Chcieli zatrzymać pożar. Wysadzali nawet luksusowe rezydencje

Ruiny San Francisco w okolicy Post Street i Grant Avenue po katastrofie z 1906 roku.Ruiny San Francisco w okolicy Post Street i Grant Avenue po katastrofie z 1906 roku.
Źródło zdjęć: © Domena publiczna | H. D. Chadwick

18 kwietnia 1906 roku potężne trzęsienie ziemi spustoszyło San Francisco. Wkrótce miasto ogarnęły pożary, a zniszczona sieć wodociągowa niemal uniemożliwiała ich gaszenie. Strażacy i żołnierze zaczęli wysadzać całe budynki, licząc, że powstałe w ten sposób przerwy w zabudowie powstrzymają płomienie. Ta desperacka metoda do dziś budzi kontrowersje.

Trzęsienie ziemi i zniszczenie wodociągów

Katastrofa rozpoczęła się 18 kwietnia 1906 roku o godzinie 5.12 rano. Trzęsienie ziemi miało magnitudę około 7,8, a według amerykańskiej służby geologicznej USGS silne wstrząsy trwały ponad czterdzieści sekund. Pęknięcie uskoku San Andreas objęło odcinek długości niemal 480 km.

W San Francisco waliły się budynki, odpadały fragmenty fasad, a ulice zasypywały gruzy. Poważnym uszkodzeniom uległa również infrastruktura podziemna, w tym sieć wodociągowa i gazowa. Te zniszczenia szybko okazały się równie groźne jak skutki samego trzęsienia.

W wielu miejscach ulatniający się gaz przyczyniał się do wybuchu pożarów. Strażacy mieli jednak ogromne trudności z ich gaszeniem, ponieważ uszkodzone rurociągi nie dostarczały wystarczającej ilości wody. Ogień rozprzestrzeniał się po gęsto zabudowanych ulicach, pochłaniając kolejne kwartały śródmieścia i dzielnicy finansowej.

Już około godziny po pierwszych wstrząsach straż pożarna zwróciła się o pomoc do wojskowych stacjonujących w Presidio. Potrzebni byli artylerzyści, którzy mogliby wykorzystać materiały wybuchowe do burzenia budynków. Żołnierze z Fort Miley przybyli kilka godzin później i rozpoczęli pierwsze wyburzenia.

Nie chodziło wyłącznie o usuwanie konstrukcji uszkodzonych podczas trzęsienia ziemi. Ratownicy celowo niszczyli również stojące jeszcze domy, aby pozbawić ogień kolejnych źródeł paliwa. Powstałe w ten sposób pasy pustej przestrzeni miały zatrzymać płomienie, zanim dotrą do następnych dzielnic.

Wysadzanie budynków podczas pożaru

Działaniami wojskowymi kierował generał Frederick Funston, który skierował do miasta oddziały z okolicznych placówek armii. Żołnierze uczestniczyli w gaszeniu pożarów, ale zajmowali się też utrzymywaniem porządku, organizowaniem pomocy dla poszkodowanych i dostarczaniem zaopatrzenia. Wkrótce przypadło im również zadanie niszczenia budynków na trasie rozprzestrzeniającego się ognia.

Początkowo władze miejskie zezwalały na wysadzanie przede wszystkim domów bezpośrednio zagrożonych pożarem. Zdaniem kapitana Le Verta Colemana, jednego z uczestników akcji, takie ograniczenie znacznie utrudniało pracę. W późniejszej relacji argumentował, że skuteczne pasy przeciwpożarowe należało przygotowywać odpowiednio wcześnie, zanim płomienie znajdą się tuż obok.

Funston przedstawił plan szerszych wyburzeń komitetowi obywatelskiemu powołanemu przez burmistrza. Po otrzymaniu zgody rozpoczęto ewakuację mieszkańców z wyznaczonych kwartałów.

Następnie żołnierze przystąpili do wysadzania kolejnych domów, poświęcając część zabudowy w nadziei na uratowanie pozostałej.

Warunki pracy były wyjątkowo niebezpieczne. Wspominając akcję, Coleman opisywał żołnierzy przenoszących dynamit przez ulice, na które opadały iskry z płonących budynków. Wśród ognia i dymu trzeba było również przygotowywać oraz uzupełniać przewody niezbędne do odpalania ładunków.

Wieczorem 19 kwietnia rozpoczęto przygotowania do utworzenia szerokiej linii obrony w rejonie Van Ness Avenue. Przy ulicy znajdowały się także okazałe, kosztowne rezydencje, które przeznaczono do zniszczenia.

Pod nadzorem przedstawicieli wojska i władz miasta wysadzano kolejne grupy budynków, starając się nie dopuścić do dalszego rozprzestrzeniania się pożaru.

Trzy dni walki z ogniem

Wysadzanie budynków nie przyniosło natychmiastowego zwycięstwa nad żywiołem. Pożary nadal obejmowały kolejne części miasta, a wiatr sprzyjał przenoszeniu się ognia. Ratownicy musieli jednocześnie walczyć z płomieniami, szukać dostępnych źródeł wody i zabezpieczać nowe odcinki zabudowy.

W pobliżu Fort Mason żołnierze pompowali wodę z zatoki, zaopatrując w nią dostępne wozy strażackie.

Z kolei w południowej części San Francisco strażacy i ochotnicy próbowali powstrzymać płomienie zbliżające się do Mission District. Uszkodzenia wodociągów zmuszały ich do wykorzystywania każdego źródła wody, z którego można było jeszcze skorzystać.

Ogień udało się ostatecznie opanować 21 kwietnia, po trzech dniach niszczycielskich pożarów. Skutki katastrofy były ogromne.

Trzęsienie ziemi i następujące po nim pożary spowodowały śmierć co najmniej trzech tysięcy osób. Według szacunków przytaczanych przez USGS około 225 tysięcy mieszkańców straciło dach nad głową.

Ocena zastosowania materiałów wybuchowych pozostaje przedmiotem sporów. Coleman był przekonany, że bez wysadzania budynków ogień pochłonąłby również ocalałe części miasta. Inni uczestnicy akcji nie podzielali tej opinii.

Jak wskazuje amerykańska National Park Service, trudno jednoznacznie ustalić, czy dynamitowanie uratowało więcej domów, niż zniszczyło, i jak duża część zabudowy ocalałaby bez takich działań.

Prace z wykorzystaniem materiałów wybuchowych trwały jeszcze po ustaniu pożarów. Żołnierze usuwali wówczas uszkodzone konstrukcje, które groziły zawaleniem. Wśród nich znajdowały się kilkupiętrowe ściany pozostawione przez ogień i trzęsienie ziemi. Ich rozbiórki nie chcieli podejmować się cywilni robotnicy ze względu na niebezpieczeństwo.

Wybrane dla Ciebie