podstawie doniesień ocenić skuteczności swojej broni.

Milczenie miało też odebrać Japonii okazję do wykorzystania ataków w propagandzie.

Ta decyzja miała jednak poważną wadę. Mieszkańcy zagrożonych terenów nie wiedzieli, jak wyglądają balony i ich ładunki ani dlaczego nie wolno zbliżać się do podobnych znalezisk. Także pierwsze wiadomości o tragedii pod Bly nie wskazywały, skąd pochodziła bomba.

Po śmierci sześciu osób zdecydowano się zmienić sposób informowania społeczeństwa. 22 maja 1945 roku amerykański Departament Wojny oficjalnie ostrzegł przed japońskimi balonami i związanymi z nimi niebezpieczeństwami.

W tym czasie Japończycy już ich nie wysyłali, ponieważ operację zakończono w kwietniu.

Niewielki efekt wojskowy, konkretne ofiary

W ramach operacji Fu-Go Japonia wypuściła około dziewięciu tysięcy balonów. W Ameryce Północnej zarejestrowano kilkaset obserwacji i znalezisk, jednak nie wszystkie urządzenia, które pokonały ocean, musiały zostać odnalezione.

Ich rzeczywista liczba pozostaje nieznana.

Plan wywołania wielkich pożarów nie przyniósł oczekiwanych rezultatów. Balony docierały do Ameryki w okresie, gdy wilgotna pogoda utrudniała rozprzestrzenianie się ognia. Tragiczny przypadek pod Bly pokazał za to, że bomba mogła zabić nawet długo po opadnięciu balonu na ziemię.

20 sierpnia 1950 roku w miejscu wybuchu odsłonięto pomnik z nazwiskami sześciu ofiar. Zachowano również sosnę, w której tkwiły ślady odłamków. Drzewo, znane jako Shrapnel Tree, trafiło na listę drzew dziedzictwa historycznego Oregonu.

Wybrane dla Ciebie