Jak CIA wykorzystała amerykańską sztukę w zimnej wojnie?

W latach 50. obrazy Jacksona Pollocka, Marka Rothki i innych nowojorskich artystów zaczęły trafiać na wystawy w Europie i poza nią. CIA nie zamawiała tych dzieł ani nie mówiła malarzom, co mają tworzyć. Amerykańska awangarda okazała się jednak bardzo użyteczna w zimnowojennej propagandzie.

Fernand Léger, The Railway Crossing z 1919 r.Fernand Léger, The Railway Crossing z 1919 r.
Źródło zdjęć: © Domena publiczna | Art Institute of Chicago

Nowy Jork centrum nowej sztuki

Abstrakcyjny ekspresjonizm rozwinął się w Nowym Jorku w latach 40. Nie był jednym stylem o ściśle określonych zasadach. Obrazy Jacksona Pollocka pełne gwałtownych smug farby wyglądały zupełnie inaczej niż spokojne kompozycje Marka Rothki czy monumentalne płótna Barnetta Newmana.

Do tego samego środowiska zaliczano także Willema de Kooninga, Lee Krasner, Clyfforda Stilla, Franza Kline'a czy Roberta Motherwella. Łączyło ich przede wszystkim odejście od tradycyjnego przedstawiania rzeczywistości oraz przekonanie, że artysta powinien szukać własnego języka.

Po II wojnie światowej sukces tych twórców miał również znaczenie symboliczne. Paryż wciąż cieszył się ogromnym prestiżem jako światowa stolica sztuki, ale coraz większe zainteresowanie amerykańskim malarstwem pokazywało, że ważne centrum kultury nowoczesnej powstało także w Nowym Jorku.

Symbol wolności

W realiach zimnej wojny sztuka szybko nabrała dodatkowego znaczenia. Amerykańskie malarstwo abstrakcyjne dobrze nadawało się do opowieści o swobodzie jednostki.

Artysta nie musiał przedstawiać bohaterów wskazanych przez państwo ani podporządkowywać obrazu określonej fabule. Mógł eksperymentować z kolorem, formą i techniką według własnych zasad.

Łatwo było zestawić to z kulturą Związku Radzieckiego, gdzie dominował socrealizm i sztuce wyznaczano konkretne zadania ideologiczne.

Nie znaczy to jednak, że Pollock, Rothko i ich koledzy stworzyli wspólny polityczny program. Mieli różne poglądy i przede wszystkim zajmowali się własną sztuką. Jej propagandową przydatność dostrzegli ludzie odpowiedzialni za budowanie wizerunku Stanów Zjednoczonych za granicą.

CIA potajemnie finansuje kulturę

Jednym z najważniejszych elementów tej działalności był Kongres Wolności Kultury, utworzony w 1950 roku. Organizacja prowadziła czasopisma, organizowała konferencje i skupiała intelektualistów z wielu krajów. Za częścią jej działalności stały pieniądze CIA.

Agencja chciała osłabiać wpływy komunistyczne w zachodnich środowiskach intelektualnych i pokazywać, że ambitna kultura może rozwijać się po stronie demokratycznego Zachodu.

Finansowanie pozostawało tajne nieprzypadkowo. Gdyby projekty otwarcie firmował amerykański wywiad, łatwo byłoby uznać je za zwykłą propagandę. Wielu ludzi zaangażowanych w działalność Kongresu nie wiedziało, skąd naprawdę pochodzą środki.

Związek CIA z organizacją zakończył się w 1966 roku. Rok później tajne finansowanie zostało ujawnione i wywołało skandal.

Nie oznaczało to jednak, że każda wystawa amerykańskiej sztuki za granicą była operacją CIA.

Amerykańskie malarstwo w Europie

Dużą rolę w promocji nowoczesnej sztuki amerykańskiej odgrywało także nowojorskie Museum of Modern Art. W 1952 roku powstał jego International Program, finansowany dzięki grantowi Rockefeller Brothers Fund.

Program organizował zagraniczne wystawy i współpracował również z amerykańskimi instytucjami państwowymi oraz ambasadami.

Jednym z najważniejszych przedsięwzięć była wystawa "The New American Painting". W latach 1958–1959 prace 17 amerykańskich artystów pokazano w kilku krajach Europy.

Na wystawie znalazły się dzieła między innymi Pollocka, Rothki, de Kooninga, Newmana, Krasner, Kline'a, Motherwella i Stilla.

Co ważne, twórców przedstawiano jako niezależne osobowości, a nie członków grupy podporządkowanej wspólnemu manifestowi. Taki obraz amerykańskiej sztuki doskonale pasował do szerszej opowieści o wolności jednostki.

CIA a Pollock

Z czasem historia związków CIA ze sztuką obrosła uproszczeniami. Najbardziej efektowna wersja głosi, że amerykański wywiad właściwie "wymyślił" abstrakcyjny ekspresjonizm. Źródła nie pozwalają jednak na taki wniosek.

Nurt powstał wcześniej dzięki samym artystom oraz działalności galerii, krytyków, muzeów i kolekcjonerów. Nie ma podstaw, by twierdzić, że agenci CIA instruowali Pollocka czy Rothkę, jak mają malować.

Jednocześnie nie da się całkowicie oddzielić sukcesu amerykańskiej awangardy od polityki zimnej wojny. Nowoczesną sztukę promowały muzea, fundacje i instytucje uczestniczące w budowaniu kulturalnej pozycji Stanów Zjednoczonych, a część szerszej sieci przedsięwzięć intelektualnych otrzymywała tajne pieniądze CIA.

Abstrakcyjny ekspresjonizm był więc politycznie użyteczny właśnie dlatego, że nie wyglądał jak propaganda. Nie przedstawiał przywódców, haseł ani gotowych ideologicznych historii. Mógł za to służyć jako przykład kultury, w której artysta ma prawo tworzyć po swojemu.

Wybrane dla Ciebie