Akuszerka z Łodzi
Stanisława Leszczyńska przyszła na świat 8 maja 1896 roku w Łodzi. Z zawodem położnej związała się w latach dwudziestych i przez następne dwie dekady pomagała kobietom mieszkającym w robotniczych dzielnicach miasta.
W 1916 roku poślubiła Bronisława Leszczyńskiego. Małżonkowie doczekali się córki Sylwii oraz trzech synów: Bronisława, Stanisława i Henryka.
Praca akuszerki wymagała od Leszczyńskiej nie tylko wiedzy, ale też odporności i samodzielności. Często przyjmowała porody w ubogich mieszkaniach, gdzie brakowało lekarza, odpowiednich narzędzi i podstawowych środków higienicznych.
Gestapo rozbija rodzinę
Podczas niemieckiej okupacji Leszczyńscy zaangażowali się w działalność konspiracyjną. Pomagali również Żydom uwięzionym w łódzkim getcie, dostarczając im żywność i fałszywe dokumenty.
Gestapo aresztowało Stanisławę i jej córkę w nocy z 19 na 20 lutego 1943 roku. Obie osadzono w więzieniu dla kobiet przy ulicy Gdańskiej 13 w Łodzi.
Represje objęły także pozostałych członków rodziny. Synowie trafili do niemieckich więzień i obozów, a Bronisław Leszczyński zdołał uniknąć zatrzymania.
Dla Stanisławy i Sylwii nie było już drogi ucieczki. 17 kwietnia 1943 roku Niemcy wywieźli je do Auschwitz-Birkenau.
Na przedramieniu Leszczyńskiej wytatuowano numer 41335. Jej córka również została więźniarką obozu.
Porody w obozowym baraku
Pierwsze tygodnie Stanisława spędziła na kwarantannie. Pracowała później w komandzie wynoszącym glinę, dopóki nie dowiedziała się, że w obozie potrzebna jest położna.
W maju 1943 roku zgłosiła swoje kwalifikacje i trafiła do baraku, w którym rodziły więźniarki. Warunki nie przypominały nawet najuboższych łódzkich mieszkań, jakie znała sprzed wojny.
Kobiety leżały na brudnych pryczach, bez czystej pościeli i dostępu do bieżącej wody. Brakowało lekarstw, opatrunków, jedzenia oraz środków potrzebnych do umycia matki i dziecka.
Położna musiała pracować wśród chorych więźniarek, szczurów i robactwa. Rodzące były skrajnie wycieńczone głodem, przemocą i niewolniczą pracą.
Rozkaz zabijania dzieci
Noworodki nie miały w Birkenau prawa do życia. Niemcy zabijali znaczną część dzieci natychmiast po porodzie albo pozostawiali je bez jedzenia i opieki.
Według powojennej relacji Leszczyńskiej Josef Mengele polecił jej zgłaszać wszystkie dzieci jako martwo urodzone. W praktyce oznaczało to rozkaz ich zabijania.
Położna odmówiła. Miała odpowiedzieć, że nie wykona polecenia sprzecznego z jej zawodem i sumieniem.
Nie wiedziała, czy za sprzeciw nie zostanie rozstrzelana albo wysłana do komory gazowej. Mimo zagrożenia przyjmowała kolejne porody i nie zgodziła się zabić żadnego dziecka.
Noworodki mordowały inne więźniarki, którym Niemcy powierzyli pracę w baraku. Dzieci topiono między innymi w beczce z wodą, a ich ciała wyrzucano przed budynek.
Trzy tysiące porodów
Leszczyńska szacowała, że od maja 1943 roku do wyzwolenia obozu odebrała około trzech tysięcy porodów. W swoim raporcie podkreślała, że podczas samego porodu nie straciła ani jednej matki ani żadnego noworodka.
Nie oznaczało to, że dzieci przeżywały. Większość zabijano krótko po narodzinach albo skazywano na śmierć z głodu, zimna i chorób.
Szansę otrzymywały czasem niemowlęta uznane przez Niemców za odpowiednie do germanizacji. Odbierano je matkom i wywożono do ośrodków, w których miały otrzymać niemiecką tożsamość.
Leszczyńska potajemnie pozostawiała na ciałach takich dzieci znaki identyfikacyjne. Liczyła, że po wojnie pozwolą odnaleźć ich biologiczne matki.
Według powojennych szacunków wyzwolenia doczekało w obozie około trzydziestu noworodków. Stanisława pozostała przy rodzących kobietach aż do wkroczenia Armii Czerwonej 27 stycznia 1945 roku.
Powrót do Łodzi
Na początku lutego Stanisława i Sylwia wróciły do rodzinnego miasta. Dwaj synowie również przeżyli pobyt w niemieckich obozach, ale rodzina nie spotkała się już w dawnym składzie.
Leszczyńska ponownie zaczęła pracować jako położna. Zatrudniła się w Szpitalu Kasy Chorych imienia Heleny Wolff przy ulicy Łagiewnickiej i pozostała czynna zawodowo aż do przejścia na emeryturę.
Przez wiele lat nie opowiadała publicznie o tym, czego doświadczyła w Birkenau. Dopiero pod koniec lat pięćdziesiątych zaczęła porządkować wspomnienia i spisywać historię obozowych porodów.
W 1965 roku opublikowano jej "Raport położnej z Oświęcimia". Leszczyńska opisała w nim warunki panujące w baraku, los noworodków oraz własną odmowę wykonania rozkazu.
Spotkanie z dziećmi z Auschwitz
27 stycznia 1970 roku, w rocznicę wyzwolenia obozu, Leszczyńska spotkała się z kobietami, którym pomagała podczas porodów. Przyjechały także dzieci urodzone w Birkenau, które przeżyły wojnę i zdążyły już dorosnąć.
Dla położnej było to potwierdzenie, że nie wszystkie noworodki zginęły. Po latach mogła zobaczyć ludzi, których pierwsze chwile życia rozegrały się na obozowych pryczach.
Stanisława Leszczyńska zmarła 11 marca 1974 roku w Łodzi. Początkowo spoczęła na cmentarzu św. Rocha, a później jej szczątki przeniesiono do kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.
Po jej śmierci rozpoczęto starania o beatyfikację. "Raport położnej z Oświęcimia" pozostał jednym z najważniejszych świadectw dotyczących matek i dzieci więzionych w Auschwitz-Birkenau.