Dziecko, które robiło farby
Już jako mała dziewczynka próbowała tworzyć kolory z tego, co miała pod ręką. Wyciskała sok z owoców, mieszała go z ochrą, trawą, wapnem, trocinami i domowym klejem. Z dzisiejszej perspektywy brzmi to jak zabawa, ale dla niej był to pierwszy kontakt z malowaniem.
Pierwsze prawdziwe inspiracje przyszły, gdy pracowała u sąsiadów. Oglądała tam popularne grafiki Currier & Ives, które wisiały w domach jako popularna ozdoba. Pracodawca zauważył jej zainteresowanie obrazkami i dał jej materiały do rysowania. To drobny gest, ale otworzył przed nią coś, czego sama nie umiała jeszcze nazwać.
Mając dwanaście lat, opuściła rodzinny dom. Przez następne piętnaście lat pracowała jako pomoc domowa, wynajmując się u różnych ludzi.
Malowanie zeszło wtedy na dalszy plan, bo liczyła się praca i utrzymanie. Sztuka musiała poczekać kilkadziesiąt lat.
Życie na farmie i pierwsze dekoracje
Po ślubie razem z mężem przenosiła się między farmami w Wirginii. Dorabiała, jak mogła, robiąc chipsy ziemniaczane i masło.
Ich gospodarstwo Mount Airy trafiło później do rejestru zabytków, choć wtedy było po prostu miejscem ciężkiej pracy. Życie kręciło się wokół pól, kuchni i codziennych obowiązków.
Zanim zajęła się obrazami, dekorowała przedmioty użytkowe. Zdobiła poduszki, wazony i domowe sprzęty.
Do malowania obrazów wróciła dopiero po siedemdziesiątce. Problemy zdrowotne uniemożliwiły jej haftowanie, więc sięgnęła po pędzel. Bywało, że malowała z całkiem praktycznych powodów. Jeden z obrazów powstał jako prezent świąteczny dla listonosza, bo namalowanie czegoś okazało się łatwiejsze niż upieczenie ciasta.
W jej pracach uderza to, czego w nich brakuje. Świadomie pomijała znaki nowoczesności, więc na płótnach nie znajdziemy traktorów ani słupów telefonicznych.
Malowała wiejski świat takim, jaki pamiętała. Jej zimowe sceny porównywano potem do Bruegla, choć sama nigdy nie zetknęła się z jego twórczością.
Apteka, kolekcjoner i nagłe odkrycie
Przez długi czas jej obrazy wisiały w miejscowej aptece. Stały obok domowych przetworów, traktowane jak dekoracja, nie jak sztuka. Sprzedawała je za kilka dolarów, bez większych ambicji. Trudno było wtedy przewidzieć, co się wydarzy.
Wszystko zmieniło się, gdy jej prace zauważył kolekcjoner Louis Caldor. Kupił nie tylko to, co wisiało na wystawie, ale też obrazy, które malarka trzymała w domu.
Dostrzegł w nich coś, czego inni nie widzieli. To on otworzył jej drogę do świata galerii.
Galerie początkowo nie były zachwycone. Zwracały uwagę na jej wiek artystki, która była grubo po 70-tce. Trudno im było uwierzyć, że można promować artystkę u kresu życia. Ostatecznie jednak obrazy obroniły się same.
Na swoją pierwszą ważną wystawę nawet nie pojechała. Miała obowiązki na farmie, a swoje obrazy znała przecież na pamięć. Nie widziała powodu, żeby ruszać się z domu dla czegoś, co już dobrze rozumiała. To podejście mówi o niej więcej niż niejedna recenzja.
Sława, dżemy i Dzień Grandma Moses
Kiedy przyszła popularność, ceny jej obrazów poszły w górę. Z kilku dolarów urosły do tysięcy. Reprodukcje trafiły na kartki Hallmarka, tkaniny i ceramikę, a nawet do reklam kawy, szminki czy aparatów fotograficznych. Jej wiejskie pejzaże stały się częścią amerykańskiej kultury masowej.
Mimo sławy pozostała sobą. Podczas występu w domu towarowym Gimbels rozmawiała z prasą, ale nie omieszkała zareklamować własnych dżemów. Na wczesnych pokazach obok obrazów wystawiano jej wypieki i przetwory. Traktowała malowanie i kuchnię jako rzeczy z tego samego porządku.
Honory sypały się jeden po drugim. Mając osiemdziesiąt osiem lat, została przewrotnie ogłoszona przez magazyn "Mademoiselle" Młodą Kobietą Roku. Jej setne urodziny stan Nowy Jork uczcił, ogłaszając Dzień Grandma Moses. Obraz "July Fourth" trafił do Białego Domu, a później na amerykański znaczek.
Znała Normana Rockwella i pojawiła się na skraju jednej z jego świątecznych okładek "The Saturday Evening Post". W ciągu ostatnich dwóch dekad życia namalowała około tysiąca pięciuset prac. Jak na osobę, która zaczęła po siedemdziesiątce, to liczba imponująca. Dowiodła, że na sztukę nigdy nie jest za późno.
Bibliografia
-Lepiej późno niż wcale. Życie i twórczość Babci Mojżesz [https://niezlasztuka.net/o-sztuce/lepiej-pozno-niz-wcale-zycie-i-tworczosc-babcia-mojzesz/]
-Grandma Moses [https://www.britannica.com/biography/Grandma-Moses]