Popłynęli na piknik. Z wycieczki nie wróciło ponad tysiąc osób

15 czerwca 1904 roku około 1300 pasażerów wyruszyło z Nowego Jorku na parafialną wycieczkę. Zamiast pikniku nad wodą czekała ich katastrofa. Na drewnianym parowcu "General Slocum" wybuchł pożar, a niesprawny sprzęt ratunkowy i chaos na pokładzie uniemożliwiły wielu ludziom ucieczkę. Zginęło ponad tysiąc osób, głównie kobiet i dzieci, a tragedia szczególnie dotknęła niemiecką społeczność Manhattanu.

Parowiec "General Slocum"Parowiec "General Slocum"
Źródło zdjęć: © Domena publiczna

Wycieczka niemieckiej parafii

Na Lower East Side rozciągała się wówczas Kleindeutschland, dzielnica nazywana Małymi Niemcami. Jej mieszkańcy, niemieccy imigranci i ich dzieci, tworzyli gęstą sieć parafii, szkół, stowarzyszeń i miejsc spotkań. Wspólne święta oraz wycieczki były ważną częścią życia tej społeczności.

Jedną z najbardziej znanych miejscowych instytucji była ewangelicko-luterańska parafia św. Marka. Na doroczny piknik wynajęła bocznokołowy parowiec "General Slocum", zbudowany z drewna w 1891 roku. Statek miał popłynąć East River w stronę Long Island Sound.

Uczestnicy zamierzali spędzić dzień na terenie wypoczynkowym Locust Grove, na północnym wybrzeżu Long Island. Na pokład weszło około 1300 osób, wśród nich przede wszystkim matki z dziećmi. Wielu ojców nie mogło przyjechać, ponieważ w środku tygodnia pozostali w pracy.

Przy tak licznej grupie sprawna ewakuacja była szczególnie ważna. Na statku znajdowały się łodzie, kamizelki ratunkowe oraz sprzęt do gaszenia ognia. Dopiero podczas katastrofy okazało się, jak niewiele warte były te zabezpieczenia w praktyce.

Ogień i niesprawne zabezpieczenia

Pożar rozpoczął się w schowku pod pokładem, w przedniej części parowca. Płomienie szybko przedostały się do kolejnych pomieszczeń. Później rozważano różne przyczyny zapłonu, ale nie udało się jednoznacznie ustalić, od czego dokładnie zaczął się ogień.

Załoga próbowała go ugasić, lecz stare węże pękały po doprowadzeniu wody pod ciśnieniem. Marynarze nie przeszli też odpowiednich ćwiczeń przeciwpożarowych. Stracono czas, w którym można było jeszcze ograniczyć rozprzestrzenianie się płomieni.

Kapitan William Van Schaick nie skierował statku od razu ku najbliższemu brzegowi. Kontynuował rejs w stronę North Brother Island, licząc na doprowadzenie tam jednostki. Podczas dalszej drogi wiatr i ruch parowca sprzyjały rozprzestrzenianiu się pożaru.

Pasażerowie próbowali uciekać do wody, ale dla wielu był to skok bez szans na ratunek. Nie potrafili pływać, a niesprawne kamizelki nie zapewniały im bezpieczeństwa. Łodzie ratunkowe również okazały się trudno dostępne, gdy na pokładzie wybuchła panika.

Ratunek przy North Brother Island

Płonący parowiec dotarł w końcu do brzegu North Brother Island. Ogień obejmował już jednak znaczną część statku. Z pomocą ruszyły załogi pobliskich holowników i innych jednostek, wyciągając ludzi z rzeki.

W akcji uczestniczyli także pracownicy Riverside Hospital, który znajdował się na wyspie. Próbowali podawać węże, rzucać liny i przedmioty mogące utrzymać rozbitków na powierzchni. Mimo bliskości szpitala dotarcie do wszystkich uwięzionych na parowcu było niemożliwe.

Najczęściej przyjmowany bilans katastrofy to 1021 zabitych, przede wszystkim kobiet i dzieci. Zginęła większość uczestników parafialnego wyjazdu. O tak wielkiej liczbie ofiar zdecydowały zarówno tempo rozwoju pożaru, jak i nieskuteczność kolejnych sposobów ratunku.

Śledztwo i żałoba dzielnicy

Wkrótce rozpoczęto poszukiwanie osób odpowiedzialnych za tragedię. 21 czerwca zapowiedziano powołanie federalnej komisji, która miała zbadać jej okoliczności.

Dochodzenia ujawniły zaniedbania dotyczące stanu wyposażenia, braku ćwiczeń załogi i kontroli dopuszczających statek do przewozu ludzi.

27 stycznia 1906 roku kapitana Van Schaicka uznano za winnego zaniedbania i skazano na dziesięć lat więzienia. Nie stwierdzono, że to on celowo wzniecił pożar. Odpowiadał za niedopełnienie obowiązków związanych z bezpieczeństwem pasażerów.

W Małych Niemczech niemal każda ulica odczuła skutki katastrofy. Organizowano pogrzeby, wspierano ocalałych i zbierano fundusze dla rodzin ofiar. Niektórzy mieszkańcy przenieśli się później do Yorkville lub innych części miasta.

Niemiecka społeczność zaczęła opuszczać Lower East Side jeszcze przed rokiem 1904, ale utrata tylu rodzin przyspieszyła rozpad dawnego skupiska. Pamięć o ofiarach przetrwała między innymi dzięki pomnikowi-fontannie w Tompkins Square Park. Odsłonięto go w 1906 roku, a jego twórcą był rzeźbiarz Bruno Louis Zimm.

Wybrane dla Ciebie