Zapomniany generał sanacji. Losy Stanisława Skwarczyńskiego
Stanisław Skwarczyński przeszedł drogę, jaką niewielu jego rówieśników mogło sobie wymarzyć i jaką mało kto przetrwał do końca. Generał brygady, dowódca, polityk, a na koniec emigrant, który dożył dziewięćdziesięciu trzech lat w Londynie.
Od narodowca do piłsudczyka
W młodości ciągnęło go ku ruchowi narodowemu, co dla wielu ambitnych Polaków przełomu wieków było naturalnym wyborem. Z czasem jednak otoczyły go środowiska niepodległościowe, które myślały o czynie zbrojnym, a nie tylko o programie politycznym.
Pod ich wpływem przesunął się ku obozowi związanemu z Józefem Piłsudskim. Przesunięcie to zaważyło na całej jego późniejszej karierze.
Jeszcze przed wybuchem I wojny światowej działał w tajnych i paramilitarnych organizacjach, których celem było przygotowanie kadr przyszłego polskiego wojska.
Kiedy wojna nadeszła, wstąpił do Pierwszej Kompanii Kadrowej, a potem służył w Legionach Polskich. Był więc tam, gdzie kuła się przyszła elita dowódcza II Rzeczypospolitej.
Kryzys przysięgowy przerwał ten porządek. Skwarczyńskiego wcielono do armii austro-węgierskiej, lecz nie zamierzał walczyć pod obcym sztandarem.
Uciekł i objął funkcję w Polskiej Organizacji Wojskowej w Łodzi, wracając tym samym do konspiracyjnej roboty, którą znał najlepiej.
Gdy Polska odzyskała niepodległość, ruszył tam, gdzie ważyły się jej granice. Walczył o Lwów podczas zmagań polsko-ukraińskich, a potem wziął udział w wojnie z bolszewikami.
Mundur i polityka
Po przewrocie majowym kariera Skwarczyńskiego nabrała tempa. Dowodził kolejnymi dywizjami piechoty, a w 1930 roku otrzymał stopień generała brygady.
Awans przyszedł szybko i otworzył drogę ku funkcjom, które wykraczały już poza koszary.
W 1938 roku odszedł czasowo z czynnej służby i stanął na czele Obozu Zjednoczenia Narodowego, czyli politycznego zaplecza sanacji w jej ostatniej odsłonie. Działał wtedy razem z bratem Adamem i pełnił funkcje związane z parlamentarnym otoczeniem OZN.
Generał stał się politykiem, co w realiach tamtych lat nie było rzadkością, lecz wymagało zręczności innego rodzaju niż dowodzenie pułkiem.
Mało kto kojarzy go dziś z lożą masońską, a jednak należał do wileńskiej loży "Tomasz Zan". Przynależność ta dopełnia obraz człowieka poruszającego się swobodnie między wojskiem, polityką i półzamkniętymi środowiskami, które kształtowały kulisy życia publicznego II Rzeczypospolitej.
Wrzesień, niewola i Londyn
Pod koniec sierpnia 1939 roku Skwarczyński wrócił do munduru. Objął dowodzenie Korpusem Interwencyjnym, a następnie jednostkami Armii "Prusy", jednego z najtrudniejszych odcinków polskiej obrony.
Problem polegał na tym, że oddziały, które otrzymał, były niepełne i nieprzygotowane do walki, a niemieckie natarcie nie dało im czasu na uzupełnienie.
Po pierwszych uderzeniach jego siły musiały cofać się w stronę Wisły. Bitwa pod Iłżą przesądziła o losie zgrupowania.
Skwarczyński rozwiązał je i nakazał przebijanie się mniejszymi grupami, co było decyzją rozpaczliwą, lecz w tamtej sytuacji jedyną sensowną. Sam zdołał ewakuować się do Rumunii, gdzie trafił do internowania.
Spokój ten okazał się złudny. W 1941 roku Rumuni przekazali go Niemcom, którzy trzymali go w niewoli aż do końca wojny.
Wcześniej, w czasie walk pod Tomaszowem Lubelskim, również dostał się w niemieckie ręce, więc niewola stała się w jego losie motywem powracającym z ponurą regularnością.
Uwolniony w 1945 roku, osiadł w Londynie. Nie angażował się już mocno w życie publiczne emigracji, jakby świadomie zostawił politykę i wojsko za sobą.
Zmarł w brytyjskiej stolicy w 1981 roku, mając dziewięćdziesiąt trzy lata, jako jeden z ostatnich świadków epoki, w której rodziła się i upadała II Rzeczpospolita.