Heretyk, sodomita i sługa demona. Tak Francja upokorzyła papieża

Bonifacy VIII przez lata przekonywał, że papieska władza stoi ponad koronami królów. We wrześniu 1303 roku sam boleśnie przekonał się, jak daleko potrafi posunąć się monarcha, który nie zamierza klękać przed Rzymem. Do papieskiego pałacu w Anagni wtargnęli zbrojni, a następca św. Piotra został ostentacyjnie upokorzony. Kilka tygodni później już nie żył, a Europa wiedziała, że nie był to zwykły zamach na papieża.

Śmierć Bonifacego VIII (domena publiczna)Śmierć Bonifacego VIII (domena publiczna)
Źródło zdjęć: © Licencjodawca

Spór o władzę

Konflikt między królem Francji Filipem IV Pięknym a papieżem Bonifacym VIII narastał od kilku lat. Poszło o pieniądze i o władzę. Filip chciał opodatkować francuskie duchowieństwo, by sfinansować swoje wojny, a papież stanowczo się temu sprzeciwiał, broniąc niezależności Kościoła.

Spór szybko przerodził się w otwartą walkę o to, kto stoi wyżej w chrześcijańskim świecie: władca świecki czy następca Świętego Piotra. Obie strony nie zamierzały ustąpić, a temperatura sporu rosła z miesiąca na miesiąc.

Na dworze Filipa kluczową rolę odgrywał Wilhelm de Nogaret, błyskotliwy prawnik i bezwzględny strateg. Uważał się za narzędzie w ręku Boga, pisał i przemawiał z pasją proroka, a nad ludźmi panował dzięki niespożytej energii i niezawodnej pamięci. To właśnie on obmyślił plan, jak ostatecznie rozprawić się z niewygodnym papieżem.

Niniejszy tekst stanowi fragment książki Justine Firnhaber-Baker Kapetyngowie. Dynastia, która stworzyła średniowieczną Francję (Wydawnictwo Rebis, Poznań 2026).

Okładka książki "Kapetyngowie"
Okładka książki "Kapetyngowie" © Licencjodawca

Detronizacja papieża

W marcu 1303 roku Nogaret odczytał przed radą królewską płomienną mowę. Wyliczył w niej zbrodnie Bonifacego i zalecił zwołanie synodu, który pozbawiłby papieża godności. Bonifacy, dowodził, jest jawnym heretykiem, który zdobył tron Piotrowy niegodziwymi sposobami, podczas gdy Filip został namaszczony, aby wymierzać sprawiedliwość niczym anioł Boży.

Sam pomysł detronizacji papieża niemal nie mieścił się w głowie. Niemiecki cesarz Henryk IV spróbował tego 200 lat wcześniej, w szczytowej fazie sporu o inwestyturę, i sam stracił koronę. Tam, gdzie Nogaret gotów był wkroczyć z impetem, ostrożny Filip wolał się nie zapuszczać.

Sytuacja zmieniła się, gdy na granicy królestwa schwytano papieskiego posła wiozącego akty ekskomuniki. Gdyby klątwa weszła w życie, wasale Filipa mogliby zakwestinować jego zwierzchność, a wrogowie wypowiedzieć mu wojnę bez żadnych konsekwencji.

Król utajnił listy, uwięził posła i przeszedł do ofensywy. Zwołał trzy stany Francji, czyli duchowieństwo, możnych i mieszczaństwo, na zgromadzenie poświęcone sprawom królestwa. Tą sprawą był Bonifacy.

Heretyk, sodomita i sługa demona

Mieszczan zebranych 24 czerwca w ogrodach pałacowych nie tyle zaproszono do dyskusji, ile poinstruowano, co mają myśleć. Dziesięć dni wcześniej współpracownik Nogareta, Wilhelm de Plaisians, przedstawił możnowładcom królestwa listę zarzutów wobec papieża.

Oskarżeń było 28. Sięgały od duchowych, bo Bonifacy rzekomo nie wierzył w nieśmiertelność duszy, przez obyczajowe, gdyż miał być sodomitą utrzymującym konkubiny, aż po wręcz szatańskie. Twierdzono, że papież ma prywatnego demona, którego radami kieruje się we wszystkich sprawach.

Osobny ciężar gatunkowy miały zarzuty o znieważenie Francji. Bonifacy miał oświadczyć, że wolałby być psem albo osłem niż Francuzem, a sam naród francuski nazwać heretykami. Trafiało to w czuły punkt, bo Francuzi szczycili się mianem najbardziej chrześcijańskiego ludu, wzoru dla całego chrześcijaństwa.

Gdy 24 czerwca odczytano ten katalog hańby po francusku przed tłumem w królewskich ogrodach, pewien szacowny paryżanin wstał i zapytał, czy zebrani popierają króla przeciw papieżowi. Po tym, co właśnie usłyszeli, odpowiedź mogła być tylko jedna. Z tłumu wzniósł się okrzyk: "Tak! Tak! Tak!".

