
Młodość w przedwojennym Sanoku
Stanisław Ryniak urodził się 21 listopada 1915 roku w Sanoku jako syn Andrzeja. Rodzina mieszkała w centrum miasta przy jednej z głównych ulic. Chłopiec uczęszczał do miejscowej szkoły podstawowej i wykazywał zdolności techniczne. Interesowały go budownictwo i architektura.
Naukę średnią kontynuował w prestiżowym Państwowym Gimnazjum im. Królowej Zofii w Sanoku. Program obejmował łacinę, grekę i języki nowożytne. Ryniak uczył się systematycznie, ale nie wyróżniał się szczególnymi osiągnięciami. W roku szkolnym 1930/1931 nauczyciele uznali go za nieuzdolnionego w III klasie.
Mimo trudności ukończył sześć klas gimnazjum starego typu. Maturę zdawał już w nowym systemie edukacyjnym. Zainteresowania techniczne skierowały go w stronę studiów budowlanych. Rodzice poparli jego wybór kariery zawodowej.
Nauka w jarosławskiej szkole budowlanej
Państwowa Szkoła Budowlana w Jarosławiu przyjęła Ryniaka w 1936 roku. Czteroletnią placówką kierował renomowany inżynier Tadeusz Andrzej Broniewski. Ryniak studiował z zapałem i osiągał dobre wyniki w przedmiotach zawodowych. Szczególnie interesowały go konstrukcje żelbetowe i projektowanie budynków mieszkalnych.
Wybuch wojny zastał go w IV klasie maturalnej roku szkolnego 1939/1940. Front niemiecki zmuszał uczniów do ewakuacji na wschód. Ryniak wycofywał się wraz z tysiącami cywilów przed nacierającymi wojskami Wehrmachtu. Przekroczenie Sanu oznaczało tymczasowe schronienie na terenach okupowanych przez Sowietów.
Powrót do Jarosławia nastąpił w październiku 1939 roku. Niemiecki okupant pozwolił na wznowienie nauki w szkole budowlanej wiosną 1940 roku. Ryniak zapisał się ponownie na czwarty rok i przygotowywał się do egzaminów maturalnych. Los chciał, że nigdy ich nie zdał.
Aresztowanie przez Gestapo
Konspiracyjna działalność uczniów jarosławskiej szkoły budowlanej nie uszła uwagi niemieckiej policji. Młodzi ludzie kolportowali ulotki podziemne i wykonywali szkice strategicznych obiektów. Wielu z nich należało do Związku Walki Zbrojnej i planowało dywersję przeciwko okupantowi. Gestapo przygotowywało obławę od kilku tygodni.
Akcja rozpoczęła się 6 maja 1940 roku w godzinach porannych. Niemcy otoczyli budynek szkoły i aresztowali wszystkich uczniów powyżej piętnastego roku życia. W operacji uczestniczył gestapowiec Franz Schmidt, który mieszkał w Jarosławiu przed wojną i znał lokalnych aktywistów. Funkcjonariusze szukali dowodów działalności konspiracyjnej.
Przesłuchania trwały kilka dni i odbywały się przy użyciu przemocy fizycznej. Niemcy próbowali wymusić zeznania obciążające innych uczniów i nauczycieli. Większość aresztowanych zwolniono po kilku dniach ze względu na brak konkretnych dowodów. Tylko trzech uczniów pozostało w areszcie.
Stanisław Ryniak znalazł się wśród zatrzymanych wraz z Wojciechem Bieleckim i Mieczysławem Ciepłym. Niemcy osadzili ich w więzieniu przy ulicy Dietziusa w Jarosławiu. Warunki były skrajnie trudne. Więźniowie spali na betonie i otrzymywali minimalne racje żywnościowe. Tortury psychiczne i fizyczne trwały bez przerwy.
Transport do obozu Auschwitz
Przewiezienie do Tarnowa nastąpiło 8 maja 1940 roku. Ryniak wraz z kolegami trafił do przepełnionego więzienia, gdzie przetrzymywano już setki polskich patriotów. Cele zapełniali żołnierze kampanii wrześniowej schwytani podczas próby przedostania się na Węgry. Przebywali tam także studenci, gimnazjaliści i członkowie organizacji niepodległościowych.
