"Szczęki". Tak Spielberg kręcił legendarny film

Mechaniczny rekin miał być jedną z największych atrakcji "Szczęk". Na planie szybko okazało się jednak, że ogromna maszyna źle znosi pracę w morskiej wodzie i regularnie odmawia posłuszeństwa. Steven Spielberg musiał więc ograniczyć liczbę scen, w których potwór pojawiał się przed kamerą. Paradoksalnie właśnie to pomogło mu zbudować napięcie, z którego film zasłynął.

Plakat filmu "Szczęki"Plakat filmu "Szczęki"
Źródło zdjęć: © Domena publiczna

Mechaniczny rekin

"Szczęki" powstały na podstawie powieści Petera Benchleya. Spielberg potrzebował więc rekina, który wyglądałby przekonująco i którego można byłoby wykorzystać w różnych scenach.

Przygotowano kilka dużych modeli mechanicznych. Każdy służył do nieco innych ujęć, a ekipa nadała rekinowi imię Bruce.

Problem pojawił się podczas zdjęć na Martha’s Vineyard. Spielberg zdecydował się kręcić wiele scen na otwartym morzu, gdzie ekipa nie miała takiej kontroli nad warunkami jak w studiu.

Słona woda szkodziła mechanizmom. Rekin zacinał się, przestawał się poruszać albo wymagał kolejnych napraw. Gdy działał prawidłowo, ekipa starała się wykorzystać każdą chwilę i jak najszybciej nakręcić potrzebne ujęcia.

Zmiana sposobu opowiadania

Awaryjny model nie został całkowicie usunięty z filmu. Rekina widać wyraźnie, zwłaszcza w późniejszych scenach.

Spielberg nie mógł jednak pokazywać go tak często, jak początkowo planował. Zamiast czekać bez końca na naprawy, zaczął budować kolejne sceny tak, aby obecność rekina była wyczuwalna nawet wtedy, gdy sam potwór pozostawał poza kadrem.

Kamera obserwowała więc wodę, reakcje bohaterów albo przedmioty zdradzające, że drapieżnik znajduje się gdzieś w pobliżu.

Szczególnie dobrze sprawdziły się żółte beczki przyczepione do rekina podczas polowania. Poruszały się po powierzchni, podczas gdy sam rekin pozostawał pod wodą. Widz mógł śledzić jego ruch, choć nie widział całego zwierzęcia.

Zagrożenie i rekin

Ogromne znaczenie miała również muzyka Johna Williamsa. Charakterystyczny motyw zapowiadał atak, zanim na ekranie pojawiało się cokolwiek niepokojącego.

Dzięki temu widz nie musiał oglądać rekina, żeby wiedzieć, że jest blisko.

W pierwszej części filmu potwór długo pozostaje więc niemal niewidoczny. Spielberg pokazuje skutki jego obecności, reakcje ludzi i niepokojącą taflę morza. To wystarcza, by wzbudzić strach.

Napięcie bierze się przede wszystkim z oczekiwania. Wiadomo, że rekin może zaatakować, ale nie wiadomo dokładnie kiedy ani z której strony.

Kłopot na planie

Awarie Bruce’a były dla ekipy poważnym problemem. Powodowały opóźnienia i zmuszały Spielberga do zmiany wcześniej przygotowanych planów.

Reżyser potrafił jednak wykorzystać te ograniczenia. Zamiast opierać kolejne sceny na widoku mechanicznego rekina, coraz częściej sugerował jego obecność.

Po latach sam przyznawał, że gdyby model działał bez zarzutu, prawdopodobnie pokazałby drapieżnika znacznie wcześniej i znacznie częściej.

Wtedy "Szczęki" mogłyby wyglądać zupełnie inaczej.

Film wszedł do kin w 1975 roku i odniósł ogromny sukces. Mechaniczny rekin ostatecznie pojawił się na ekranie, ale jego ciągłe awarie sprawiły, że Spielberg musiał nauczyć się straszyć widza także bez niego. I właśnie te sceny należą dziś do najbardziej charakterystycznych fragmentów filmu.

Wybrane dla Ciebie