Wyspa bez portu. Pocztę odbierano tutaj prosto z oceanu

Na wyspie Niuafoʻou poczta przychodziła w puszkach wyrzucanych ze statków do oceanu. Po listy płynęli mieszkańcy, a nocą drogę powrotną wskazywały im ogniska na brzegu.

Wyspa Niuafoʻou w Tonga na zdjęciu wykonanym z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej 19 marca 2003 r.Wyspa Niuafoʻou w Tonga na zdjęciu wykonanym z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej 19 marca 2003 r.
Źródło zdjęć: © Domena publiczna

Listy w puszkach po herbatnikach

Niuafoʻou należy do Tonga, wyspiarskiego królestwa na południowym Pacyfiku. Jej skaliste, strome wybrzeże utrudniało lądowanie, a odpowiedniego portu brakowało.

Statek mógł przywieźć korespondencję w pobliże wyspy, lecz pozostawał jeszcze ostatni odcinek: droga od burty do mieszkańców.

Do pokonania tego odcinka przydawały się puszki po herbatnikach lub nafcie. Załoga wkładała do nich listy, szczelnie zamykała pojemniki i przekazywała je do wody. Pływacy zabierali je na brzeg. Zwykła puszka chroniła papier przed zamoczeniem i zastępowała na tej części trasy pocztowy worek.

Listy wysyłane z wyspy można było przenosić inaczej. Pływacy przenosili pakiety listów przywiązane do końców kijów i unosili je nad głową.

Gdy docierali do statku, załoga spuszczała im wiadra. Wkładali do nich pocztę, którą można było wciągnąć na pokład i zabrać w dalszy rejs.

Podczas przeprawy pomagali sobie drewnianymi podporami, które utrzymywały ich na powierzchni. Silne prądy potrafiły wydłużyć wyprawę do wielu godzin.

Odbiór poczty

Pocztę odbierano również po zmroku. Syrena statku dawała znać o jego przybyciu, a pływacy ruszali w wodę z lampą. Na brzegu rozpalano ogniska, żeby mieli do czego wracać.

Z czasem po pocztę wyruszały także łodzie z bocznym pływakiem. Puszki nadal się przydawały, a na kopertach pojawiało się określenie "Tin Can Canoe Mail", łączące blaszany pojemnik z transportem łodzią.

Właśnie puszkom wyspa zawdzięczała przydomek Tin Can Island.

To, co dla mieszkańców było sposobem utrzymywania kontaktu ze światem, dla przyjezdnych okazało się atrakcją. Statki wycieczkowe przywoziły pasażerów, którzy z pokładu obserwowali odbieranie poczty. Sami również mogli skorzystać z usługi i zdobyć kopertę z pamiątkowymi stemplami.

O ich umieszczanie dbał miejscowy kupiec Walter Quensell. Opatrywał przesyłki oznaczeniami "Tin Can Mail". Pasażerowie przekazywali mu listy wraz z sześcioma pensami na znaczki i koszty, a on dodawał stemple i wysyłał korespondencję dalej.

Koperty z innych krajów

Żeby zdobyć taką pamiątkę, nie trzeba było nawet dotrzeć na Pacyfik. Z innych krajów przysyłano pieniądze i koperty zaadresowane do siebie. Quensell je stemplował i odsyłał.

Poczta służyła w ten sposób także kolekcjonerom, dla których liczyła się właśnie niezwykła droga przesyłki.

Zachowane koperty bywają gęsto pokryte oznaczeniami, niekiedy w kilku językach. W zbiorach kanadyjskiej fundacji filatelistycznej są m.in. list wysłany z Brantford na Niuafoʻou w styczniu 1939 r. i przesyłka z wyspy do Vancouver z sierpnia tego samego roku.

Jej działanie przerwał wulkan. W 1946 r. erupcja zniszczyła Angahę, osadę związaną z obsługą przesyłek. Zniszczeniu uległy m.in. radiostacja, budynki rządowe, magazyny handlowe i łodzie. Po katastrofie mieszkańców ewakuowano, a odbieranie poczty z oceanu zostało przerwane.

Przetrwały za to listy, które zdążyły opuścić wyspę. W niemieckich zbiorach poświęconych historii poczty zachował się list Quensella do Berlina, datowany na 25 maja 1938 r. Na jego kopercie obok niemieckiego oznaczenia blaszanej poczty są stemple angielskie i francuskie oraz napis "Tin Can Canoe Mail". Zwykła koperta zachowała ślad trasy, na której do dostarczenia listu potrzebne były puszka i łódź.

Wybrane dla Ciebie