Telegram na peronie
Robert Todd Lincoln miał wtedy 58 lat. Był najstarszym synem Abrahama Lincolna, prawnikiem, byłym sekretarzem wojny i prezesem Pullman Company, spółki znanej z wygodnych wagonów sypialnych.
Z rodziną wracał z wakacji w New Jersey do Chicago, ale zatrzymał się w Buffalo, żeby zobaczyć Pan-American Exposition, wielką wystawę przygotowaną z myślą o handlu między Stanami Zjednoczonymi, Kanadą i Meksykiem.
Wieczorem 6 września 1901 roku na dworcu czekał na niego pracownik Pullmana. Depesza była krótka: McKinley, 25. prezydent USA, został postrzelony przez Leona Czolgosza, anarchistę polskiego pochodzenia. Robert od razu pojechał do domu Johna G. Milburna, przewodniczącego wystawy, gdzie lekarze operowali rannego prezydenta.
McKinley żył jeszcze osiem dni. Robert widział go po operacji i dwa dni później, po czym nabrał nadziei, że chory wróci do zdrowia. 14 września prezydent zmarł z powodu gangreny po ranach postrzałowych. Robert miał już w pamięci dwa wcześniejsze obrazy.
Pokój po drugiej stronie
Pierwszy raz Robert znalazł się przy konającym prezydencie w małym pokoju naprzeciw teatru. 14 kwietnia 1865 roku Abraham Lincoln, 16. prezydent USA prowadzący Unię przez wojnę secesyjną, oglądał w Ford's Theatre komedię "Our American Cousin". John Wilkes Booth, aktor i sympatyk Konfederacji, wszedł do loży i strzelił mu w głowę.
Robert nie siedział w teatrze. Miał 21 lat, był kapitanem w armii Unii i niedawno wrócił z Appomattox Court House, gdzie generał Robert E. Lee poddał wojska Konfederacji generałowi Ulyssesowi S. Grantowi. O zamachu usłyszał w Białym Domu, gdy szykował się do snu.
Rannego prezydenta przeniesiono przez ulicę do Petersen House, pensjonatu przy 10th Street. Położono go w pokoju Williego Clarka, młodego lokatora, którego nie było tego wieczoru w domu.
Robert dotarł tam około 23.30 z Charlesem Sumnerem, senatorem z Massachusetts. Pocieszał matkę, Mary Todd Lincoln, a potem stał przy łóżku ojca i płakał. Abraham Lincoln zmarł o 7.22 rano 15 kwietnia.
Dworzec bez ochrony
Szesnaście lat później Robert pracował już w rządzie Jamesa A. Garfielda, 20. prezydenta USA, jako sekretarz wojny, czyli minister odpowiedzialny za armię. 2 lipca 1881 roku przyjechał na dworzec Baltimore and Potomac w Waszyngtonie. Garfield miał ruszyć pociągiem do Nowej Anglii, a Lincoln chciał powiedzieć mu, że dołączy następnego dnia.
Prezydenci nie mieli wtedy stałej ochrony podobnej do dzisiejszej. Garfield szedł przez dworzec z Jamesem G. Blaine'em, sekretarzem stanu, gdy Charles Guiteau, sfrustrowany poszukiwacz rządowej posady, podszedł od tyłu i oddał dwa strzały. Robert był około 12 metrów dalej i właśnie kierował się w stronę prezydenta.
Później wspominał, że dobiegł do Garfielda w 15 sekund. Wezwał doktora D.W. Blissa i kazał sprowadzić na dworzec cztery kompanie żołnierzy. Gdy prezydenta przewieziono do Białego Domu, Robert dopilnował, by usunąć intruzów z terenu i obsadzić strażą więzienie, bo tłum mógł zlinczować Guiteau. Nazajutrz powiedział reporterowi "New York Timesa": "Mój Boże, ile godzin smutku przeżyłem w tym mieście".
Chustka na dłoni
Garfield umierał 80 dni. Zmarł 19 września 1881 roku, a jego następca, wiceprezydent Chester A. Arthur, zostawił w gabinecie tylko jednego ministra mianowanego przez Garfielda: Roberta Todda Lincolna. Syn zamordowanego prezydenta podejmował decyzje, gdy po strzale zaczynał się kryzys władzy.
W Buffalo w 1901 roku nie stał przy strzale. McKinley podawał ludziom rękę w Temple of Music, sali koncertowej na terenie wystawy. Czolgosz miał prawą dłoń owiniętą chustką i ukrył pod nią rewolwer. Gdy tłum rzucił się na zamachowca, McKinley prosił, by go nie krzywdzono.
Robert przyjechał już po wszystkim. Zobaczył rannego, uwierzył w poprawę i wyjechał do Chicago.
Po śmierci McKinleya wiceprezydent Theodore Roosevelt wrócił z gór Adirondack i złożył przysięgę w Buffalo. Robert napisał mu później, że nie składa gratulacji, bo zbyt dobrze poznał "ciemną stronę prezydenckiej szaty".
Ciężar nazwiska
Późniejsi autorzy sprowadzili tę biografię do jednego zdania: syn Lincolna był obecny przy trzech zamachach. To niedokładne. W 1865 roku Robert był przy umierającym ojcu, w 1881 roku stał kilkanaście metrów od strzałów, a w 1901 roku wjeżdżał do miasta, gdy McKinley leżał już po operacji.
Nie ma też pewnego dowodu, że po śmierci McKinleya odrzucał zaproszenia do Białego Domu słowami o fatalności swojej obecności. Wiadomo natomiast, że nie odciął się od publicznych uroczystości.
30 maja 1922 roku, jako 78-letni jedyny żyjący syn Abrahama Lincolna, uczestniczył w odsłonięciu Lincoln Memorial w Waszyngtonie. Stał pod marmurowym posągiem ojca, obok prezydenta Warrena G. Hardinga i Williama Howarda Tafta, byłego prezydenta i prezesa Sądu Najwyższego USA.