Brał różne używki. Tak eksperymentował Witkacy

Zanim Witkacy stał się legendarnym prowokatorem, ekscentrykiem i eksperymentatorem, przeżył samobójstwo narzeczonej, frontową masakrę oraz rewolucyjny chaos w Rosji. Narkotyki, po które później sięgał, były tylko jednym z narzędzi służących mu do badania własnej psychiki. Historia jego doświadczeń z substancjami psychoaktywnymi mówi więc mniej o nałogu, a znacznie więcej o obsesyjnej potrzebie przekraczania granic świadomości.

Stanisław Ignacy Witkiewicz z ojcemStanisław Ignacy Witkiewicz z ojcem
Źródło zdjęć: © Domena publiczna

Śmierć, która zmieniła wszystko

Jeszcze przed wybuchem I wojny światowej młody Witkacy przeżył tragedię, która na długo odcisnęła się na jego psychice. Kobieta, z którą był związany, odebrała sobie życie, a część znajomych bez wahania obarczyła go odpowiedzialnością za jej śmierć.

Dla niespełna trzydziestoletniego artysty wydarzenie to stało się początkiem głębokiego kryzysu. Właśnie wtedy wyraźnie ujawniły się obsesje, które miały później powracać w jego twórczości: lęk przed utratą kontroli, fascynacja śmiercią i nieustanne zainteresowanie granicznymi stanami ludzkiej psychiki.

Wkrótce po tragedii Witkacy opuścił Europę, wyruszając z Bronisławem Malinowskim do Australii. Po wybuchu wojny przerwał jednak podróż i udał się do Rosji. Trafił do Petersburga, gdzie ukończył szkołę oficerską, a następnie rozpoczął służbę w elitarnym Pawłowskim Pułku Lejbgwardii.

Miasto pogrążone w wojnie i coraz bardziej wyczuwalnym napięciu rewolucyjnym stało się dla niego miejscem niezwykle intensywnych doświadczeń — militarnych, politycznych i artystycznych.

Front nad Stochodem

Szczególne znaczenie miały walki nad Stochodem, w których Witkacy uczestniczył w 1916 roku. Doświadczenie frontu mogło wpłynąć na niego znacznie silniej niż późniejsze eksperymenty z narkotykami.

Młody oficer znalazł się pod ciężkim ostrzałem, widział śmierć swoich towarzyszy i zetknął się z wojną w jej najbardziej brutalnej postaci. Obserwował rannych i zabitych, czuł zapach rozkładających się ciał, a każdego dnia musiał liczyć się z możliwością własnej śmierci. Takich obrazów nie dało się łatwo wymazać z pamięci.

Trauma frontowa wielokrotnie powracała w późniejszej twórczości Witkacego, choć rzadko przybierała postać bezpośrednich opisów wojny. Objawiała się raczej w obsesji rozpadu ciała, lęku przed śmiercią, zainteresowaniu szaleństwem oraz fascynacji momentem, w którym człowiek traci kontrolę nad sobą i otaczającą go rzeczywistością.

Wojna dostarczyła mu doświadczeń, których nie mogła wywołać żadna substancja chemiczna.

Petersburg i narodziny Czystej Formy

W Rosji Witkacy nie tylko służył w wojsku, lecz także intensywnie rozwijał swoje zainteresowania artystyczne i filozoficzne. Zetknął się z nowymi prądami w sztuce, ideą syntezy różnych dziedzin twórczości oraz malarstwem abstrakcyjnym.

Doświadczenia te umocniły go w przekonaniu, że sztuka nie powinna ograniczać się do prostego naśladowania rzeczywistości. Miała wywoływać u odbiorcy przeżycie metafizyczne i pozwalać mu odczuć tajemnicę istnienia.

Z tych przemyśleń narodziła się później teoria Czystej Formy, która stała się fundamentem dojrzałej twórczości Witkacego.

W Petersburgu artysta miał również pierwsze doświadczenia z silnymi substancjami psychoaktywnymi. Próbował między innymi morfiny, eteru i kokainy. Szczególnie źle wspominał morfinę, po której przeżył gwałtowną reakcję organizmu i był przekonany, że znajduje się na granicy śmierci.

