Kosynierzy gdyńscy. Tak walczyli w 1939 roku

We wrześniu 1939 roku w obronie Gdyni pojawili się ochotnicy uzbrojeni w kosy osadzone na sztorc. Broń kojarzona z Racławicami miała zastąpić karabiny, których brakowało nawet części żołnierzy. Z czasem wokół tej formacji narosła legenda znacznie większa niż jej rzeczywista rola na polu walki.

Kosynierzy gdyńscyKosynierzy gdyńscy
Źródło zdjęć: © Domena publiczna

Powstanie Czerwonych Kosynierów

Pierwsze grupy robotników zgłosiły się do pomocy na początku września. Ludzie związani z Polską Partią Socjalistyczną i lewicowymi związkami zawodowymi kopali rowy strzeleckie, wznosili zapory przeciwczołgowe i przygotowywali stanowiska wokół miasta.

Szybko stało się jasne, że część z nich chce nie tylko budować umocnienia, ale także walczyć.

Największym problemem pozostawała broń. Magazyny nie mogły zapewnić karabinów wszystkim żołnierzom Lądowej Obrony Wybrzeża, więc dla cywilnych ochotników praktycznie nic nie zostawało. Kazimierz Rusinek zaproponował wtedy sformowanie oddziału wyposażonego w kosy.

Pierwsza kompania powstała 7 września pod dowództwem podporucznika Józefa Kąkolewskiego. Następnego dnia pojawiły się kosy bojowe, a 9 września Rusinek ogłosił apel o tworzenie batalionu Czerwonych Kosynierów. Nazwa szybko przyjęła się wśród ochotników i trafiła do drukowanych odezw.

Około 70 kos znaleziono w gdyńskich sklepach żelaznych. Warsztaty Żeglugi Polskiej przygotowały dla nich odpowiednie oprawy, a członkinie Przysposobienia Wojskowego Kobiet zbierały narzędzia w okolicznych gospodarstwach. Wyposażenie uzupełniały bagnety, broń myśliwska i stalowe szpikulce mocowane na długich drzewcach.

Batalion urósł według relacji uczestników do około 700 ludzi. Dowództwo objął podpułkownik Stanisław Wężyk, a Rusinek zajmował się sprawami organizacyjnymi.

Nie wszyscy żołnierze pozostali do końca uzbrojeni wyłącznie w kosy. Część pododdziałów otrzymała później broń palną, choć niedoborów nigdy całkowicie nie usunięto.

Udział w obronie Gdyni

Kosynierzy nie tworzyli jednolitej masy rzucanej do szarży na niemieckie pozycje. Poszczególne kompanie trafiały w różne miejsca i wykonywały zadania razem z regularnymi oddziałami. Ich udział obejmował walkę, służbę odwodową i obronę ważnych punktów.

Pierwsza kompania walczyła 11 września pod Łężycami. Straciła tam trzech zabitych i ośmiu rannych, a dwa dni później wycofała się na Kępę Oksywską.

Druga kompania zajęła pozycje w koszarach Marynarki Wojennej, a później uczestniczyła w walkach pod Dębogórzem.

Pozostałe grupy działały w rejonie zakładów PAGED i pod Obłużem. Tam wspierały marynarzy oraz żołnierzy broniących koszar. Po kapitulacji 19 września wielu ochotników dostało się do niewoli, a działalność batalionu dobiegła końca.

Późniejsze opowieści często przedstawiały kosynierów jako ludzi atakujących przeciwnika niemal wyłącznie białą bronią. Nowsze badania wskazują, że takie starcia miały charakter ograniczony i epizodyczny.

Kosa była przede wszystkim odpowiedzią na brak uzbrojenia oraz symbolem gotowości do obrony miasta mimo rozpaczliwej sytuacji.

Nie zmienia to faktu, że ochotnicy znaleźli się w strefie walk i ponosili straty. Ich znaczenie nie wynikało z wartości taktycznej archaicznej broni. Ważniejsze było to, że setki robotników zgłosiły się do służby w chwili, gdy Gdynia potrzebowała każdego zdolnego do pomocy człowieka.

Legenda i spór o Czerwonych Kosynierów

Po wojnie historia oddziału zaczęła obrastać dodatkowymi opowieściami. Kazimierz Rusinek przedstawiał siebie jako jego komendanta, choć źródła nie potwierdzają, aby pułkownik Stanisław Dąbek powierzył mu taką funkcję. Wątpliwości dotyczą także twierdzeń, że kosynierzy należeli do ostatnich formacji opuszczających Gdynię.

Sama nazwa nie była powojennym wymysłem. Pojawiła się 9 września 1939 roku, a rok później używały jej publikacje PPS wydawane w Londynie.

Spór nie dotyczy więc istnienia oddziału, lecz skali jego działań i późniejszego wykorzystania historii do celów propagandowych.

Po 1990 roku badacze zaczęli ostrożniej oddzielać potwierdzone fakty od wspomnień i powojennej narracji. Wraz z krytyką legendy Rusinka zmalało zainteresowanie samymi ochotnikami. Łatwo było odrzucić całą opowieść razem z jej ideologiczną oprawą.

Czerwoni Kosynierzy nie zatrzymali niemieckiego natarcia szarżami z kosami. Byli robotniczym oddziałem ochotniczym, który powstał z niedostatku broni i potrzeby wzmocnienia obrony Gdyni. Właśnie ta mniej widowiskowa wersja najlepiej pokazuje ich rzeczywistą rolę we wrześniu 1939 roku.

Wybrane dla Ciebie