W Japonii przelewali uran wiadrami. Dwóch pracowników zmarło

30 września 1999 roku w japońskim zakładzie JCO w Tokaimurze trzech pracowników przygotowywało roztwór wzbogaconego uranu. Przelewali go wiadrami do zbiornika, którego nie należało używać w ten sposób. W pewnym momencie rozpoczęła się niekontrolowana reakcja łańcuchowa. Wszyscy trzej zostali silnie napromienieni, a dwóch z nich zmarło po długim leczeniu.

Teren zakładu JCO i miejsce wypadku w Tokaimurze na zdjęciu lotniczym z 2017 roku.Teren zakładu JCO i miejsce wypadku w Tokaimurze na zdjęciu lotniczym z 2017 roku.
Źródło zdjęć: © Wikimedia Commons | Geospatial Information Authority of Japan (GSI; 国土地理院)

Brak procedury

Zakład JCO znajdował się w prefekturze Ibaraki i przygotowywał materiały do produkcji paliwa jądrowego. Do wypadku nie doszło w reaktorze elektrowni, lecz w hali technologicznej, podczas pracy z roztworem azotanu uranylu.

Zadaniem trzech mężczyzn było przygotowanie jednorodnej partii roztworu zawierającego wzbogacony uran.

Zamiast postępować zgodnie z bezpieczną procedurą, używali wiader ze stali nierdzewnej. Zawartość przelewali do zbiornika strąceniowego, który nie był przeznaczony do tej operacji.

Około godziny 10.35 ilość zgromadzonego materiału osiągnęła poziom umożliwiający samopodtrzymującą się reakcję łańcuchową. Neutrony powstające podczas rozszczepienia jąder uranu wywoływały kolejne rozszczepienia.

Znaczenie miał również wodny płaszcz otaczający zbiornik, który odbijał część neutronów z powrotem do roztworu.

Pracownicy zobaczyli niebieskobiały błysk, a po chwili rozległ się alarm. Nie zdawali sobie sprawy, że wykonywane przez nich czynności mogą doprowadzić do takiego zdarzenia. Później zwracali na to uwagę lekarze opisujący przebieg ich leczenia.

Napromienienie

Dwaj mężczyźni pracujący przy zbiorniku natychmiast opuścili pomieszczenie. Ich przełożony, który znajdował się obok, pozostał na miejscu dłużej i próbował skontaktować się z personelem odpowiedzialnym za ochronę radiologiczną. On także otrzymał wysoką dawkę promieniowania.

U wszystkich trzech rozwinęła się ostra choroba popromienna, choć stan każdego z nich był inny. Najciężej poszkodowany stracił przytomność niedługo po odejściu od zbiornika. Sam błysk był tylko początkiem dramatycznych następstw napromienienia.

Największe zagrożenie stanowiło promieniowanie neutronowe i gamma emitowane podczas reakcji. Skażenie produktami rozszczepienia miało znacznie mniejsze znaczenie. Wokół zakładu nie doszło do rozległego rozprzestrzenienia substancji promieniotwórczych.

Dwóch pracowników zmarło w następnych miesiącach, pierwszy 21 grudnia 1999 roku, drugi 27 kwietnia 2000 roku. Trzeci przeżył. Żaden z dwóch zmarłych nie stracił życia w chwili samego wypadku.

Ewakuacja i osłona mieszkańców

Reakcja w zbiorniku trwała, z przerwami, przez około dwadzieścia godzin. Dopiero rano 1 października pomiary wykazały, że natężenie promieniowania neutronowego spadło poniżej granicy wykrywalności.

Przy opanowywaniu sytuacji na dodatkowe narażenie wystawieni byli także niektórzy członkowie personelu.

Władze nakazały ewakuację mieszkańców w promieniu 350 metrów od zakładu. Osobom mieszkającym do dziesięciu kilometrów od JCO polecono pozostać w domach. Zalecenie to objęło około 310 tys. osób.

W sąsiedztwie fabryki czasowo zamykano szkoły i ograniczano działalność różnych placówek. Prowadzono również badania ludności. Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej podkreślała później, że zdarzenie nie spowodowało rozległego skażenia środowiska porównywalnego z katastrofą w Czarnobylu.

Jeszcze w październiku Tokaimurę odwiedziła misja rozpoznawcza IAEA. W grudniu 1999 roku japoński parlament przyjął ustawę dotyczącą reagowania na katastrofy jądrowe. Wyraźniej określono w niej obowiązki rządu, władz lokalnych i operatorów zakładów na wypadek podobnych zagrożeń.

Wybrane dla Ciebie