Trzy klasy dla trumien
Na bilecie dla trumny zaznaczano klasę przejazdu: pierwszą, drugą albo trzecią. Taki sam podział obowiązywał żywych pasażerów, którzy jechali z Londynu do Brookwood w Surrey. Wygoda i prywatność zależały od tego, ile zapłacono za pogrzeb.
Bliscy korzystający z pierwszej klasy mieli do dyspozycji wygodniejsze wagony i osobne poczekalnie. Mogli czekać na odjazd we własnym gronie, bez mieszania się z innymi rodzinami.
W londyńskiej stacji otwartej w 1902 roku różnicę było widać już przy wejściu. Żałobnicy pierwszej klasy wchodzili przez bramę pod biurami firmy i korzystali z pięciu oddzielnych poczekalni. Dla trzeciej klasy przeznaczono skromniej urządzoną, wspólną salę oraz wejście od innej ulicy.
Stacja z kaplicą i windą
Zanim jednak kolej dostała ten budynek, przez niemal pół wieku działała w starszej stacji, uruchomionej w 1854 roku obok Waterloo. Tam trumny podnoszono na poziom peronu windą.
Pomyślano też o osobach, które mogłyby zaglądać do środka z sąsiedniego dworca. Od strony Waterloo ściana nie miała okien. Żałobnicy i trumny pozostawali poza wzrokiem pasażerów, którzy nie mieli nic wspólnego z pogrzebem.
Gdy Waterloo potrzebowało miejsca na rozbudowę, kolej pogrzebowa przeniosła się do nowej siedziby. To właśnie w niej znalazły się osobne poczekalnie i kaplica z dębowym katafalkiem, czyli podwyższeniem, na którym ustawiano trumnę.
Bliscy, którzy nie mogli pojechać do Brookwood, mogli tutaj uczestniczyć w pierwszej części nabożeństwa i pożegnać zmarłego, pozostając w Londynie.
Nowy dworzec miał elektryczne oświetlenie, a jego działy porozumiewały się przez telefony. Relacja z otwarcia w 1902 roku zapowiadała też praktyczne ułatwienie dla rodzin: bilety miały pozwalać na powrót dowolnym pociągiem. Wcześniej żałobnicy byli przywiązani do specjalnego składu pogrzebowego.
Dwa przystanki wśród grobów
Ten pociąg miał rozwiązać problem, z którym Londyn coraz gorzej sobie radził: brak miejsca na groby. Miasto szybko rosło, a stare cmentarze były przepełnione.
Żeby pomieścić kolejne trumny, naruszano nawet istniejące groby. Rozległy cmentarz poza stolicą miał wreszcie zapewnić miejsce dla następnych zmarłych.
Cmentarz otwarto w 1854 roku, około 40 kilometrów od centrum Londynu. Było tam miejsce na rozległe kwatery, ale rodziny musiały jakoś do nich dotrzeć. Kolej pozwalała pokonać tę drogę w mniej więcej godzinę. Pogrzebowy skład korzystał z głównej linii kolejowej, po czym zjeżdżał na bocznicę prowadzącą między groby. Na cmentarzu czekały aż dwie stacje.
Pociąg wjeżdżał na cmentarną bocznicę tyłem. O tym, gdzie rozładowywano trumnę, decydowało wyznanie zmarłego. Stacja południowa obsługiwała anglikanów, czyli wiernych państwowego Kościoła Anglii.
Północna służyła pozostałej części cmentarza, między innymi protestanckim wspólnotom spoza tego Kościoła. Podział według klasy przejazdu uzupełniał więc jeszcze podział religijny.
Z czasem w Brookwood powstały miejsca pochówku dla wielu grup, w tym katolików i muzułmanów. O cmentarnym sąsiedztwie mógł decydować także zawód: własne kwatery mieli aktorzy i piekarze. Wielki cmentarz dzielono na mniejsze części dla poszczególnych wspólnot i środowisk.
Nalot przerwał pogrzebowe kursy
Początkowo pociągi pogrzebowe odjeżdżały codziennie. W latach 30. XX wieku rzadko ruszały częściej niż dwa razy w tygodniu. Specjalna kolej wciąż działała, ale jej rozkład był już znacznie skromniejszy niż dawniej.
W kwietniu 1941 roku niemiecki nalot zniszczył znaczną część londyńskiej stacji i prowadzących do niej torów. Po wojnie firma uznała, że odbudowa kolei pogrzebowej się nie opłaca. Specjalnego dworca nie przywrócono do dawnej roli.
Ocalała jednak jego fasada przy 121 Westminster Bridge Road. To tędy wchodzili niegdyś żałobnicy pierwszej klasy. Na budynku znajdowała się nazwa London Necropolis, dziś zakryta pasem kamienia. Dawne wejście wciąż można zobaczyć; napis, który wyjaśniał, dokąd prowadziło, został schowany.