Poszukiwania znajomego
13 grudnia 1931 roku Churchill wybierał się do Bernarda Barucha, amerykańskiego finansisty i swojego znajomego. Znał jego dom z wcześniejszych wizyt, ale nie pamiętał dokładnego adresu.
Wsiadł do taksówki i próbował rozpoznać budynek podczas jazdy. Kierowca przejechał jednak właściwą okolicę, więc zawrócili i rozpoczęli poszukiwania od nowa.
Churchill zaczął się niecierpliwić. W końcu polecił kierowcy zatrzymać samochód przy Central Parku. Postanowił przejść przez Piątą Aleję i samemu zapytać o właściwy adres.
Niewłaściwa strona
Po wyjściu z taksówki Churchill wszedł na jezdnię.
Jak sam później tłumaczył, zaszkodziło mu przyzwyczajenie do brytyjskiego ruchu lewostronnego. Odruchowo skupił uwagę na niewłaściwej stronie ulicy i zbyt późno zauważył nadjeżdżający samochód.
Kierowca próbował zahamować, ale nie zdołał uniknąć zderzenia.
Churchill nie obwiniał go później o wypadek. Przeciwnie, przyznał, że samochód poruszał się prawidłowo, a on sam wszedł pod jego koła.
Churchill w szpitalu
Potrącenie było poważne. Churchill doznał obrażeń głowy i innych urazów, a po wypadku przewieziono go do szpitala Lenox Hill.
W swojej późniejszej relacji wspominał silny ból i obawę, że mógł doznać poważnego urazu kręgosłupa.
Mimo tego niemal od razu myślał także o zaplanowanym na następny dzień wykładzie. Zastanawiał się, co zrobi jego agent, skoro występ będzie musiał zostać odwołany.
Policji powiedział natomiast wyraźnie, że nie zamierza wnosić żadnych oskarżeń przeciwko kierowcy.
Adres w notesie
Po wypadku okazało się, że całych poszukiwań można było uniknąć.
Churchill zajrzał do notesu przygotowanego przed podróżą przez swoją sekretarkę. Był w nim zapisany zarówno adres Barucha, jak i jego prywatny numer telefonu.
Informację, której bezskutecznie szukał, miał więc przy sobie.
Gdy Baruch odwiedził go później w szpitalu, Churchill zapytał jeszcze o numer jego domu. Było to 1055 Piąta Aleja. W chwili wypadku znajdował się kilka przecznic od celu.
Churchill opisał całe zdarzenie w artykule opublikowanym kilka tygodni później. Dzięki temu wiadomo, że do wypadku doprowadził nie jeden niezwykły zbieg okoliczności, lecz seria bardzo zwyczajnych decyzji: zapomniany adres, długie poszukiwania i odruch wyniesiony z brytyjskich ulic.