Pierwszy aparat
Steven Sasson dostał zadanie sprawdzenia, czy nowy czujnik CCD można wykorzystać do rejestrowania zdjęć bez filmu fotograficznego.
Pod koniec 1975 roku zbudował działający prototyp. Urządzenie było duże i ciężkie, rejestrowało czarno-białe zdjęcia o rozdzielczości zaledwie 0,01 megapiksela i zapisywało obraz w postaci cyfrowej.
Nie był to jeszcze aparat, który można było wprowadzić do masowej sprzedaży. Pokazywał jednak, że fotografowanie bez filmu jest możliwe. Kodak opatentował rozwiązanie w 1978 roku.
Cyfrowe zdjęcia
W tamtym czasie Kodak świetnie zarabiał na fotografii tradycyjnej. Klient kupował film, później płacił za jego wywołanie, a następnie zamawiał odbitki.
Każde zrobione zdjęcie napędzało więc kolejne zakupy.
Fotografia cyfrowa zmieniała ten model całkowicie. Nie wymagała filmu ani jego wywoływania, a zdjęcia można było przechowywać bez drukowania.
Dla Kodaka oznaczało to problem znacznie większy niż pojawienie się nowego rodzaju aparatu. Nowa technologia odbierała sens części produktów, na których firma od lat osiągała wysokie marże.
Złożona historia
Popularna wersja tej historii mówi, że kierownictwo firmy zignorowało aparat Sassona i postanowiło bronić starego biznesu. Rzeczywistość była bardziej złożona.
Kodak nadal rozwijał fotografię cyfrową. W 1986 roku opracował czujnik o rozdzielczości jednego megapiksela, kilka lat później wprowadził cyfrowy system dla fotoreporterów, a w połowie lat 90. zaczął sprzedawać aparaty przeznaczone dla zwykłych klientów.
Firma rozwijała też serię EasyShare, Photo CD, kioski fotograficzne i drukarki.
Nie brakowało jej ani patentów, ani inżynierów, ani własnych produktów cyfrowych.
Nowy problem
Kodak długo próbował połączyć fotografię cyfrową ze światem, na którym znał się najlepiej.
Kioski, drukarki i inne usługi miały sprawić, że użytkownicy nadal będą wykonywać odbitki. Firma chciała więc rozwijać nowe technologie, a jednocześnie zachować część dawnego sposobu zarabiania.
To nie było łatwe. W fotografii tradycyjnej klient regularnie kupował film i płacił za wywoływanie zdjęć. W świecie cyfrowym najważniejszym produktem stawał się sam aparat, a konkurencja między producentami była znacznie większa.
Kodak musiał więc znaleźć nowe źródła zysków w chwili, gdy jego najbardziej dochodowy model biznesowy stopniowo tracił znaczenie.
Koniec
Firma przez wiele lat próbowała się dostosować. Inwestowała w nowe produkty, przejmowała przedsiębiorstwa i rozwijała działalność cyfrową.
Nie zdołała jednak odtworzyć pozycji, jaką wcześniej dawał jej rynek filmu fotograficznego.
W styczniu 2012 roku Kodak wystąpił w Stanach Zjednoczonych o ochronę przed wierzycielami w ramach Chapter 11. Nie oznaczało to natychmiastowego końca przedsiębiorstwa, lecz rozpoczęcie sądowej restrukturyzacji.
Co ciekawe, rok wcześniej około 75 proc. przychodów firmy pochodziło już z działalności cyfrowej. Sama obecność na nowym rynku nie wystarczyła więc, aby uratować dawny model biznesowy.
Kodak nie upadł dlatego, że nie zauważył fotografii cyfrowej. Był jednym z jej pionierów. Problem polegał na tym, że nowa technologia niszczyła rynek, na którym firma przez dziesięciolecia zarabiała najlepiej, a Kodak nie znalazł na czas równie dochodowego sposobu działania w cyfrowym świecie.