Syberia 1920. Najbardziej zapomniane cierpienie Polaków
W latach 1919–1922 dziesiątki tysięcy polskich żołnierzy trafiły do sowieckiej niewoli, gdzie czekały ich nieludzkie warunki, praca ponad siły i śmiertelne choroby. Z około 55 tysięcy jeńców do kraju powróciła zaledwie połowa – reszta zginęła w obozach, podczas transportów lub została zamordowana tuż po schwytaniu.
Kapitulacja, która okazała się pułapką
Jednym z najbardziej tragicznych epizodów było złamanie przez bolszewików porozumienia z 5 Dywizją Strzelców Polskich. W styczniu 1920 roku na syberyjskiej stacji Klukwiennaja około dziesięć tysięcy polskich żołnierzy złożyło broń, wierząc w wynegocjowane warunki kapitulacji. Zamiast obiecanego traktowania zgodnego z prawem wojennym, wszyscy zostali uwięzieni i ograbieni do ostatniej nitki.
Bolszewicy szybko zmienili klasyfikację jeńców z żołnierzy na przestępców politycznych. Ta pozornie biurokratyczna zmiana miała śmiertelne konsekwencje. Oficerów i część szeregowców skazano na więzienie, wielu rozstrzelano. Pozostałych wepchnięto do tzw. jenisejskiej brygady robotniczej, gdzie czekała ich katorżnicza praca w syberyjskiej tajdze.
Warunki w tym obozie urągały wszelkim normom. Baraki pozbawione były ogrzewania mimo arktycznych temperatur. Dzienna racja żywnościowa składała się z pół funta chleba i zupy, która była wodą z symbolicznym dodatkiem czegokolwiek jadalnego.
Lekarzy ani lekarstw praktycznie nie było. Strażnicy regularnie okradali więźniów z resztek odzieży, skazując ich na jeszcze szybszą śmierć z wychłodzenia.
Ucieczka lub śmierć
W obliczu takiej rzeczywistości wielu żołnierzy decydowało się na desperacką ucieczkę. Syberyjska tajga oferowała jednak tylko iluzję wolności.
Ci, którym nie udało się przedostać do bezpiecznych terenów, ginęli z głodu i zimna. Złapani uciekinierzy mieli jeszcze gorszy los. Bolszewicy traktowali próby ucieczki jako przestępstwo zasługujące na najsurowszą karę. Wielu schwytanych torturowano przed egzekucją, inni ginęli w pokazowych rozstrzelaniach.
Niektórzy oficerowie i podoficerowie próbowali ukrywać się przed pojmaniem, korzystając z pomocy lokalnej ludności. Ci, którym się powiodło, przez miesiące żyli w ciągłym strachu przed wykryciem. Odkrycie takiego zbiegła oznaczało automatyczny wyrok śmierci, często wykonywany na miejscu bez żadnego procesu.
Od połowy 1920 roku bolszewicy przenieśli ocalałych oficerów do obozu w Omsku, a później do Tuły. Tam warunki były nieco lepsze, ale śmiertelność wciąż pozostawała wysoka. Z dziesięciu tysięcy żołnierzy 5 Dywizji, którzy trafili do niewoli, do Polski wróciło ostatecznie zaledwie pięć i pół tysiąca. Ostatni z nich przekroczyli granicę dopiero w maju 1922 roku.
Skala tragedii
Historia 5 Dywizji to jednak tylko fragment większej tragedii. Podczas całej wojny polsko-bolszewickiej, szczególnie w czasie sowieckiej ofensywy latem 1920 roku, do niewoli trafiły dziesiątki tysięcy polskich żołnierzy. Historycy szacują ich liczbę na 40 do 45 tysięcy, nie licząc tych z Syberii. Rosyjskie źródła podają czasem nawet 60 tysięcy.
Problem z dokładnymi liczbami wynika z prostego faktu. Wielu jeńców nigdy nie dotarło do żadnego obozu. Armia Konna Siemiona Budionnego oraz korpus kawalerii dowodzony przez Gaj-Chana zasłynęły z mordowania pojmanych Polaków na miejscu. Szczególnie narażeni byli oficerowie i podoficerowie, których bolszewicy traktowali jako klasowych wrogów zasługujących na natychmiastową śmierć.
Ci, którzy przeżyli moment pojmania, niekoniecznie docierali do obozów. Transport jeńców odbywał się w nieludzkich warunkach. Jedzenia często nie przewidziano wcale. Słabsi i ranni umierali w drodze. Przy każdej okazji strażnicy okradali więźniów z butów, ubrań, a nawet bielizny. Na syberyjskich trasach oznaczało to często wyrok śmierci.
Piekło trzydziestu trzech obozów
Historykom udało się zlokalizować 33 obozy, w których przetrzymywano polskich jeńców. W każdym z nich panowały podobne, nieludzkie warunki. Rabunek więźniów był standardową procedurą, powtarzaną wielokrotnie. Najpierw przy pojmaniu, potem podczas transportu, wreszcie przy przyjęciu do obozu. Jeńcy szybko zostawali pozbawieni wszystkiego, co mogło mieć jakąkolwiek wartość.
Wyżywienie w obozach było celowo niewystarczające. Więźniowie żyli w permanentnym głodzie, co osłabiało ich organizmy i czyniło łatwym łupem chorób. Tyfus, czerwonka i grypa hiszpanka zbierały śmiertelne żniwo. Brak opieki medycznej i lekarstw oznaczał, że nawet uleczalne w normalnych warunkach choroby kończyły się śmiercią.
Wbrew konwencjom wojennym do ciężkiej pracy zmuszano nie tylko szeregowców, ale również podoficerów i oficerów. Bicie jeńców było powszechne i stosowane bez żadnego powodu. Strażnicy traktowali więźniów jak podludzi, których życie nie ma żadnej wartości. W takich warunkach przetrwanie stawało się kwestią przypadku i szczęścia.
Gorzki powrót do wolności
Pokój ryski z marca 1921 roku teoretycznie kończył wojnę i otwierał drogę do wymiany jeńców. W praktyce proces uwalniania polskich żołnierzy trwał ponad rok i przebiegał opornie. Bolszewicy nie spieszyli się z oddawaniem tych, którzy przeżyli. Układ z lutego 1921 roku zobowiązywał ich do przekazania ponad 40 tysięcy Polaków. Ostatecznie wróciło około 26 tysięcy.
Statystyki są bezlitosne. Z 45 tysięcy jeńców z głównego frontu wojny oraz 10 tysięcy z 5 Dywizji Strzelców Polskich, do kraju powróciło nieco ponad 31 tysięcy. To oznacza, że w sowieckiej niewoli zginęło lub zaginęło co najmniej 24 tysiące polskich żołnierzy. Wskaźnik śmiertelności sięgał 42 procent, co czyni sowieckie obozy jenieckie jednymi z najbardziej morderczych w historii XX wieku.
Część żołnierzy, którzy przeżyli, zdecydowała się nie wracać do Polski. Niektórzy założyli rodziny w Rosji, inni obawiali się długiej podróży przez wciąż niestabilne tereny. Byli też tacy, których bolszewicy zwyczajnie nie wypuścili, zatrzymując ich pod różnymi pretekstami. Ich los pozostaje nieznany do dziś, podobnie jak dokładna liczba ofiar sowieckiej niewoli.