Mieczysław Smorawiński. Bohater wojny 1920, ofiara Katynia
Jego nazwisko otwiera listę katyńską. Właśnie jako generał Mieczysław Smorawiński stał się tragicznym symbolem zbrodni, której zasięg i brutalność wstrząsnęły świadomością Europy.
Młodzieńcze lata Smorawińskiego
Mieczysława Smorawińskiego zaliczano do pokolenia, dla którego myśl o ojczyźnie nie była frazesem, lecz sensem życia. Już jako piętnastolatek związał się z nielegalnym ruchem młodzieży akademickiej „Zarzewie”. Po dekonspiracji w 1911 roku trafił za kraty jekaterynosławskiego więzienia.
Kara miała wyplenić konspirację, lecz stała się dla niego inwestycją w przyszłość. Więzienie zahartowało go i ugruntowało w przekonaniu o słuszności walki o niepodległość. Po powrocie z zesłania wybrał studia chemiczne na Politechnice Lwowskiej, łącząc naukę z działalnością w tajnym związku „Armia Polska”.
Działał także w Polskich Drużynach Strzeleckich, gdzie zdobył pierwsze szlify oficerskie. Te organizacje przygotowywały młodzież do przyszłej walki zbrojnej o niepodległość. Gdy Europa stanęła w ogniu Wielkiej Wojny, Smorawiński bez wahania zaciągnął się do Legionów Polskich.
Budowanie niepodległego wojska
Po kryzysie przysięgowym, w listopadzie 1918 roku, jako major organizował od podstaw pułki Wojska Polskiego w zachodniej Małopolsce. Działo się to już u progu walk o Lwów i Wołyń, w których jego oddziały przewracały ukraińskie barykady i wytrzymywały napór czerwonoarmistów nad Styrem i Bugiem.
Lato 1920 roku, czas największych triumfów i klęsk wojny polsko-bolszewickiej, otworzyło przed nim szansę na rozstrzygające dowództwo. Przejął IV Brygadę Piechoty, która osłaniała odwrót spod Komarowa. Następnie odpierała ataki słynnej Konarmii Budionnego pod Hrubieszowem.
Ciężko ranny dowódca musiał ratować się w szpitalu, ale już od września wrócił do walk pod Warszawą. Podjął ostatnie, zwycięskie boje pod Grodnem i nad Niemnem. Ta wojna ukształtowała go jako doświadczonego dowódcę, który potrafił prowadzić ludzi w najtrudniejszych sytuacjach.
Między wojnami błyskotliwie dopełnił edukacji. Uczył się w Wyższej Szkole Wojennej i Ecole Supérieure de Guerre w Paryżu. Następnie jako pułkownik objął dowództwo 8., potem 4. Pułku Piechoty Legionów, by w końcu stanąć na czele 6. Dywizji Piechoty w Krakowie.
Najmłodszy generał i szacunek podwładnych
W styczniu 1928 roku prezydent Ignacy Mościcki wyróżnił go stopniem generalskim, czyniąc go najmłodszym generałem brygady w armii. Wśród przełożonych cieszył się opinią twardego, surowego dla siebie, ale wyrozumiałego i sprawiedliwego dla podwładnych. Potrafił wymagać, nie zapominając o ludzkim wymiarze służby.
Kolejne dekady wypełniły mu lata służby w Grodnie i Lublinie, gdzie jako dowódca okręgu wojskowego organizował nie tylko szkolenia, lecz także przygotowania na wypadek wojny. Pracował nad koncepcjami mobilizacji, budową baz zaopatrzeniowych i strukturą obrony cywilnej.
Po śmierci Piłsudskiego, choć nie był piłsudczykiem, nie tracił autorytetu. Potrafił prowadzić żołnierzy własnym przykładem, a nie partyjnymi deklaracjami. Jego podwładni cenili go za sprawiedliwość i troskę o ich los.
Smorawiński reprezentował typ oficera, który łączył profesjonalizm z ludzkim podejściem do żołnierzy. W czasach, gdy armia przechodziła różne reformy i reorganizacje, potrafił zachować stabilność i wysoki poziom wyszkolenia swoich jednostek.
Ostatnie rozkazy wrześniowe
Po wybuchu wojny dowodził na Lubelszczyźnie, gdzie mimo rozpaczliwego położenia próbował organizować opór wobec niemieckiego naporu. Gdy brakowało amunicji, ludzi, a morale spadało, Smorawiński osobiście sprawdzał posterunki i odwiedzał szpitale. Starał się utrzymać ład w wojsku i wśród cywilów, nie znosząc sprzeniewierzenia się żołnierskiej przysiędze.
17 września, kiedy Sowieci zajęli Słonim, a potem Brześć, Smorawiński, podobnie jak inni wyżsi dowódcy, miał do wyboru desperacką walkę lub poddanie się. Zachował zimną krew i postanowił nie narażać ludności cywilnej. Nie zdecydował się na przedłużanie walki bez szans na wsparcie, choć mógł uciec, ratując siebie.
Gdy się poddał, został najpierw rozmieszczony w obozie przejściowym na terenie radzieckiej Ukrainy. Następnie wywieziono go do Kozielska, gdzie czekał na deportację w głąb ZSRR. Wraz z tysiącami innych polskich oficerów znalazł się w rękach NKWD.
Nikt z polskich dowódców nie spodziewał się, że ZSRR okaże się jeszcze większym wrogiem niż Niemcy. Sowieci systematycznie planowali likwidację polskiej elity wojskowej, co miało ułatwić im przyszłą kontrolę nad Polską.
Katyński las
9 kwietnia 1940 roku Mieczysław Smorawiński został zamordowany w lesie katyńskim. Egzekucji dokonał sowiecki aparat bezpieczeństwa, a zwłoki, pogrzebane w masowym grobie, ekshumowano dopiero w 1943 roku podczas niemieckich dochodzeń. Był jednym z pierwszych polskich oficerów, którego nazwisko wymienili niemieccy propagandyści podczas makabrycznej prezentacji grobów.
Był także jedną z tych postaci, których śmierć upamiętnia się dziś nie tylko na cmentarzach, lecz także w podręcznikach i tablicach pamięci. Rodzina generała czekała na niego do końca wojny. Żadna oficjalna notka, żaden telegram, tylko bolesny brak i milczenie, które przerwały dopiero świadectwa świadków oraz dokumentacja ekshumacji.
O tragicznych losach Smorawińskiego przypomniał światu między innymi Andrzej Wajda w filmie „Katyń”. Przywrócił pamięć o losach całego pokolenia dowódców, którzy zamiast szabli, dostali kulę w tył głowy. Była to sowiecka, fałszywa plama na czci narodu polskiego.