Spadł z kilku kilometrów. To uratowało mu życie

Iwan ChisowIwan Chisow
Źródło zdjęć: © Wikimedia Commons

Kiedy radzieccy kawalerzyści zobaczyli człowieka spadającego z ogromnej wysokości, byli pewni, że nie ma szans na przeżycie. Tymczasem Iwan Chisow, nawigator bombowca zestrzelonego przez niemieckie myśliwce, ocalał mimo nieotwartego spadochronu. Spadł z wysokości około 7 kilometrów, a przed śmiercią uratował go ośnieżony jar.

Niemieckie myśliwce atakują bombowiec

21 stycznia 1942 r. radziecki bombowiec Ił-4 wracał z nalotu na niemieckie pozycje. Maszyną dowodził Nikołaj Żugan, a funkcję nawigatora pełnił Iwan Chisow.

Podczas lotu powrotnego samolot został zaatakowany przez myśliwce Luftwaffe. W wyniku ostrzału zginęli obaj strzelcy pokładowi, a bombowiec odniósł poważne uszkodzenia. Gdy stało się jasne, że maszyny nie da się uratować, dowódca nakazał pozostałym członkom załogi skok ze spadochronem.

Chisow opuścił samolot przez dolny właz na wysokości około 7 tys. metrów. Żugan wyskoczył nieco później, gdy maszyna znajdowała się już mniej więcej 2 km niżej.

Dlaczego nie otworzył spadochronu?

Chisow nie zamierzał otwierać spadochronu natychmiast po opuszczeniu bombowca. Obawiał się, że powoli opadając na otwartej czaszy, stanie się łatwym celem dla niemieckich pilotów. Postanowił przez pewien czas spadać swobodnie i dopiero na mniejszej wysokości otworzyć spadochron.

Nie zdołał jednak zrealizować tego planu. Na wysokości kilku kilometrów, gdzie powietrze jest znacznie bardziej rozrzedzone, stracił przytomność. Według niektórych relacji mogło również dojść do problemów z mechanizmem otwierającym spadochron.

Nieprzytomny nawigator spadał dalej z zamkniętą czaszą na plecach. Nie mógł już wykonać żadnego ruchu, który pozwoliłby mu zmniejszyć prędkość opadania.

Całe zdarzenie obserwowali z ziemi kawalerzyści z oddziałów generała Pawła Biełowa. Widzieli walkę powietrzną, a następnie człowieka spadającego w kierunku ziemi. Nie spodziewali się, że zdoła przeżyć.

Ośnieżony jar ratuje życie

Chisow miał niezwykłe szczęście. Zamiast uderzyć w twardy, zamarznięty grunt, trafił w strome zbocze głębokiego jaru pokrytego grubą warstwą śniegu. Jego prędkość mogła wówczas wynosić około 200 km/h.

Po uderzeniu w ośnieżony stok nawigator zaczął zsuwać się po zboczu, aż znalazł się na dnie wąwozu. Nachylenie terenu i głęboki śnieg częściowo zamortyzowały upadek.

Kawalerzyści, którzy ruszyli na miejsce zdarzenia, spodziewali się znaleźć ciało lotnika. Ku ich zdumieniu Chisow nadal oddychał, choć spadochron na jego plecach pozostał zamknięty. Po kilku minutach zaczął odzyskiwać przytomność.

Upadek spowodował jednak poważne obrażenia. Nawigator doznał urazu kręgosłupa i złamania miednicy. Trafił do szpitala polowego, gdzie przeszedł operację.

Powrót do służby

Mimo ciężkich obrażeń Chisow powrócił do służby wojskowej już po około trzech miesiącach leczenia. Nie wykonywał jednak kolejnych lotów bojowych. Został skierowany do szkolenia młodych nawigatorów.

Miał wówczas za sobą ponad 70 misji bojowych, a zdobyte na froncie doświadczenie mógł wykorzystywać w pracy instruktora.

O jego niezwykłym ocaleniu pisała radziecka prasa jeszcze w 1942 r. Historia lotnika, który przeżył upadek z wysokości kilku kilometrów bez otwartego spadochronu, szybko stała się sensacją.

Po wojnie Chisow rozpoczął studia w Akademii Wojskowo-Politycznej. Po przejściu do rezerwy pracował w Centralnym Domu Armii Radzieckiej.

Nie tylko Chisow

W czasie II wojny światowej zdarzyło się jeszcze kilka podobnych przypadków. Amerykański strzelec pokładowy Alan Magee przeżył upadek z samolotu nad Francją, przebijając szklany dach dworca kolejowego.

Z kolei brytyjski lotnik Nicholas Alkemade wyskoczył z płonącego bombowca Lancaster bez spadochronu. Przed śmiercią uratowały go gałęzie sosen oraz śnieg zalegający pod drzewami.

W każdym z tych przypadków decydujące znaczenie miało miejsce upadku. Chisow ocalał dzięki stromemu zboczu i grubej warstwie śniegu, które zamortyzowały uderzenie. Choć odniósł ciężkie obrażenia, przeżył upadek, który w zwykłych warunkach niemal na pewno zakończyłby się śmiercią.

Wybrane dla Ciebie