Niemcy przygotowywali pierwszy masowy transport do nowo tworzonego obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Lista obejmowała 728 polskich więźniów uznanych za szczególnie niebezpiecznych dla bezpieczeństwa III Rzeszy. Ryniak znalazł się na szczycie zestawienia prawdopodobnie ze względu na alfabetyczny układ nazwisk.
Transport ruszył z Tarnowa 14 czerwca 1940 roku w godzinach rannych. Więźniów zapakowano do wagonów bez okien i wentylacji. Podróż trwała kilkanaście godzin w nieludzkich warunkach. Niemcy nie pozwalali na załatwianie potrzeb fizjologicznych ani na picie wody. Niektórzy więźniowie zemdleli z wycieńczenia.
Pierwsze dni w obozie koncentracyjnym
Pociąg zatrzymał się na rampie kolejowej w Oświęcimiu po zmierzchu 14 czerwca 1940 roku. Niemcy otworzyli wagony i wypędzili więźniów na peron przy użyciu kijów i psów. Krzyki i wyzwiska w języku niemieckim wypełniły wieczorne powietrze. Strażnicy od razu dali do zrozumienia, że obóz nie będzie sanatorium.
Rejestracja odbywała się w głównym budynku administracyjnym. Każdy więzień otrzymał numer zgodnie z kolejnością na liście transportowej. Stanisław Ryniak usłyszał swoje nazwisko jako pierwszy i dostał numer 31. Niemcy wytatuowali mu cyfrę na lewym przedramieniu przy użyciu metalowych igieł. Ból był nie do zniesienia.
Numery od 1 do 30 były już zajęte przez niemieckich kryminalistów przywiezionych z obozu Sachsenhausen. Pełnili oni funkcje kapo i blokowych w nowo tworzonym obozie. Ryniak nie rozumiał jeszcze znaczenia niskiego numeru, ale szybko się przekonał, że ma to fundamentalne znaczenie dla przetrwania.
Więźniom wydano pasiaste uniformy i drewniane chodaki. Przydzielono im miejsca w barakach bez materacy i koców. Pierwszy obozowy posiłek składał się z cienkiej zupy z brukwi i kawałka czarnego chleba. Głód stał się stałym towarzyszem codzienności.
Życie i praca w obozie
Ryniak otrzymał przydział do komanda Neubau zajmującego się budową infrastruktury obozowej. Jego kwalifikacje zawodowe okazały się zbawienne w warunkach obozowych. Praca przy konstrukcji baraków, dróg i ogrodzeń była ciężka, ale mniej wyniszczająca niż w innych komandach. Niemcy doceniali jego umiejętności techniczne.
Codzienność zaczynała się apelem o świcie. Więźniowie stali w szeregach przez godziny niezależnie od pogody. Strażnicy liczyli ich wielokrotnie i karali za najmniejsze uchybienia. Po apelu następowała marszruta do miejsca pracy w rytm niemieckich marszów wojskowych. Powrót do obozu odbywał się wieczorem po dwunastogodzinnej pracy.
Blok 28 stał się domem Ryniaka na kolejne lata. Dzielił pryczę z innymi więźniami w przepełnionym baraku. Warunki sanitarne były dramatyczne. Wszechobecne były wszy, pluskwy i szczury. Choroby zakaźne rozprzestrzeniały się błyskawicznie. Słaba żywność i przemęczenie osłabiały organizm.
Niski numer obozowy zyskał z czasem symboliczne znaczenie. Strażnicy i współwięźniowie traktowali posiadaczy starych numerów z większym szacunkiem. Ryniak zyskał dostęp do lepszych funkcji obozowych i lżejszej pracy. To prawdopodobnie uratowało mu życie w najkrytyczniejszych momentach.
Świadek obozowych okrucieństw
Ryniak obserwował przez lata wszystkie aspekty obozowej gehenny. Był świadkiem masowych egzekucji. Widział selekcje do komór gazowych i transport ciał do krematorium.
Szczególnie bolesna była tragedia Edka Galińskiego, kolegi z pierwszego transportu. Młody mężczyzna zakochał się w żydowskiej więźniarce Mali Zimetbaum i podjął z nią próbę ucieczki z obozu. Para została schwytana po kilku dniach wolności. Niemcy zamordowali ich publicznie jako przestrogę dla innych więźniów.
