Przygotowania do zamachu na Koppego
Koppe odpowiadał za terror w Krakowie, a wcześniej zajmował się wypędzaniem Żydów z Poznania i nadzorował mordowanie osób chorych oraz niepełnosprawnych.
Polskie Państwo Podziemne wydało na niego wyrok śmierci. Wykonanie zadania powierzyło żołnierzom "Parasola".
Przygotowania trwały miesiącami. Samochody, broń, amunicję, podrobione dokumenty, ubrania i żywność przewożono do Krakowa osobno. Dwa wyznaczone terminy zamachu odwołano, ponieważ Koppe zmieniał trasę między mieszkaniem a biurem.
Zasadzka miała stanąć na placu Kossaka, gdzie kilka samochodów powinno zablokować mercedesa Koppego. Łączniczki obserwujące trasę przekazywały sygnały o jego zbliżaniu się. Niemiecki dygnitarz nie korzystał ze stałej obstawy.
Zasadzka na placu Kossaka
Żołnierze spodziewali się większego konwoju, tymczasem nadjechał tylko mercedes z kierowcą i adiutantem. "Otwocki" nie usłyszał oczekiwanych strzałów i zareagował z opóźnieniem. Kierowca nie zatrzymał się przed ciężarówką blokującą drogę, lecz wjechał na trawnik i ją ominął.
Koppe położył się na podłodze auta, a jego adiutant, hauptmann Felix Hoheisel, strzelał do biegnących za pojazdem akowców. Hoheisel został trafiony i zmarł trzy dni później w szpitalu. Pościg samochodowy nie doprowadził do zatrzymania mercedesa.
Dokumenty AK nie są zgodne co do obrażeń Koppego. Jedne mówią o braku ran, inne o ciężkim zranieniu lub nawet śmierci. Wiadomo, że zamach przeżył, najpewniej bez obrażeń, choć kierowcę mogła drasnąć kula.
Odwrót "Parasola" przez Wolbrom i Udórz
Wycofujący się akowcy mijali granatowych policjantów i niemieckich żołnierzy, którzy najprawdopodobniej jeszcze nie wiedzieli o zamachu. Początkowo nikt ich nie zatrzymał, lecz pod Wolbromiem starli się z żandarmerią. Rozbili przeciwników i ruszyli dalej.
Oddział obrał kierunek na Warszawę, choć w Krakowie działała konspiracyjna sieć lokali i kontaktów, z której nie skorzystano. Pod Udorzem żołnierze czekali na przewodnika do oddziału partyzanckiego, ale wcześniej dotarł do nich niemiecki pościg. Mieli głównie broń krótką, podczas gdy przeciwnik dysponował karabinami maszynowymi.
W walce zginął "Ali". Ciężko ranny "Orlik" prawdopodobnie odebrał sobie życie, by uniknąć schwytania, a dowodzenie po rannym "Rafale" przejął "Jeremi". Ranna "Zeta" osłaniała odwrót pozostałych żołnierzy.
Czterech rannych udało się ukryć i przewieźć do Warszawy. "Storch", "Warski" i "Zeta" zostali schwytani osobno, trafili do więzienia przy Montelupich i tam ich zamordowano.
Wilhelm Koppe po wojnie
Koppe przeżył wojnę. Choć akcja nie zakończyła się jego likwidacją, w sztabach uznano ją za sukces psychologiczny. Pokazała, że także niemiecki dygnitarz dojeżdżający do biura bez obstawy mógł stać się celem podziemia.
Po wojnie Koppe zamieszkał w Republice Federalnej Niemiec. W latach 60. prokuratura zarzuciła mu współudział w śmierci około 150 tysięcy osób, ale wyszedł z aresztu za kaucją. Do procesu nie doszło, oficjalnie ze względu na jego stan zdrowia.
Polskie starania o ekstradycję także nie przyniosły skutku. Koppe zmarł bez wyroku za zarzucane mu zbrodnie. Żołnierze "Parasola", którzy nie wrócili z akcji, spoczęli w bezimiennych grobach albo nie mają grobów wcale.