Jezioro nagle zaczęło znikać. Wir pochłonął drzewa i budynki

Statek wiertniczy u wybrzeży Turcji. Współczesna fotografia poglądowa, nieprzedstawiająca katastrofy jeziora Peigneur.Statek wiertniczy u wybrzeży Turcji. Współczesna fotografia poglądowa, nieprzedstawiająca katastrofy jeziora Peigneur.
Źródło zdjęć: © www.pexels.com | Faruk Yıldız

20 listopada 1980 roku na jeziorze Peigneur w amerykańskiej Luizjanie zaczęło dziać się coś niezwykłego. Platforma wiertnicza przechyliła się, a woda gwałtownie odpływała w głąb ziemi, tworząc potężny wir. Wkrótce pod powierzchnią zniknęły również barki, holownik i fragmenty brzegu. Przyczyną katastrofy było przypadkowe połączenie jeziora z podziemną kopalnią soli.

Dwa zakłady nad tym samym złożem

Peigneur, położone niedaleko New Iberia, było spokojnym, słodkowodnym jeziorem o głębokości około trzech metrów. Pod jego dnem rozciągał się jednak wysad solny, eksploatowany przez firmę Diamond Crystal. Górnicy pracowali w podziemnych komorach i chodnikach, wydobywając sól na znacznej głębokości.

Złożem interesował się również przemysł naftowy. W okolicy jeziora prowadzono wiercenia poszukiwawcze na zlecenie Texaco. Prace wiertnicze i górnicze odbywały się na tym samym obszarze, dlatego konieczne było dokładne ustalenie położenia otworów względem podziemnych wyrobisk.

Rankiem 20 listopada podczas wiercenia pojawiły się problemy. Wiertło utknęło, a platforma zaczęła się niebezpiecznie przechylać. Jej pracownicy zdołali opuścić urządzenie, zanim zatonęło.

Otwór połączył jezioro z przestrzenią kopalni. Woda zaczęła spływać do położonych głęboko pod dnem wyrobisk, a ludzie pracujący na powierzchni nie mieli możliwości zatrzymania tego procesu.

Otwór powiększany przez wodę

Początkowo woda przedostawała się do kopalni przez stosunkowo niewielki otwór. Ponieważ była słodka, rozpuszczała napotykaną sól. Droga prowadząca do podziemnych komór stopniowo się poszerzała, umożliwiając przepływ coraz większej ilości wody.

Na powierzchni powstawał gigantyczny wir. Napływająca do podziemi woda podmywała dno i brzegi, a kolejne masy ziemi osuwały się do powiększającego się leja. Zniszczenia szybko objęły teren znacznie większy niż miejsce rozpoczęcia wiercenia.

Do wnętrza jeziora zapadały się drzewa, zabudowania i fragmenty pobliskich ogrodów. Wir pochłonął platformę wiertniczą, barki oraz holownik. W ciągu krótkiego czasu krajobraz wokół Peigneur zmienił się nie do poznania.

Mimo dramatycznego przebiegu katastrofy wszyscy ludzie przeżyli. Załoga platformy zdążyła dotrzeć na brzeg, a górnicy ewakuowali się z zagrożonych wyrobisk. Woda wypełniająca podziemne komory wypychała z nich powietrze, które wydostawało się na powierzchnię przez połączenia kopalni z lądem.

Kanał popłynął w przeciwną stronę

W miarę opróżniania jeziora jego poziom opadał. Doprowadziło to do odwrócenia kierunku przepływu w kanale Delcambre, łączącym Peigneur z wodami zatokowymi. Zamiast odprowadzać wodę z jeziora, kanał zaczął dostarczać ją w przeciwnym kierunku.

Do zniszczonej niecki napływała woda zasolona, która stopniowo wypełniała powstałe zagłębienie. Jezioro odzyskało wodę, lecz nie powróciło do wcześniejszego stanu. Z dawnego płytkiego, słodkowodnego zbiornika przekształciło się w znacznie głębsze jezioro o zasolonej wodzie. Jego maksymalna głębokość sięgnęła około sześćdziesięciu metrów.

Kiedy gwałtowny przepływ ustał, doszło do kolejnego niezwykłego zjawiska. Część jednostek wciągniętych wcześniej pod wodę pojawiła się ponownie na powierzchni. Spośród jedenastu pochłoniętych barek wypłynęło dziewięć.

Katastrofa oznaczała jednak koniec działalności zalanej kopalni. Podziemne wyrobiska pozostały wypełnione wodą, a dawna linia brzegowa została trwale zmieniona.

Nie udało się bezspornie wyjaśnić, gdzie popełniono błąd, który doprowadził do przebicia wyrobisk. Rozważano zarówno nieprawidłowe wyznaczenie miejsca wiercenia, jak i błędy w dokumentacji kopalni. Część materiałów mogących pomóc w ustaleniu odpowiedzialności zniszczyła sama katastrofa.

Wybrane dla Ciebie