Pokazywał wcześniaki za pieniądze. Tak opłacał ich leczenie

Fotografia personelu wystawy w Seattle (1909 r.) Fotografia personelu wystawy w Seattle (1909 r.)
Źródło zdjęć: © Domena publiczna

Na nowojorskim Coney Island, wśród lunaparkowych atrakcji, można było oglądać wcześniaki leżące w inkubatorach. Zwiedzający płacili za wstęp, a zebrane pieniądze przeznaczano na opiekę nad dziećmi. Dzięki temu ich rodzice nie musieli ponosić kosztów leczenia.

Oddział obok lunaparku

Martin Couney prowadził pokazy wcześniaków na Coney Island od początku XX wieku aż do 1943 roku. Bilet wstępu kosztował 25 centów. Z tych pieniędzy opłacano personel, utrzymanie aparatury, zakup materiałów medycznych i karmienie niemowląt.

W tamtych czasach wiele amerykańskich szpitali nie było przygotowanych do ratowania wcześniaków. Niektórzy lekarze uważali, że dzieci urodzone zbyt wcześnie mają niewielkie szanse na przeżycie, a specjalistyczne leczenie często przekraczało możliwości finansowe rodzin. Zdarzało się więc, że sami medycy kierowali noworodki do placówki Couneya.

Choć otoczenie mogło przypominać jarmarczną atrakcję, nad niemowlętami czuwali lekarze, pielęgniarki i mamki. Personel mieszkał na miejscu, aby zapewnić dzieciom opiekę przez całą dobę. Publiczność mogła obserwować je z wyznaczonej odległości. Od inkubatorów oddzielała zwiedzających barierka.

Niniejszy tekst powstał na podstawie najnowszej książki Simona Jenkinsa "Krótka historia Ameryki. Od herbatki bostońskiej do Trumpa" (Wydawnictwo Rebis, Poznań 2026). Książkę można zamówić w wielu księgarniach, w tym w empiku pod tym linkiem.

Simom Jenkins, "Krótka historia Ameryki" (Wydawnictwo Rebis, Poznań 2026). © Licencjodawca

Inkubatory i stała opieka

Couney korzystał z inkubatorów opartych na europejskich rozwiązaniach. Urządzenia miały stalowo-szklaną konstrukcję, a odpowiednią temperaturę zapewniała ciepła woda krążąca pod posłaniem dziecka. Powietrze doprowadzano przez system filtrów. Niemowlęta pozostawały pod stałą obserwacją, a personel zajmował się ich karmieniem i pielęgnacją.

Utrzymanie takiej placówki było kosztowne. W 1903 roku dzienna opieka nad jednym wcześniakiem miała pochłaniać około 15 dolarów. Była to kwota wielokrotnie przewyższająca cenę biletu, dlatego Couney potrzebował stałego napływu zwiedzających.

Nie wszystkim podobał się jednak sposób finansowania leczenia. Krytycy zarzucali organizatorowi, że wystawia bezbronne niemowlęta na pokaz i zarabia na ich trudnym położeniu.

Z drugiej strony placówki Couneya odwiedzali pediatrzy zainteresowani nowymi metodami ratowania wcześniaków. Współpracował z nim m.in. Julius Hess, jeden z pionierów opieki nad dziećmi urodzonymi przedwcześnie.

"Doktor", którego dyplomu nie odnaleziono

Couneya powszechnie nazywano doktorem, choć jego wykształcenie medyczne budzi wątpliwości. Claire Prentice, autorka książki poświęconej jego działalności, nie znalazła dowodów potwierdzających, że ukończył studia lekarskie w Niemczech, jak sam utrzymywał.

Nie oznacza to jednak, że wcześniakami zajmowali się ludzie bez przygotowania. Couney zatrudniał wykwalifikowany personel medyczny, a sam odpowiadał przede wszystkim za organizację i finansowanie placówki.

Ostrożnie należy również podchodzić do podawanych przez niego wyników. Couney twierdził, że przez lata uratował około 6500 dzieci, ale zachowane dokumenty nie pozwalają niezależnie potwierdzić tej liczby.

Znane są natomiast historie konkretnych osób, które przeżyły dzięki opiece zapewnionej w jego inkubatorach.

Dziecko, które wracało w odwiedziny

Jedną z takich osób była Beth Allen, urodzona w 1941 roku około trzech miesięcy przed terminem. Ważyła zaledwie 740 gramów. Wobec bardzo ograniczonych możliwości leczenia rodzice zdecydowali się powierzyć ją opiece Couneya.

Dziewczynka przeżyła i dorosła, a po latach opowiedziała swoją historię w nagraniu przygotowanym dla Coney Island History Project. Jej rodzina długo utrzymywała kontakt z Couneyem. Kiedy Beth była dzieckiem, rodzice zabierali ją do niego w odwiedziny z okazji Dnia Ojca.

Źródło

Niniejszy tekst powstał na podstawie najnowszej książki Simona Jenkinsa "Krótka historia Ameryki. Od herbatki bostońskiej do Trumpa" (Wydawnictwo Rebis, Poznań 2026).

Simom Jenkins, "Krótka historia Ameryki" (Wydawnictwo Rebis, Poznań 2026). © Licencjodawca

Książkę można zamówić w wielu księgarniach, w tym w empiku pod tym linkiem.

Wybrane dla Ciebie