Zamach w Anagni

Od wiosny 1303 roku Nogaret przebywał we Włoszech, szukając sposobu na realizację planu. Zwołanie synodu to jedno, lecz zmuszenie papieża, by się na nim stawił, to zupełnie inna sprawa. 7 września doszła go wieść, że Bonifacy lada chwila ogłosi ekskomunikę Filipa. Właśnie tego król nie mógł dopuścić, więc Nogaret musiał działać natychmiast.

Z pomocą przyszedł mu lokalny spór. Potężny ród Colonnów z okolic Rzymu od lat był skłócony z rodziną papieża, Caetanimi. Colonnowie chętnie przyłączyli się do akcji wymierzonej w Bonifacego, a u boku Nogareta stanął brutalny młody przedstawiciel tego rodu, zwany Sciarrą.

Przed świtem 7 września Nogaret ruszył na czele 300 zbrojnych pod godłem z liliami. Jak później tłumaczył, wypełniał "misję Chrystusa". Celem było Anagni, miasteczko na szczycie wzgórza około 70 kilometrów na południe od Rzymu, rodowa siedziba Caetanich, gdzie papież chronił się przed letnim skwarem stolicy.

Mieszkańcy Anagni nie darzyli jednak Bonifacego sympatią. Tej nocy bramy miasta pozostały otwarte, a gdy o świcie wkroczyli ludzie Nogareta, mieszczanie dołączyli do najeźdźców. Pod sztandarem usianym liliami ruszyli oblegać papieski pałac.

Papież na tronie

Służba papieża odpierała szturm z kusz i kamieni dość długo, by Bonifacy zdążył podjąć negocjacje ze Sciarrą. Colonna postawił warunek nie do przyjęcia. Papież miał złożyć urząd i oddać się w jego ręce. Bonifacy mógł tylko wykrzyknąć: "Biada! To twarda propozycja!".

Gdy rozejm wygasł bez porozumienia, napastnicy wdarli się do pałacu ogniem i mieczem. Plądrowali zdobione freskami komnaty, aż dopadli papieża. Opuszczony przez niemal wszystkich Bonifacy włożył papieskie szaty i tiarę, po czym majestatycznie zasiadł na tronie z krzyżem i kluczami Świętego Piotra w dłoniach. Według innych relacji znaleziono go żałośnie szlochającego, bo źródła są tu rozbieżne. Pogodzony ze śmiercią, sam podstawił gardło pod nóż.

Mając papieża w swojej mocy, Nogaret i Sciarra nie potrafili się dogadać, co dalej. Nogaret zamierzał najpewniej wywieźć go do Francji i przetrzymać do czasu synodu. Sciarra, jak głosiła plotka, chciał go po prostu zabić.

Mieszczanie Anagni nie zamierzali pozwolić na taką plamę na honorze miasta ani narażać się na ekskomunikę i interdykt. Zaledwie 2 dni po tym, jak pomogli pojmać papieża, zmienili strony i przepędzili okupantów. Według późniejszych zeznań Nogareta zabili nawet kilku z nich, a innych poranili.

Ucieczka i nagła śmierć

Cudownie ocalony Bonifacy ze łzami w oczach pobłogosławił mieszkańców miasta, zjadł chleb i wypił wino przyniesione mu przez mieszczki, po czym uciekł do Rzymu, gdy tylko udało mu się zebrać zbrojną eskortę. Ale jeśli sądził, że tam poczuje się bezpieczniej, był w błędzie. Naturalnie planował wszcząć "wielką wendetę". Zamiast tego przenosił się z pałacu do pałacu, drżąc ze strachu i upadając na duchu. Rzym wrzał, lada dzień spodziewano się nowych wybuchów przemocy.

Większość potężnych rodów nie była po stronie Bonifacego. Nie mógł nawet opuścić miasta, gdyż na drogach grasowali złodzieje i bandyci. Taki stan rzeczy panował wciąż pod koniec września, kiedy człowiek biskupa Lincoln w kurii pisał do swego pryncypała: "Bóg wie, co się wydarzy, ale ja nie".

Wydarzyło się to, że Bonifacy zmarł nagle 11 października. Miał siedemdziesiąt trzy lata, ale przed zamachem w Anagni nie wykazywał żadnych oznak niedomagania. Większość ludzi, wtedy i dziś, sądziła, że jego śmierć była skutkiem szoku. Wedle jednej z relacji w swych ostatnich godzinach oszalał i "kąsał się po rękach jak pies". Być może nie jest to prawdą (choć inni kronikarze potwierdzają tę wersję wydarzeń), ale to, co zdarzyło się w Anagni, i bez tego było bulwersujące.

Źródło

Okładka książki "Kapetyngowie"
Okładka książki "Kapetyngowie" © Licencjodawca

Niniejszy tekst stanowi fragment książki Justine Firnhaber-Baker Kapetyngowie. Dynastia, która stworzyła średniowieczną Francję (Wydawnictwo Rebis, Poznań 2026). Książkę można zamówić, klikając ten link.

Wybrane dla Ciebie