Stworzyły sensację. Tak świat uwierzył we wróżki

Latem 1917 roku dwie kuzynki z Yorkshire zrobiły zdjęcie, które przez sześćdziesiąt sześć lat dzieliło Wielką Brytanię na tych, którzy wierzyli w wróżki, i tych, którzy podejrzewali oszustwo. Fotografia z Cottingley Beck trafiła później do rąk twórcy Sherlocka Holmesa i stała się jednym z najsłynniejszych fałszerstw w historii fotografii.

Wróżki z CottingleyWróżki z Cottingley
Źródło zdjęć: © Domena publiczna

Dziewczynki nad potokiem

Frances Griffiths przyjechała do Anglii z Republiki Południowej Afryki i zamieszkała wraz z matką u rodziny Wrightów. Razem z kuzynką Elsie spędzała czas nad pobliskim potokiem, Cottingley Beck. Miejsce to, wilgotne i pełne paproci, stało się ich ulubioną kryjówką przed dorosłymi.

Pewnego dnia dziewczęta wypożyczyły od Arthura Wrighta aparat Midg i wróciły z odbitką, na której Frances stoi otoczona małymi skrzydlatymi postaciami. Ojciec Elsie od razu nabrał podejrzeń, że ma do czynienia z papierowymi wycinankami.

Jego żona Polly myślała inaczej i wierzyła, że dziewczynki naprawdę sfotografowały wróżki. Kilka miesięcy później powstało drugie zdjęcie, na którym Elsie siedzi przy niewielkim gnomie.

Tym razem Arthur zabrał aparat i zakazał dalszych eksperymentów.

Wróżki trafiają do teozofów

Sprawa mogła zakończyć się na rodzinnej ciekawostce, gdyby nie Polly Wright. Kobieta należała do Towarzystwa Teozoficznego i po jednym z wykładów o istotach z innego wymiaru pokazała obie fotografie zebranym słuchaczom.

Wiadomość szybko dotarła do Edwarda Gardnera, działacza teozoficznego, który zobaczył w zdjęciach potwierdzenie swoich przekonań o istnieniu subtelnych form życia.

Gardner zlecił analizę negatywów fotografowi Haroldowi Snellingowi. Ten nie znalazł dowodów na wielokrotną ekspozycję ani inne oczywiste triki, choć nie potwierdził też, że na zdjęciach widać prawdziwe stworzenia. Taka opinia wystarczyła, by temat zaczął żyć własnym życiem.

Conan Doyle wchodzi do gry

Do sprawy dołączył Arthur Conan Doyle, pisarz znany wówczas głównie z opowieści o detektywie z Baker Street, a prywatnie głęboko zaangażowany w spirytyzm. Doyle skontaktował się z Gardnerem i rodziną Wrightów, uzyskał zgodę na wykorzystanie zdjęć i przygotował artykuł dla "The Strand Magazine".

Tekst ukazał się w numerze świątecznym 1920 roku i wywołał ogromne poruszenie, a nakład rozszedł się w rekordowym tempie.

Zanim jednak artykuł trafił do druku, odbitki obejrzeli specjaliści z Kodaka i Ilford, a także fizyk Oliver Lodge. Kodak nie chciał wydać certyfikatu autentyczności, Ilford wprost wskazywało na fałszerstwo, a Lodge uznał całą scenę za podejrzaną.

Doyle zignorował te wątpliwości, przekonany, że fotografie potwierdzają istnienie świata duchowego.

Latem 1920 roku Gardner ponownie odwiedził Cottingley, przywożąc nowe aparaty Kodak Cameo i szklane płyty. Dziewczęta zgodziły się na kolejne sesje pod jednym warunkiem, nikt nie mógł im przy tym asystować.

W ciągu trzech dni sierpnia powstały trzy dalsze zdjęcia, które Gardner natychmiast przesłał Doyle'owi, przebywającemu akurat w Melbourne. Pisarz wrócił do tematu jeszcze w 1922 roku w książce "The Coming of the Fairies", umacniając rozgłos całej historii.

Prawda po dekadach

Przez następne dziesięciolecia Elsie i Frances konsekwentnie unikały jednoznacznej odpowiedzi. W 1966 roku dziennikarze "Daily Express" odnaleźli Elsie, która mówiła enigmatycznie o "sfotografowanych myślach".

W wywiadach z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych obie kobiety powtarzały, że wróżki były wytworem ich wyobraźni, nie zdradzając jednak żadnych technicznych szczegółów.

Przełom nastąpił w 1983 roku, kiedy kuzynki wreszcie przyznały się do prawdy. Cztery z pięciu fotografii powstały przy użyciu papierowych wycinanek, wzorowanych na rysunkach z ilustrowanej książki dla dzieci wydanej w 1914 roku.

Milczenie tłumaczyły obawą, że ujawnienie fałszerstwa ośmieszyłoby Conan Doyle'a i cały ruch teozoficzny, który przez lata budował na ich zdjęciach poważne teorie. Frances do końca upierała się jednak, że piąta fotografia pokazuje coś więcej niż tylko wycinanki z kartonu.

Dziś oryginalne odbitki oraz dwa aparaty użyte przez dziewczynki można zobaczyć w National Media Museum w Bradford. Historia z Cottingley pozostaje przykładem tego, jak łatwo prosta zabawa dwóch nastolatek mogła wciągnąć w swoją orbitę naukowców, wydawców i jednego z najsłynniejszych pisarzy epoki.

Wybrane dla Ciebie