Bunt przerwany przez katastrofę
W październiku 1628 roku Batavia wyruszyła z Holandii do holenderskiej kolonii na Jawie, noszącej tę samą nazwę. Na pokładzie znajdowało się 341 osób, towary i dwanaście skrzyń srebrnych monet. Dwóch ludzi na pokładzie planowało przejąć ten majątek.
Wyprawą kierował kupiec Francisco Pelsaert, a dowództwo nad statkiem sprawował kapitan Ariaen Jacobsz. Obaj byli skonfliktowani jeszcze przed rejsem. Z kapitanem porozumiał się Jeronimus Cornelisz, zastępca Pelsaerta w sprawach handlowych.
Jacobsz i Cornelisz przygotowywali bunt, po którym chcieli przejąć statek wraz z kosztownościami i zająć się piractwem. Ich plany pokrzyżowała katastrofa. Przed świtem 4 czerwca 1629 roku Batavia uderzyła w rafę w archipelagu Houtman Abrolhos.
Załoga wyrzucała działa za burtę, by odciążyć kadłub, lecz statek nadal tkwił na rafie. Łodzie zaczęły przewozić ludzi na pobliskie wyspy. Ewakuacja trwała kilka dni.
Część pasażerów i załogi pozostawała na wraku ze strachu przed przeprawą. Inni pili alkohol ze znalezionych zapasów. W końcu także oni musieli opuścić rozpadający się statek.
Większość rozbitków znalazła się na dzisiejszej Beacon Island, gdzie brakowało słodkiej wody. Ocaleni korzystali z zapasów zabranych z wraku. Pelsaert odpłynął z grupą ludzi na poszukiwanie wody, a następnie skierował łódź na Jawę po pomoc.
Cornelisz przejmuje obóz
Pod nieobecność Pelsaerta władzę objął Cornelisz. Zebrał wokół siebie uzbrojonych ludzi i zaczął usuwać tych, którzy mogli mu się przeciwstawić. Jeden z organizatorów spisku na statku rządził teraz rozbitkami.
Niewygodnych towarzyszy wysyłał na sąsiednie wyspy, rzekomo po wodę i żywność. Rozproszenie utrudniało im wspólny opór. W swoim obozie Cornelisz zatrzymywał ludzi gotowych wykonywać jego rozkazy.
Początkowo zabójcy działali skrycie, często nocą. Z czasem mordowali coraz bardziej otwarcie. Z ich rąk zginęło ponad sto osób, w tym kobiety i dzieci.
Cornelisz planował również przejęcie statku, który miał przybyć na ratunek rozbitkom. Buntownicy chcieli uciec nim z wysp i uniknąć kary. Pomoc, na którą czekali ocaleni, miała więc posłużyć także ich oprawcom.
Nie wszystkie grupy wysłane z obozu pozostawały jednak bezradne. Żołnierz Wiebbe Hayes i jego towarzysze znaleźli na West Wallabi wodę oraz żywność. Mieli gdzie się schronić i nie podlegali już bezpośredniej władzy Cornelisza.
Ratownicy otrzymują ostrzeżenie
Do Hayesa docierali uciekinierzy, którzy opowiadali o mordach w głównym obozie. Żołnierze szykowali się do obrony. Broń zrobili z kijów, gwoździ i metalowych obręczy.
Ludzie Cornelisza atakowali ich kilkakrotnie, ale nie zdołali rozbić grupy. Obrońcy pojmali w końcu samego przywódcę buntowników. Jego wspólnicy wciąż jednak pozostawali na wolności i mogli uderzyć na ratowników.
We wrześniu Pelsaert powrócił na statku Sardam. Hayes zdążył przekazać mu ostrzeżenie, dzięki czemu załoga uniknęła pułapki. Pelsaert przystąpił do aresztowań.
Do Sardam podpłynęła łódź z uzbrojonymi buntownikami. Wielu z nich miało czerwone stroje ze złotą pasmanterią. Pelsaert rozkazał wyrzucić broń do wody i zatrzymał przybyszów.
Cornelisza i sześciu innych buntowników stracono na wyspach. Dwóch kolejnych pozostawiono na australijskim lądzie, a część zabrano na Jawę. Hayes za obronę rozbitków otrzymał awans na sierżanta.