Po powrocie do Polski Witkacy szybko zyskał opinię prowokatora, ekscentryka i skandalisty. Granica między jego prawdziwym życiem, artystycznym eksperymentem i świadomie tworzoną legendą coraz bardziej się zacierała.

Firma Portretowa

W 1925 roku Witkacy założył jednoosobową Firmę Portretową "S.I. Witkiewicz". Przedsięwzięcie zapewniało mu stosunkowo stały dochód, choć sam zdecydowanie bardziej cenił działalność filozoficzną, literacką i teatralną.

Zamiast farb olejnych wybrał pastele na kolorowym papierze, dzięki czemu mógł wykonywać portrety znacznie szybciej. W ciągu kilkunastu lat stworzył ich kilka tysięcy. Sprzedawał je według szczegółowego cennika, w którym wyróżniał poszczególne typy — od realistycznych i eleganckich po mocno zdeformowane, ekspresyjne wizerunki.

Portrety powstawały według zasad opisanych w specjalnym regulaminie. Witkacy określał w nim nie tylko dostępne style, lecz także sposób zachowania klienta podczas pozowania. Dzieło mogło być realistyczne, upiększone, psychologiczne albo celowo przerysowane. Wszystko zależało od wybranego typu oraz zapłaconej ceny.

Na wielu pracach artysta umieszczał tajemnicze skróty, takie jak "C+Co+NP4". Zapisywał w ten sposób informacje o swoim stanie podczas pracy: zażytych substancjach, wypitym alkoholu, liczbie dni bez papierosów, zmęczeniu czy braku snu.

Nie oznacza to, że każdy portret powstawał pod wpływem narkotyków. Witkacy z podobną dokładnością zaznaczał również okresy abstynencji. Własny organizm i psychikę traktował niemal jak przedmiot badania, starając się obserwować, w jaki sposób używki, zmęczenie lub ich brak wpływały na jego sposób widzenia i pracy.

Eksperymenty z peyotlem

Jedną z najważniejszych substancji w eksperymentach Witkacego był peyotl. Artysta zdobywał go między innymi za pośrednictwem francuskiego lekarza Alexandre’a Rouhiera, zajmującego się badaniem właściwości halucynogennego kaktusa.

Peyotl wywoływał u Witkacego niezwykle intensywne wizje. Artysta widział fantastyczne postacie, zdeformowane twarze, ruchome ornamenty i przedmioty przechodzące jedne w drugie. Doświadczenia te próbował później opisywać, analizować i wykorzystywać w swojej twórczości.

Nie interesowało go jednak wyłącznie samo odurzenie. Substancje psychoaktywne traktował jako narzędzie służące do badania mechanizmów ludzkiej świadomości. Eksperymenty miały mu pokazać, jak zmiana stanu psychicznego wpływa na postrzeganie kształtów, kolorów i rzeczywistości.

W książce "Narkotyki" opisał własne doświadczenia z nikotyną, alkoholem, kokainą, peyotlem, morfiną i eterem. Stworzył w ten sposób jedno z najciekawszych polskich świadectw dotyczących działania substancji psychoaktywnych, przedstawionych z perspektywy osoby, która sama ich próbowała.

Witkacy zdecydowanie zaprzeczał jednak, jakoby był uzależniony od kokainy, morfiny czy eteru. Przyznawał się przede wszystkim do problemów z alkoholem i nikotyną. Jego przyjaciel, lekarz Teodor Białynicki-Birula, również sprzeciwiał się nazywaniu go narkomanem. Podkreślał, że eksperymenty artysty miały charakter świadomych, zwykle kontrolowanych prób, a nie codziennego nałogu.

Legenda Witkacego jako twórcy nieustannie pogrążonego w narkotycznym transie jest więc mocno przesadzona. Substancje psychoaktywne rzeczywiście zajmowały ważne miejsce w jego życiu, lecz były tylko jednym z elementów znacznie szerszego projektu — badania granic świadomości, twórczości i ludzkiego istnienia.

Wybrane dla Ciebie