Apele karne organizowane po każdej ucieczce trwały całe noce. Więźniowie stali na placu niezależnie od pogody do momentu odnalezienia uciekinierów lub ich zwłok. Pierwszy taki apel zarządzono po ucieczce Tadeusza Wiejowskiego z Kołaczyc w lipcu 1940 roku. Trwał dwadzieścia godzin i pochłonął życie kilkunastu osób.
Przeniesienie do podobozu
Transport karny do podobozu Leitmeritz nastąpił 28 października 1944 roku. Ryniak wraz z grupą innych więźniów został wywieziony z Auschwitz po ponad czterech latach pobytu. Powody przeniesienia pozostały niewyjaśnione. Prawdopodobnie chodziło o wykorzystanie jego umiejętności budowlanych w nowym projekcie zbrojeniowym.
Litomierzyce w północnych Czechach znajdowały się w pobliżu granicy niemieckiej. Podobóz KL Flossenbürg mieścił się w starych austriackich fortyfikacjach. Więźniowie pracowali w podziemnych kamieniołomach wydobywając kamień dla przemysłu wojennego. Warunki pracy były jeszcze gorsze niż w Auschwitz.
Ryniak otrzymał nowy numer obozowy 37704. Musiał przystosować się do innej organizacji obozu i nowych współwięźniów. Niemcy wykorzystywali więźniów do budowy podziemnych fabryk uzbrojenia ukrytych przed nalotami alianckimi. Praca w kamieniołomach była szczególnie niebezpieczna.
Wyzwolenie nastąpiło 8 maja 1945 roku, gdy Niemcy opuścili obóz bez walki. Ryniak odzyskał wolność dokładnie pięć lat i trzy dni po pierwszym aresztowaniu w Jarosławiu. Czerwona Armia dotarła do Litomierzyc tego samego dnia. Wojna w Europie oficjalnie zakończyła się kapitulacją III Rzeszy.
Powrót do Polski i studia architektoniczne
Droga powrotna do Polski prowadziła przez czeską Pragę. Ryniak dotarł do Sanoka 6 czerwca 1945 roku po miesiącu podróży. Rodzinne miasto zostało zniszczone podczas działań wojennych. Magistrat zatrudnił go przy odbudowie infrastruktury miejskiej. Jego doświadczenie budowlane okazało się bardzo przydatne.
Członkostwo w Związku byłych Więźniów Ideowo-Politycznych otrzymał już 7 października 1945 roku. Organizacja zrzeszała ocalałych z obozów koncentracyjnych i więzień niemieckich. Ryniak angażował się w upamiętnianie ofiar wojny i edukację społeczeństwa. Zaprojektował Mauzoleum Ofiar II Wojny Światowej na sanockim cmentarzu.
Studia architektury rozpoczął na Politechnice Wrocławskiej w 1947 roku. Uczelnia przyjęła go bez egzaminów wstępnych ze względu na status byłego więźnia obozów koncentracyjnych. Tytuł magistra inżyniera architekta otrzymał po ukończeniu pięcioletnich studiów. Był jednym z nielicznych ocalałych, którzy zdobyli wyższe wykształcenie.
Wrocław stał się jego drugim domem na kolejne dziesięciolecia. Uczestniczył w odbudowie zniszczonego miasta jako pracownik różnych przedsiębiorstw budowlanych. Kariera zawodowa rozwijała się pomyślnie do momentu, gdy odmówił wstąpienia do PZPR. Władze komunistyczne zwolniły go z kierowniczego stanowiska za niesubordynację polityczną.
Stanisław Ryniak zmarł 13 lutego 2004 roku we Wrocławiu w wieku 88 lat. Do końca życia wspierał działalność Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau. Pozostawił unikalne świadectwo o pierwszych miesiącach funkcjonowania najsłynniejszego obozu koncentracyjnego w historii. Jego numer 31 zapisał się w annałach Holokaustu na zawsze.
O autorze: Mariusz Samp
Doktor historii, pisarz i publicysta. Autor kilkunastu książek popularnonaukowych z zakresu historii. Jego najnowsze książki to: 1) Pierwszy rozbiór Polski 1031, 2) Szach-mat: Jak umierali władcy Rosji oraz 3) Polska i Ruś Kijowska.
