Zwabił brata w pułapkę, sam w nią wpadł. Tak przechytrzono Rogatkę

Bolesław Łysy Rogatka z Zofią de Doren i swym ulubionym lutnistąBolesław Łysy Rogatka z Zofią de Doren i swym ulubionym lutnistą
Źródło zdjęć: © Domena publiczna

Zaprosił młodszego brata na rzekome rokowania, planując podstępnie go uwięzić. To jednak Bolesław Rogatka został pojmany i wywieziony do lochu. Mistrz porwań po raz pierwszy padł ofiarą własnej ulubionej metody, a nikt na Śląsku nie kiwnął palcem, by go uwolnić.

Brat, który odzyskał ojcowiznę

Po krwawej wojnie domowej i klęsce pod Wrocławiem Bolesław Rogatka popadł w nędzę, lecz dość szybko odbił się od dna. Zamiast jednak pogodzić się z braćmi, dalej zaciekle z nimi walczył o niepodzielną władzę nad Śląskiem. Na tym etapie zmagań jego największym rywalem stał się brat Konrad.

Rogatka próbował nawet pozbyć się Konrada na zawsze, organizując zamach na jego życie. Po masakrze w Środzie Śląskiej, gdzie spłonęło pół tysiąca ludzi, bratobójstwo nie byłoby dla niego niczym wyjątkowym. Próba ta jednak się nie powiodła.

Konrad, widząc, że nie ma co liczyć na dobrowolne wydzielenie mu choćby skrawka ziemi, udał się po pomoc na dwór księcia wielkopolskiego Przemysła I. Dzięki tej protekcji i zakrojonej z rozmachem kampanii zbrojnej w 1251 roku stał się posiadaczem rozległego kompleksu dóbr na prawym brzegu Odry, z Bytomiem, Krosnem i Głogowem. Utrata tego obszaru była dla Rogatki nie do zniesienia.

Podstępna pułapka

Chcąc odzyskać stracone ziemie, Bolesław zaprosił Konrada do Legnicy rzekomo w celu rokowań. W rzeczywistości planował podstępnie uwięzić brata, a Legnica, w której na co dzień przebywał, doskonale nadawała się do tego celu. Rogatka po raz kolejny zamierzał sięgnąć po swoją wypróbowaną metodę porwania.

Konrad jednak przeczuwał, na co się zanosi, i starannie przygotował się do spotkania. Do Legnicy przybył z całym zastępem rycerzy, których ukrył w pobliżu miasta, polecając im przyjść z pomocą w razie potrzeby. Sam wkroczył do grodu jedynie z niewielką świtą, by nie wzbudzić podejrzeń.

Bolesław przyjął brata z wszelkimi honorami, chcąc uśpić jego czujność. Konrad przez cały czas zachowywał jednak zimną krew, uważnie śledząc każdy ruch Rogatki i jego ludzi obsadzających każdy zakątek zamku. Gdy wszyscy mieli już przekraczać bramę zamkową, Konrad niespodziewanie pochwycił Bolesława i popchnął go ku swoim żołnierzom.

Garstka rycerzy, których przyprowadził Konrad, była tak nieliczna, że starszy brat w ogóle nie przejął się ich obecnością. To okazało się jego błędem. Rogatkę błyskawicznie wyprowadzono poza mury miasta, gdzie czekała reszta zbrojnych Konrada.

Najemnicy gospodarza nie zdążyli zareagować, a podjęty później pościg szybko przerwano, gdy okazało się, że porywacze mają znaczną przewagę liczebną.

Loch w Głogowie

Porwany Bolesław nawet w najgorszym koszmarze nie wyobrażał sobie podobnego finału. Nie miał nawet na kim wyładować złości, jak to zwykł czynić. Być może początkowo liczył, że ktoś go odbije, lecz z każdym dniem ta nadzieja gasła.

Nikt jednak nie podjął się trudnego zadania uwolnienia księcia, który tak bardzo zalazł za skórę mieszkańcom Śląska, że jego los był im zupełnie obojętny. Możliwe nawet, że po cichu życzono mu śmierci, która raz na zawsze uwolniłaby ich spod władzy tyrana. Człowiek, który sam tylu ludzi skrzywdził, nie mógł teraz liczyć na niczyją pomoc.

Rogatkę umieszczono w więziennym lochu w Głogowie, siedzibie Konrada. Trzymano go tam tak długo, aż zgodził się zawrzeć ugodę z młodszym bratem.

Dla Bolesława niewola była ogromnym upokorzeniem, bo sam planował porwanie Konrada, a ostatecznie to on padł jego ofiarą. Dał się przechytrzyć przy użyciu własnej metody i z pewnością nie potrafił sobie tego wybaczyć.

Tajemnicze śmierci braci

Konflikt między Bolesławem a Konradem ciągnął się aż do śmierci tego drugiego w 1273 roku. Krążyły pogłoski, jakoby Konrada otruto, choć ówczesne kroniki nic takiego nie podały.

Podejrzenie padło w pierwszej kolejności na Rogatkę, który na dwa lata przed śmiercią brata próbował go pochwycić, lecz Konrad w porę ostrzeżony zdołał uciec przed zamachowcami. Czy książę legnicki rzeczywiście maczał palce w jego śmierci, nie sposób dziś rozstrzygnąć.

W równie tajemniczych okolicznościach zmarli pozostali bracia Rogatki, Henryk III Biały w 1266 roku oraz Władysław w 1270 roku. W przypadku Henryka powszechnie plotkowano o otruciu przez rycerzy wrocławskich, a niektórzy twierdzili nawet, że działali oni z poduszczenia Rogatki. Tych oskarżeń nie sposób jednak zweryfikować.

Podobnie ma się rzecz z zarzutami wobec Bolesława o otrucie Władysława. Historycy podkreślają, że informacja ta wyszła z kręgów kościelnych, które nigdy nie wyrażały się o Rogatce pochlebnie, co każe zachować daleko idącą ostrożność.

Dziś badacze uważają, że Władysławowi nikt nie pomógł zejść z tego świata, na co wskazuje miejsce jego śmierci, czyli odległy Salzburg. Mało przekonujące jest twierdzenie, jakoby ktoś specjalnie wybrał się w długą podróż do Austrii, by go otruć, zwłaszcza że Władysław wielokrotnie gościł we Wrocławiu, gdzie łatwiej było mu podać truciznę.

Źródło

Niniejszy tekst stanowi fragment najnowszej książki dr Mariusza Sampa "Kryminalne dzieje Piastów. Mroczna historia dynastii" (Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2026).

Książka "Kryminalne dzieje Piastów" (wyd. ZNAK, Kraków 2026) © Licencjodawca

Książkę można zamówić w wielu księgarniach, w tym na empic.com pod tym linkiem.

Wybrane dla Ciebie