Komandosi zniszczyli fabrykę III Rzeszy. Tak tego dokonali

Norwescy komandosi nie zaatakowali fabryki od strony strzeżonego mostu. Nocą z 27 na 28 lutego 1943 roku zeszli do wąwozu, przeprawili się przez rzekę i dostali do zakładów Vemork od mniej oczekiwanego kierunku. Ich celem była instalacja produkująca ciężką wodę, wykorzystywaną w niemieckich badaniach nad energią jądrową. Sabotaż udał się bez strzelaniny, ale walka o zatrzymanie produkcji trwała nadal.

Dawna elektrownia w Vemork zimą, 2008 r. W jej sąsiedztwie Dawna elektrownia w Vemork zimą, 2008 r. W jej sąsiedztwie
Źródło zdjęć: © Wikimedia Commons 3.0 | Tor-Egil Farestveit

Dlaczego ciężka woda była ważna?

Ciężka woda różni się od zwykłej obecnością deuteru, czyli szczególnej odmiany wodoru. W reaktorze jądrowym może pełnić funkcję moderatora, spowalniającego neutrony i ułatwiającego podtrzymanie reakcji łańcuchowej.

Sama nie jest paliwem jądrowym ani gotowym materiałem do zbudowania bomby. Jej znaczenie wynikało z doświadczeń prowadzonych przez niemieckich naukowców. Badania nad reaktorami stanowiły część szerszych prac dotyczących wykorzystania energii jądrowej.

Zakład Norsk Hydro w Vemork, położony w okolicy Rjukan, korzystał z miejscowych zasobów energii wodnej i rozbudowanej infrastruktury przemysłowej.

Po zajęciu Norwegii w 1940 roku Niemcy zaczęli zwiększać tam produkcję ciężkiej wody. Działalność zakładów zainteresowała brytyjski wywiad i norweski ruch oporu.

Po katastrofie pierwszej wyprawy

Jesienią 1942 roku na płaskowyż Hardangervidda dotarła norweska grupa przygotowawcza Grouse. Jej zadaniem było przyjęcie brytyjskich żołnierzy, którzy mieli przylecieć szybowcami podczas operacji Freshman. Wspólnie zamierzano dotrzeć do fabryki i zniszczyć produkcję.

Plan zakończył się katastrofą. Z powodu trudności technicznych i złej pogody szybowce rozbiły się, a uczestników, którzy przeżyli wypadki i zostali schwytani, Niemcy zamordowali. Norweska grupa pozostała w górach i oczekiwała kolejnej szansy.

Następną operację powierzono Norwegom służącym w brytyjskim Special Operations Executive, organizacji zajmującej się dywersją. Sześcioosobowym zespołem Gunnerside dowodził Joachim Rønneberg. Przygotowania opierano również na wiedzy ludzi znających sam zakład i jego otoczenie.

W lutym 1943 roku komandosów zrzucono na Hardangervidda. Zła pogoda i lądowanie w znacznej odległości od planowanego miejsca opóźniły spotkanie z oczekującą grupą. Po połączeniu sił ustalono, kto będzie zabezpieczał teren, a kto wejdzie do pomieszczeń z instalacją ciężkiej wody.

Uczestnicy mieli działać w brytyjskich mundurach. Liczyli, że rozpoznanie napastników jako wojskowych ograniczy ryzyko represji wobec mieszkańców Rjukan. Niemcy mogli bowiem podejrzewać miejscową ludność o przygotowanie sabotażu.

Ominięty most i ładunki w piwnicy

Najprostsza droga do Vemork prowadziła przez pilnowany most. Komandosi postanowili go ominąć, schodząc do wąwozu i przechodząc na drugą stronę rzeki. Stamtąd wspięli się w kierunku zakładów, zbliżając się do celu od strony mniej spodziewanej przez strażników.

Do pomieszczeń z aparaturą przedostali się przez wejście przeznaczone dla przewodów. Przy urządzeniach produkujących ciężką wodę rozmieścili materiały wybuchowe. Nie próbowali niszczyć całej fabryki, lecz tę część wyposażenia, która była najważniejsza dla ich zadania.

Eksplozja uszkodziła instalację i zniszczyła zgromadzony zapas ciężkiej wody. Sabotażyści wycofali się bez wymiany ognia. Żaden z uczestników nocnego wypadu nie został zabity ani schwytany.

Produkcja wraca, działania trwają

Po akcji pięciu komandosów wyruszyło na nartach do neutralnej Szwecji. Pozostali kontynuowali działalność konspiracyjną w Norwegii. Niemcom nie udało się zatrzymać uczestników sabotażu.

Zakład w Vemork nie pozostał jednak nieczynny na zawsze. Po kilku miesiącach Niemcy wznowili produkcję, dlatego alianci zdecydowali się na dalsze działania. W listopadzie 1943 roku zbombardowano fabrykę, ale nalot spowodował także ofiary wśród ludności cywilnej.

Kolejny etap dotyczył transportu ciężkiej wody przeznaczonej do wywiezienia do Niemiec. 20 lutego 1944 roku norwescy sabotażyści zatopili prom DF Hydro na jeziorze Tinnsjø. W katastrofie zginęło 18 osób, w tym 14 norweskich cywilów.

Zniszczenie promu uniemożliwiło dotarcie dużego transportu do celu, lecz nie przerwało wszystkich wysyłek. Zdemontowane wyposażenie zakładów trafiło do Niemiec w sierpniu tego samego roku.

Wybrane dla Ciebie