Najsprytniejszy fałszerz świata. Tak dorobił się fortuny

Frank Bourassa stworzył w niewielkiej szopie fałszywe banknoty o łącznej wartości około 250 milionów dolarów. Część pieniędzy trafiła do odbiorców, lecz największy zapas Kanadyjczyk zachował na wypadek zatrzymania. Właśnie dzięki niemu wynegocjował później zdumiewająco korzystne warunki.

Ilustracja poglądowaIlustracja poglądowa
Źródło zdjęć: © Pexels - darmowy dostęp | Pavel Danilyuk

Początki "kariery"

Jeszcze w szkole Bourassa pośredniczył w sprzedaży drogich przedmiotów między kolegami. Z każdej transakcji brał dla siebie część zapłaty. Handel interesował go bardziej niż nauka, więc szybko porzucił dalszą edukację.

Pracował jako mechanik, sprzedawał samochody, a później otworzył legalną fabrykę klocków hamulcowych. Prowadzenie zakładu pochłaniało go tak bardzo, że ostatecznie sprzedał firmę.

Przez następne dwa lata podróżował po Europie, Azji i Afryce. Po powrocie do Kanady nie miał jeszcze pomysłu na nową działalność.

Kiedy postanowił fałszować amerykańską walutę, zaczął od poznania zabezpieczeń banknotów. Przez długi czas analizował ich właściwości, zanim przeszedł do zakupu maszyny i przygotowania matryc.

Najtrudniej było zdobyć papier

Bourassa potrzebował materiału, który przypominałby papier używany do produkcji prawdziwych dolarów. Banknoty nie mogły wzbudzać podejrzeń ani przy dotyku, ani podczas sprawdzania markerem. Znalezienie odpowiedniego surowca okazało się najtrudniejszą częścią przygotowań.

Ostatecznie zamówienie przyjął producent z Europy. Bourassa zapewniał później, że papiernia nie znała przeznaczenia materiału. Dopiero po jego dostarczeniu mógł rozpocząć druk.

Papier trzeba było jeszcze przewieźć z portu w Montrealu. Współpracownicy obserwowali transport z oddalenia, a po drodze zmieniano samochody.

Bourassa unikał też ustaleń przez telefon: obawiał się, że nagrane rozmowy mogą posłużyć jako dowód przeciwko niemu. Najważniejsze sprawy omawiał osobiście.

W szopie

Banknoty powstawały w niewielkiej szopie. W ciągu pięciu miesięcy wydrukowano tam falsyfikaty o nominalnej wartości około 250 milionów dolarów.

Bourassa nie dysponował dużym zespołem ani profesjonalną drukarnią. Kluczowe okazały się przygotowania i zdobycie właściwego papieru.

Pierwsi nabywcy zachowywali ostrożność, ale jakość podróbek skłaniała ich do coraz większych zakupów. Bourassa sprzedawał banknoty za około 30 proc. ich nominalnej wartości. Z czasem wartość pojedynczych transakcji dochodziła do miliona dolarów.

Według własnej relacji nie zamierzał wprowadzać fałszywych pieniędzy do obiegu w Stanach Zjednoczonych. Tłumaczył to skutkami kryzysu z 2008 roku, które nadal odczuwała amerykańska gospodarka. Odbiorców szukał w innych częściach świata.

Policja dotarła do niego przez tajnego agenta działającego wśród kupujących falsyfikaty.

Ukryte banknoty i układ z prokuraturą

Podczas nalotu policjanci znaleźli niespełna milion dolarów w podrobionych banknotach. Śledczy sądzili, że przejęli większość zapasu. Nie wiedzieli, że Bourassa wcześniej przekazał około 200 milionów dolarów na przechowanie zaufanej osobie, która nie uczestniczyła bezpośrednio w procederze.

Po zatrzymaniu zgodził się ujawnić miejsce przechowywania banknotów i oddać maszynę drukarską. Dzięki porozumieniu władze odzyskały ukryte falsyfikaty, a Kanadyjczyk uniknął ekstradycji do Stanów Zjednoczonych.

Za narkotyki znalezione podczas nalotu zapłacił grzywnę w wysokości 1350 dolarów kanadyjskich.

Po zakończeniu sprawy założył firmę zajmującą się ochroną przed fałszerstwami. Wiedzę o zabezpieczeniach pieniądza wykorzystywał również we współpracy z policją. Jako konsultant służb zwalczających fałszerstwa wskazywał słabe punkty zabezpieczeń banknotów i uczył rozpoznawania podróbek.

Wybrane dla Ciebie