Wysadzili statek Greenpeace. Trop prowadził do Francji

10 lipca 1985 roku w porcie Auckland eksplodowały dwa ładunki podłożone pod kadłub statku Greenpeace "Rainbow Warrior". Jednostka zatonęła, a fotograf Fernando Pereira zginął po powrocie pod pokład. Za zamachem stał francuski wywiad DGSE, który chciał uniemożliwić ekologom protest przeciw próbom jądrowym na Pacyfiku. Operacja wywołała kryzys w stosunkach między Francją a Nową Zelandią.

„Rainbow Warrior” w porcie Auckland w 1985 roku.„Rainbow Warrior” w porcie Auckland w 1985 roku.
Źródło zdjęć: © Wikimedia Commons 4.0 | Ot Auckland, NZ.

Statek przygotowuje się do protestu

"Rainbow Warrior" uczestniczył w kampaniach Greenpeace przeciw francuskim próbom nuklearnym w rejonie atolu Moruroa, znanego również jako Mururoa. Latem 1985 roku przygotowywał się do kolejnej akcji. Przed planowanym wypłynięciem zatrzymał się przy nabrzeżu Marsden Wharf w Auckland.

Francuska Dyrekcja Generalna Bezpieczeństwa Zewnętrznego, czyli DGSE, zaplanowała uszkodzenie statku jeszcze podczas postoju. Agenci działali pod przybranymi nazwiskami, korzystając z przygotowanego zaplecza transportowego i pomocy współpracowników.

Operację przeprowadzano na terytorium Nowej Zelandii, państwa utrzymującego przyjazne stosunki z Francją. Nie miała ona związku z konfliktem zbrojnym między oboma krajami. Francuskie służby zamierzały potajemnie wyeliminować z planowanej akcji cywilną jednostkę organizacji ekologicznej.

Dwa wybuchy

Nurkowie umieścili pod kadłubem "Rainbow Warrior" dwa ładunki wybuchowe. Zdetonowano je późnym wieczorem 10 lipca, w odstępie kilku minut. Pierwsza eksplozja rozdarła poszycie, a do wnętrza jednostki zaczęła gwałtownie wlewać się woda.

Załoga przystąpiła do opuszczania statku. Fernando Pereira, fotograf portugalskiego pochodzenia dokumentujący działalność Greenpeace, wrócił jednak do swojej kabiny po sprzęt fotograficzny. Gdy przebywał pod pokładem, nastąpił drugi wybuch.

Pereira nie zdołał wydostać się z zalewanego wnętrza i utonął. Pozostałym osobom udało się opuścić jednostkę, która wkrótce osiadła na dnie portu.

Nowozelandzka policja rozpoczęła dochodzenie. Pomogli świadkowie, którzy wcześniej zauważyli podejrzane zachowanie osób działających w rejonie portu. Szczególnie ważny okazał się zapisany numer rejestracyjny samochodu, pozwalający powiązać podejrzanych z wynajętym pojazdem kempingowym.

Szwajcarska para

W trakcie śledztwa zainteresowanie policji wzbudziła para przedstawiająca się jako Alain i Sophie Turenge, szwajcarscy turyści podróżujący po Nowej Zelandii. Posługiwali się jednak fałszywymi danymi. Naprawdę byli to Alain Mafart i Dominique Prieur, funkcjonariusze francuskiej DGSE.

12 lipca zatrzymano ich podczas próby zwrotu samochodu do wypożyczalni. Analiza ich dokumentów, tras przemieszczania się i powiązań ujawniła, że uczestniczyli w większej operacji wywiadowczej. Nie byli jedynymi osobami zaangażowanymi w zamach, lecz to oni stanęli przed nowozelandzkim sądem.

Początkowo władze Francji zaprzeczały oskarżeniom o udział swoich służb w zatopieniu statku. Dopiero 22 września 1985 roku premier Laurent Fabius przyznał publicznie, że "Rainbow Warrior" zniszczyli agenci DGSE wykonujący rozkaz.

W listopadzie Mafart i Prieur przyznali się do zarzutów dotyczących spowodowania śmierci Pereiry oraz umyślnego uszkodzenia statku. Oboje otrzymali wyroki po dziesięć lat pozbawienia wolności.

Wyrok i późniejszy układ

Francja dążyła do odzyskania swoich funkcjonariuszy, a ich uwięzienie pogłębiało konflikt dyplomatyczny. Spór dotyczył również odpowiedzialności za zamach i naruszenie nowozelandzkiej suwerenności.

W 1986 roku, przy udziale sekretarza generalnego ONZ, wypracowano porozumienie między oboma państwami. Francja zobowiązała się do przeprosin i wypłaty odszkodowania Nowej Zelandii. Uzgodniono też warunki przekazania skazanych francuskim władzom.

Mafart i Prieur mieli spędzić trzy lata w odosobnieniu na atolu Hao w Polinezji Francuskiej. Żadne z nich nie pozostało tam jednak przez cały uzgodniony okres. Mafart wrócił do Francji w 1987 roku, a Prieur rok później, wywołując kolejny spór dyplomatyczny.

Zatopiony statek podniesiono z portowego dna, ale nie przywrócono go do służby. W grudniu 1987 roku "Rainbow Warrior" został ponownie zatopiony, tym razem celowo, w rejonie Matauri Bay na północy Nowej Zelandii.

Nad zatoką powstał pomnik upamiętniający jednostkę i wydarzenia z lipca 1985 roku.

Wybrane dla Ciebie