Test po północy
Blok nr 4 szykowano do planowanego postoju. Załoga chciała przy okazji sprawdzić, czy rozpędzony turbogenerator po utracie zasilania będzie jeszcze przez krótki czas dostarczał prąd pompom potrzebnym do chłodzenia rdzenia.
Podobne próby wykonywano wcześniej, bo rozwiązanie nie zapewniało zasilania tak długo, jak zakładał projekt. 25 kwietnia o 14.00 dyspozytor kijowskiej sieci energetycznej poprosił o odłożenie dalszego obniżania mocy.
Prace wznowiono dopiero o 23.10. O 00.28, przy około 500 megawatach mocy cieplnej, podczas zmiany sposobu sterowania moc spadła nieplanowanie do około 30 megawatów.
Obsługa podniosła ją do około 200 megawatów i na tym poziomie przygotowała próbę. Z późniejszych obliczeń wynikało, że o 1:22:30 operacyjny zapas reaktywności odpowiadał ośmiu prętom sterującym, choć wymagane minimum wynosiło 15.
Operator najpewniej nie znał wtedy dokładnej wartości, a załoga nie rozumiała w pełni jej znaczenia dla bezpieczeństwa. Po kilkudziesięciu sekundach rozpoczęto test, a przy próbie wyłączenia reaktora ujawnił się skutek jednej z wad konstrukcji.
Przycisk z pułapką
RBMK (ros. reaktor kanałowy wielkiej mocy) był konstrukcją chłodzoną wodą i moderowaną grafitem. W warunkach panujących tamtej nocy wzrost ilości pary w kanałach mógł zwiększać reaktywność, a więc napędzać dalszy wzrost mocy.
Test ruszył o 1:23:04. Przez około 30 sekund parametry pozostawały w oczekiwanym zakresie. O 1:23:40 naciśnięto AZ-5. Członkowie późniejszej komisji nie ustalili, dlaczego operator zrobił to właśnie wtedy.
Problemem była budowa prętów sterujących: gdy część całkowicie wysuniętych prętów zaczynała wchodzić do rdzenia, grafitowe wypieracze zastępowały na dole kanałów wodę i mogły miejscowo dodać reaktywności. Pełne wsunięcie prętów trwało 18 sekund, a o 1:23:43 pojawiły się alarmy wysokiej mocy i zbyt krótkiego okresu reaktora. Po kolejnych sekundach rdzeń został zniszczony.
Wybuch bez bomby
Gwałtowny skok mocy uszkodził paliwo. Gorące jego fragmenty weszły w kontakt z wodą, co doprowadziło do eksplozji parowej i zniszczenia rdzenia. Po dwóch-trzech sekundach nastąpił drugi wybuch; jego mechanizm nie został rozstrzygnięty, choć jedną z hipotez jest udział wodoru.
Mechanizm nie przypominał detonacji broni jądrowej. Eksplozje rozerwały reaktor i dach budynku, a na zewnątrz wyrzuciły gorące, silnie promieniotwórcze fragmenty paliwa i grafitu.
O 1.28 przyjechała pierwsza grupa 14 strażaków. Do około 4.00 ściągnięto ich 250; 69 uczestniczyło w gaszeniu. Największe pożary dachów opanowano jeszcze tej nocy, ale zniszczony reaktor nadal uwalniał radionuklidy.
Duże uwolnienia trwały około 10 dni, a pożar grafitu sprzyjał wynoszeniu skażenia wysoko do atmosfery. Strażacy walczyli z ogniem, a około 49 tys. mieszkańców pobliskiej Prypeci, położonej około 3 km od reaktora, wciąż nie zostało ewakuowanych.
Trzy dni na zawsze
Ewakuację Prypeci rozpoczęto 27 kwietnia o 14.00, ponad 36 godzin po katastrofie. Do przewiezienia mieszkańców skierowano blisko 1200 autobusów. W komunikacie polecono zabrać żywność na trzy dni, bo wyjazd przedstawiano jako tymczasowy.
W 1986 roku z terenów wokół reaktora ewakuowano około 115 tys. osób, a później przesiedlono około 220 tys. U 134 pracowników elektrowni i ratowników rozpoznano ostrą chorobę popromienną; 28 z nich zmarło w ciągu pierwszych trzech miesięcy. Dwie osoby zginęły bezpośrednio po zniszczeniu bloku wskutek innych obrażeń.
Nad reaktorem stoi dziś Nowa Bezpieczna Osłona, stalowy łuk o rozpiętości 257 metrów i masie ponad 36 tys. ton. Nasunięto go nad blok nr 4 w 2016 roku, a w 2019 w pełni oddano do użytku. Konstrukcję zaprojektowano na co najmniej 100 lat.