Przeżyli katastrofę statku. Zaczęli ginąć z rąk innych rozbitków

Przeżyli rozbicie statku na rafie i znaleźli się na maleńkich wyspach bez pewnego dostępu do słodkiej wody. Szybko okazało się jednak, że największym zagrożeniem nie będzie głód ani ocean. Jeronimus Cornelisz przejął broń i łodzie, odizolował ludzi zdolnych do oporu, a potem rozpoczęły się mordy. Zginęło około 125 mężczyzn, kobiet i dzieci.

Replika "Batavii" w HolandiiReplika "Batavii" w Holandii
Źródło zdjęć: © Domena publiczna | Malis

Bunt w powietrzu

"Batavia" należała do Vereenigde Oostindische Compagnie, czyli Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej, potężnej spółki handlowej łączącej Europę z koloniami w Azji. Jesienią 1628 roku nowy statek wyruszył z wyspy Texel w swój pierwszy rejs do Batavii, dzisiejszej Dżakarty. Wiózł ludzi, towary i skrzynie pełne srebrnych monet.

Wyprawą dowodził starszy kupiec Francisco Pelsaert, a za sam statek odpowiadał kapitan Ariaen Jacobsz. Mężczyźni byli skonfliktowani. Jacobsz zbliżył się do Jeronimusa Cornelisza, zastępcy Pelsaerta, i obaj zaczęli przygotowywać bunt.

Napięcie rosło jeszcze przed katastrofą. Jedna z pasażerek, Lucretia van der Mijlen, została zaatakowana i publicznie upokorzona przez ludzi związanych ze spiskiem. Liczono, że kara wymierzona sprawcom pomoże podburzyć załogę przeciw Pelsaertowi. Do otwartego buntu jednak nie doszło.

Nocny koniec rejsu

Nad ranem 4 czerwca 1629 roku "Batavia" pędziła przez wody archipelagu Houtman Abrolhos, kilkadziesiąt kilometrów od zachodniego wybrzeża Australii. Wachta dostrzegła przed statkiem białą linię. Jacobsz uznał ją za światło księżyca odbijające się od powierzchni morza. W rzeczywistości była to piana tworząca się nad rafą.

Chwilę później statek z ogromną siłą uderzył w Morning Reef. Większość ludzi zdołano ewakuować na pobliskie skrawki lądu. Około 180 osób znalazło się na niewielkiej Beacon Island, później nazywanej Cmentarzyskiem "Batavii". Okazało się że na wyspie nie było stałego źródła słodkiej wody.

Bez ratunku

Pelsaert i Jacobsz wraz z 46 innymi osobami odpłynęli jedyną nieuszkodzoną dużą łodzią. Początkowo szukali wody na australijskim wybrzeżu, gdy poszukiwania nie przyniosły rezultatu, podjęli decyzję: ruszyli do Batavii po pomoc.

Pokonali około 3000 kilometrów. Podróż trwała 33 dni i wszyscy znajdujący się w łodzi przeżyli. Na wyspach został Cornelisz. Po kilku dniach wrak zaczął się rozpadać i także on przedostał się na ląd. Zastał tam setki ludzi rozrzuconych po małych wyspach, bez najwyższych rangą dowódców i bez możliwości ucieczki.

Siłą do władzy

Cornelisz szybko podporządkował sobie istniejącą radę i obsadził ją swoimi ludźmi. Przejął broń, łodzie oraz tratwy. Potem zaczął dzielić rozbitków i wysyłać ich na inne wyspy.

Największym zagrożeniem byli dla niego żołnierze dowodzeni przez Wiebbe Hayesa. Dwudziestu dwóch wojskowych przewieziono na West Wallabi Island, odebrano im broń i pozostawiono pod pozorem poszukiwania wody.

Cornelisz prawdopodobnie liczył, że problem rozwiąże się sam. Stało się odwrotnie.

Żołnierze znaleźli słodką wodę oraz małe wallabie, na które mogli polować. Z koralowca i kamieni wznieśli umocnienia, a z tego, co mieli pod ręką, przygotowali prowizoryczną broń. Pozostałości ich fortyfikacji są dziś uznawane za najstarszą zachowaną europejską budowlę na terenie Australii.

Początek rzezi

Na Beacon Island Cornelisz usuwał ludzi, którzy mogli zagrozić jego władzy albo których uznawał za niepotrzebnych. Początkowo zabijano po kryjomu. Ofiary mordowano nocą, duszono, topiono lub wywożono na morze pod różnymi pretekstami.

Później przemoc przestała być ukrywana. Ginęli mężczyźni, kobiety i dzieci. Część rozbitków zmuszano do udziału w zabójstwach, aby dowiedli posłuszeństwa i sami ocalili życie. Kobiety padały ofiarami przemocy seksualnej. Według National Museum of Australia ludzie Cornelisza zamordowali około 125 osób.

Opór wobec terroru

Cornelisz wiedział, że żołnierze Hayesa mogą przekreślić jego plan. Jeśli pierwsi dotrą do statku ratunkowego, opowiedzą załodze, co wydarzyło się na wyspach. Kilka razy próbował więc ich zaatakować.

Żołnierze odparli napastników, a podczas kolejnego starcia schwytali samego Cornelisza. Trzech jego ludzi zginęło. Dowodzenie buntownikami przejął Wouter Looes, który przygotował następny atak. Wtedy na horyzoncie pojawił się żagiel.

Początek wyścigu

Był 17 września. Po siedmiotygodniowej podróży na archipelag dotarł statek ratunkowy "Sardam" z Pelsaertem na pokładzie. Obie strony natychmiast ruszyły w jego kierunku. Nie był to zwykły wyścig. Kto pierwszy dotarłby do Pelsaerta, mógł przedstawić własną wersję wydarzeń, a buntownicy mogli nawet próbować przejąć statek.

Pierwsi dopłynęli ludzie Hayesa. Pelsaert został ostrzeżony, a buntownicy stracili ostatnią szansę.

Nagła kara

Cornelisz i sześciu jego najbliższych współpracowników zostali osądzeni jeszcze na wyspach i powieszeni. Przed egzekucją Corneliszowi odcięto dłonie. Kolejnych buntowników zabrano do Batavii, gdzie czekały ich procesy i kary.

Wouter Looes oraz młody członek grupy Jan Pelgrom zostali porzuceni na australijskim wybrzeżu. Ich dalsze losy pozostają nieznane.

Pelsaert przez następne tygodnie odzyskiwał z wraku skrzynie srebra i inne kosztowności. Dopiero później "Sardam" odpłynął z ocalałymi. Wrak "Batavii" odnaleziono w 1963 roku. Archeolodzy odkryli później groby, pozostałości obozowisk oraz umocnienia ludzi Hayesa.

Katastrofa na rafie okazała się dopiero początkiem, większość rozbitków przeżyła uderzenie statku. Dla ponad stu z nich śmiertelnym zagrożeniem stali się dopiero ludzie, którzy ocaleli razem z nimi.

Wybrane dla Ciebie