Dostała zawału w samolocie. Tak uratowano jej życie

Nagły atak serca na pokładzie pasażerskiego samolotu lecącego nad oceanem brzmi jak wyrok śmierci, od którego nie ma odwołania. Brytyjka Dorothy Fletcher doświadczyła tego koszmaru na wysokości kilku kilometrów nad ziemią, z dala od jakiejkolwiek specjalistycznej kliniki. Trafem losu w tym samym kadłubie podróżowała jednak grupa wybitnych specjalistów, którzy natychmiast zamienili wąskie przejście między fotelami w profesjonalny oddział intensywnej terapii.

Ilustracja poglądowaIlustracja poglądowa
Źródło zdjęć: © Pexels - darmowy dostęp

W drodze na Florydę

Maszyna zmierzała bezpośrednio do Orlando, gdzie lada dzień miała rozpocząć się prestiżowa, międzynarodowa konferencja medyczna. Właśnie ta okoliczność wyjaśniała tak nieprawdopodobne zagęszczenie lekarzy serca w jednej maszynie.

Emerytka podróżowała tymczasem na Florydę w sprawach czysto prywatnych, chcąc wziąć udział w zaplanowanym nad jeziorem Berkeley ślubie swojej córki Christine. Ta uroczystość absorbowała zresztą wszystkie jej myśli, stając się najważniejszym celem dalekiej wyprawy.

Gdzieś nad bezmiarem Atlantyku kobieta poczuła nagły, przejmujący ból w plecach. Chwilę później doszło paraliżujące uczucie ucisku w klatce piersiowej, które zaczęło szybko promieniować w stronę lewego ramienia. Gdy pojawiły się zimne poty oraz gwałtowne mdłości, stało się jasne, że sytuacja jest krytyczna.

Zaniepokojona stewardesa natychmiast chwyciła za pokładowy mikrofon i nadała rutynowy komunikat z pytaniem, czy wśród pasażerów znajduje się jakikolwiek lekarz. Odzew personelu medycznego przeszedł jednak najśmielsze oczekiwania załogi.

Z foteli w różnych rzędach błyskawicznie podniosło się piętnastu kardiologów, gotowych do podjęcia natychmiastowej akcji ratunkowej.

Reanimacja w powietrzu

Medycy bez zwłoki zażądali wydania pokładowej apteczki, sprawnie przygotowali kroplówki i przejęli całkowitą kontrolę nad funkcjami życiowymi pacjentki.

W pewnym krytycznym momencie tętno kobiety stało się niewyczuwalne, co wywołało zrozumiałą panikę u towarzyszących jej bliskich.

Doświadczonym specjalistom udało się jednak po nerwowej chwili przywrócić stabilną akcję serca, a kapitan samolotu podjął decyzję o natychmiastowym skróceniu lotu i awaryjnym lądowaniu na terenie Karoliny Północnej.

Po przyziemieniu Dorothy Fletcher trafiła prosto na oddział intensywnej terapii w szpitalu w Charlotte, gdzie spędziła dwie doby, a kolejne trzy dni pozostawała pod obserwacją na sali ogólnej. Towarzyszący jej w powietrzu wybawcy zniknęli ze szpitalnej izby przyjęć równie szybko, jak się w niej pojawili, spiesząc się na otwarcie swojego naukowego sympozjum.

Rodzina ostatecznie nie poznała nawet personaliów poszczególnych lekarzy, choć doskonale wiedziała, komu zawdzięcza to cudowne ocalenie.

W całej tej dramatycznej historii najbardziej zdumiewa jednak jej końcowy epilog. Starsza pani opuściła szpitalne mury na własne żądanie i dotarła na zaplanowaną uroczystość rodzinną dokładnie na czas.

Ślub Christine i jej wybranka Garetha odbył się zgodnie z planem w malowniczej scenerii Florydy, a wzruszona matka panny młodej oglądała ceremonię z pierwszego rzędu krzeseł. Siedziała tam ledwie tydzień po tym, jak jej serce dosłownie zamarło na kilkanaście sekund w trakcie lotu nad oceanem.

Wybrane dla Ciebie