Samolot leciał bez przedniej szyby. Kapitan był poza kokpitem

Kapitan Tim Lancaster siedział za sterami samolotu British Airways, gdy nagle odpadła przednia szyba kokpitu. Różnica ciśnień wypchnęła znaczną część jego ciała na zewnątrz lecącej maszyny. 10 czerwca 1990 roku pozostali członkowie załogi przez wiele minut walczyli o jego życie, a drugi pilot musiał sam sprowadzić samolot na ziemię.

BAC 1-11 G-BJRT w Birmingham, 15 lipca 1989 r., przed awarią lotu 5390.BAC 1-11 G-BJRT w Birmingham, 15 lipca 1989 r., przed awarią lotu 5390.
Źródło zdjęć: © Wikimedia Commons 2.0 | Rob Hodgkins

Rozszczelnienie podczas wznoszenia

BAC One-Eleven o znakach G-BJRT wystartował z Birmingham do Malagi. Na pokładzie znajdowało się 81 pasażerów i sześcioro członków załogi. Podczas wznoszenia, na wysokości około 5,3 kilometra, doszło do gwałtownego rozszczelnienia kabiny.

Lewa przednia szyba kokpitu oderwała się od kadłuba. Zmiana ciśnienia sprawiła, że górna część ciała Lancastera znalazła się poza samolotem, podczas gdy jego nogi pozostały wewnątrz. W kabinie pojawiła się mgła kondensacyjna, a przepływ powietrza wywołał ogłuszający hałas.

Steward Nigel Ogden natychmiast chwycił kapitana. Przytrzymywał go, próbując nie dopuścić do całkowitego wypadnięcia z maszyny. Do pomocy włączyli się kolejni członkowie personelu kabinowego, którzy musieli równocześnie zadbać o bezpieczeństwo pasażerów.

Podczas awarii przemieściły się również drzwi kokpitu. Ich fragmenty utrudniały dostęp do wyposażenia, a hałas komplikował porozumiewanie się.

Pierwszy oficer znalazł się w sytuacji, w której musiał sterować samolotem, komunikować się z kontrolerami i radzić sobie z uszkodzonym kokpitem.

Lądowanie z kapitanem na zewnątrz

Drugi pilot przejął pełną kontrolę nad maszyną i rozpoczął awaryjne zniżanie. Samolot pozostawał sterowny, ale przekazanie informacji o sytuacji na pokładzie nie było łatwe. Silny szum utrudniał słyszenie odpowiedzi kontroli ruchu lotniczego.

Tymczasem członkowie personelu nadal walczyli o utrzymanie Lancastera. Ogden, wyczerpany wysiłkiem, został zastąpiony przez kolegów. Kapitan przez cały czas był narażony na zimno oraz silny napór powietrza.

Załoga nie potrafiła wciągnąć go z powrotem na fotel. Musiała utrzymać go w tej pozycji aż do chwili, gdy samolot znajdzie się na ziemi. Piloci skierowali maszynę na lotnisko w Southampton i przygotowali awaryjne lądowanie.

Po zatrzymaniu samolotu ratownicy przejęli opiekę nad kapitanem i innymi poszkodowanymi. Wszystkie 87 osób znajdujących się na pokładzie przeżyło. Lancaster doznał m.in. złamań i odmrożeń, a obrażenia odniósł również Ogden.

Śruby i nieskuteczny nadzór

Dochodzenie brytyjskiej komisji AAIB wykazało, że przyczyną oderwania szyby był niewłaściwy montaż. Element wymieniono przed lotem, ale zastosowano śruby nieodpowiedniego rozmiaru. Spośród dziewięćdziesięciu aż 84 miały zbyt małą średnicę.

Podczas wznoszenia narastająca różnica ciśnień obciążała mocowanie szyby. W pewnym momencie nieprawidłowo dobrane śruby nie utrzymały elementu i doszło do rozszczelnienia. Nie była to przypadkowa wada szkła, lecz skutek błędnie przeprowadzonej pracy technicznej.

Śledczy zwrócili uwagę również na organizację obsługi. Osoba wykonująca wymianę odpowiadała jednocześnie za kontrolę jakości własnego zadania. System nadzoru nie zapewniał zatem niezależnego sprawdzenia czynności istotnej dla bezpieczeństwa.

Komisja ustaliła ponadto, że miejscowe kontrole nie wychwyciły nieprawidłowych metod pracy kierownika zmiany. Wydano osiem zaleceń dotyczących bezpieczeństwa, obejmujących nie tylko montaż szyb, ale także nadzorowanie obsługi technicznej.

Nigel Ogden wrócił do pracy w lotnictwie, z której odszedł w 2001 roku z powodów zdrowotnych. Tim Lancaster ponownie zasiadł za sterami po niespełna pięciu miesiącach. Później latał również dla EasyJet, a karierę w lotnictwie pasażerskim zakończył w 2008 roku.

Wybrane dla Ciebie