Największa kompromitacja CIA. Sprawa Aldricha Amesa
50 tysięcy dolarów za pierwsze dwa nazwiska. Tak zaczęła się kariera człowieka, który stał się najbardziej destrukcyjnym zdrajcą w historii CIA. W poniedziałek 7 stycznia 2026 roku Aldrich Ames zmarł w federalnym więzieniu w Maryland, zabierając do grobu część tajemnic zimnej wojny. Miał 84 lata i spędził za kratkami ostatnie trzy dekady życia.
Cena zdrady
Liczby mówią wszystko. 2,5 miliona dolarów wypłaconych przez Moskwę. Co najmniej 10 zabitych agentów. Setki zniszczonych operacji wywiadowczych. Dziewięć lat szpiegostwa, które wstrząsnęło fundamentami amerykańskiego wywiadu. To bilans działalności człowieka, który własną chciwość postawił ponad bezpieczeństwo kraju.
Ames nie był ideologicznym zdrajcą jak Rosenbergowie czy Cambridge Five. Nie pchała go do zdrady wiara w komunizm ani nienawiść do Ameryki. Motywacja była prozaiczna do bólu. Rozwód rujnował go finansowo, nowa żona Rosario miała drogie gusta. Potrzebował pieniędzy. I znalazł sposób, by je zdobyć.
Pierwsza transakcja odbyła się w kwietniu 1985 roku. Ames wszedł do sowieckiej ambasady w Waszyngtonie i zaoferował dwa nazwiska agentów CIA, których uważał za „zasadniczo bezwartościowych”. Inkasował 50 tysięcy dolarów. To był początek lawiny, która pogrzebała amerykańską siatkę szpiegowską w ZSRR.
Kret w kontrwywiadzie
Ironia losu sprawiła, że człowiek odpowiedzialny za największy wyciek informacji w historii CIA pracował właśnie w kontrwywiadzie. Przez 31 lat kariery Ames poruszał się po gabinetach w Langley jak duch, którego nikt nie podejrzewał. Przeciętny, leniwy, z problemem alkoholowym. Idealny kandydat na zdrajcę, którego nikt nie bierze na serio.
Jego kariera to pasmo porażek i dziwnych awansów. Zapomniał teczkę z tajnymi dokumentami w nowojorskim metrze. Dostał tylko ustne upomnienie. W Meksyku pił i romansował, zamiast rekrutować sowieckich agentów. Awansowano go na szefa sekcji kontrwywiadu zajmującej się ZSRR. Absurd goni absurd w tej historii nieudacznika, który stał się złotą żyłą KGB.
Od 1985 roku Ames regularnie zostawiał pięcio czy siedmiofuntowe paczki dokumentów na umówionych miejscach. KGB płaciło hojnie. Oprócz gotówki obiecano mu kolejne dwa miliony i nieruchomość w Rosji. Ames zaczął żyć ponad stan. Garnitury szyte na miarę, sześć zegarków Rolex, jaguar na podjeździe, dom za pół miliona dolarów kupiony za gotówkę.
Ślepy wywiad
CIA przez lata nie widziała tego, co było oczywiste. Jak człowiek zarabiający skromną pensję rządową może pozwolić sobie na taki styl życia? Ames tłumaczył to fortuną rodziny żony. I wszyscy mu wierzyli.
Tymczasem w Moskwie trwała rzeź amerykańskich agentów. W 1986 roku sowieccy szpiedzy pracujący dla USA zaczęli znikać jeden po drugim. Aresztowania, egzekucje. CIA wiedziała, że ma kreta, ale przez siedem lat nie potrafiła go znaleźć. Dopiero w maju 1993 roku FBI otworzyło oficjalne śledztwo.
Przez dziesięć miesięcy agenci śledzili każdy krok Amesa. Przeszukania jego domu ujawniły dokumenty łączące go z KGB. 13 października 1993 roku zobaczyli, jak zostawia znak kredą na skrzynce pocztowej, sygnalizując Rosjanom gotowość do spotkania w Bogocie. Pułapka była gotowa.
Koniec gry
21 lutego 1994 roku FBI aresztowało Amesa przed jego domem w Arlington w Wirginii. Razem z nim zatrzymano żonę Rosario. Gra była skończona. Ames przyznał się do wszystkiego bez mrugnięcia okiem. 28 kwietnia skazano go na dożywocie bez możliwości zwolnienia warunkowego. Rosario dostała pięć lat za współudział i uchylanie się od płacenia podatków.
Na sali sądowej Ames mówił o „głębokiej hańbie i poczuciu winy” za „zdradę zaufania dokonaną z najniższych pobudek”. Ale zaraz potem bagatelizował swoje czyny. Twierdził, że nie „zauważalnie zaszkodził” Stanom Zjednoczonym ani „zauważalnie pomógł” Moskwie. Nazwał wojny szpiegowskie „przedstawieniem pobocznym”, które nie miało realnego wpływu na bezpieczeństwo.
Zdrajcy się mnożą
Ames nie był sam. Jego działalność zbiegła się w czasie ze szpiegostwem agenta FBI Roberta Hanssena, który sprzedawał tajemnice za 1,4 miliona dolarów w gotówce i diamentach. Hanssen został złapany dopiero w 2001 roku, siedem lat po Amesie. Zmarł w więzieniu w 2023.
Ta zbieżność czasowa miała tragiczne konsekwencje. Gdy CIA odkrywała straty spowodowane przez jednego kreta, często nie wiedziała, że działa też drugi. Chaos informacyjny utrudniał identyfikację źródła przecieków. Niektórzy agenci zginęli przez Amesa, inni przez Hanssena, a służby przez lata nie potrafiły ustalić, kto kogo zdradził.
W wywiadach z więzienia Ames próbował wyjaśnić swoją mentalność. Mówił o „skłonności do wkładania spraw do oddzielnych pudełek”. Szpiegostwo w jednym, normalne życie w drugim. Twierdził, że potrafi oszukać wykrywacz kłamstw dzięki pewności siebie i przyjacielskiej relacji z egzaminatorem. „Nie ma w tym specjalnej magii” – mówił cynicznie.
Najbardziej bał się nie FBI czy CIA, ale sowieckich uciekinierów, którzy mogliby go zdemaskować. Wiedział, że prawie każdy amerykański szpieg został wydany przez sowieckiego informatora. Dlatego z niepokojem śledził każdą dezercję z KGB.