Zabili dwóch oficerów USA. Amerykanie wrócili z bombowcami

Dwóch amerykańskich oficerów zginęło podczas prac przy zwykłej topoli w strefie zdemilitaryzowanej między Koreami. 18 sierpnia 1976 roku północnokoreańscy żołnierze zaatakowali ludzi nadzorujących przycinanie gałęzi. Trzy dni później Amerykanie i Koreańczycy z Południa wrócili, aby ściąć całe drzewo, a ekipę saperów osłaniały m.in. samoloty bojowe i bombowce B-52.

Zachowany fragment topoli z incydentu w Panmundżomie. Fotografia z 2013 r.Zachowany fragment topoli z incydentu w Panmundżomie. Fotografia z 2013 r.
Źródło zdjęć: © Wikimedia Commons 2.0 | istolethetv

Topola między posterunkami

Panmundżom było miejscem wojskowych kontaktów między stronami rozejmu zawartego w 1953 roku. W obrębie strefy zdemilitaryzowanej znajdował się tam wspólny obszar bezpieczeństwa, nazywany JSA. Służbę pełnili w nim żołnierze obu stron koreańskiego konfliktu.

Jedna z topól rosnących w pobliżu Mostu Bez Powrotu zaczęła utrudniać obserwację terenu. Jej gałęzie zasłaniały widok pomiędzy posterunkami Dowództwa Narodów Zjednoczonych, znanego jako UNC.

Zaplanowano więc ich przycięcie, aby strażnicy mogli lepiej widzieć sąsiedni posterunek.

18 sierpnia do drzewa przybyli pracownicy wraz z wojskową eskortą. Wśród żołnierzy byli kapitan Arthur Bonifas i porucznik Mark Barrett. Podczas robót pojawili się wojskowi z Korei Północnej, zażądali przerwania prac i sprowadzili kolejnych ludzi.

Atak i decyzja o powrocie

Spór szybko przerodził się w brutalną napaść. Północnokoreańscy żołnierze zaatakowali Amerykanów, używając m.in. siekier. Bonifas i Barrett zginęli, a lokalny incydent stał się poważnym kryzysem między państwami stojącymi po przeciwnych stronach linii rozejmu.

Amerykańskie dowództwo uznało, że po zabójstwie oficerów nie może wycofać się z planowanych prac. Zmieniono jednak ich cel. Zamiast przyciąć gałęzie, postanowiono usunąć całą topolę.

Nową operację nazwano Paul Bunyan. Samo zadanie pozostawało proste, ale jego zabezpieczenie miało pokazać, że kolejny atak spotka się z natychmiastową reakcją.

Amerykanie musieli przy tym uważać, aby demonstracja siły nie doprowadziła do wybuchu szerszej wojny.

Po incydencie gotowość wojsk amerykańskich podniesiono do poziomu DEFCON 3. W region skierowano dodatkowe samoloty F-4 i F-111. Przygotowania obejmowały znacznie większe siły niż te, które były potrzebne do samego ścięcia drzewa.

Czterdzieści dwie minuty pod ochroną

21 sierpnia do topoli przybyli amerykańscy saperzy z 2. Batalionu Inżynieryjnego 2. Dywizji Piechoty. Osłaniali ich żołnierze ochrony oraz południowokoreańskie siły specjalne. W gotowości pozostawały także kolejne oddziały.

Nad rejonem operacji miały działać śmigłowce i samoloty myśliwskie, a w demonstracji uczestniczyły bombowce B-52. Przygotowano również artylerię i siły związane z zespołem lotniskowca. Rozmiary zabezpieczenia miały zniechęcić przeciwnika do podjęcia walki.

Według relacji US Army saperzy wykonali zadanie w 42 minuty. Północnokoreańscy żołnierze obserwowali prace, ale nie próbowali ponownie ich przerwać. Drzewo ścięto bez kolejnej wymiany ciosów i strzałów.

Spór o to, co zrobić później

Waszyngton uznał, że wykonanie zadania wystarczająco wyraźnie pokazało gotowość do obrony Korei Południowej.

Nie wszyscy sojusznicy oceniali jednak sytuację tak samo. Prezydent Park Chung-hee był niezadowolony z amerykańskiej reakcji na zabójstwo oficerów.

W depeszy z 27 sierpnia sekretarz stanu Henry Kissinger polecił ambasadorowi odpowiedzieć na zastrzeżenia Parka. Przypominał o podniesieniu gotowości, skierowaniu dodatkowych samolotów i lotach B-52. Podkreślał również, że podczas wycinki strona północnokoreańska nie stawiała oporu.

Amerykanie nie chcieli podejmować kolejnych działań zbrojnych bez nowej prowokacji. Obawiali się, że dalsza eskalacja mogłaby osłabić międzynarodowe poparcie dla ich stanowiska. Dodatkowe siły planowano wycofywać stopniowo, obserwując zachowanie Korei Północnej i konsultując decyzje z Seulem.

Pamięć o zabitych oficerach utrwalono w nazwach wojskowych obiektów. Położony w pobliżu strefy obóz otrzymał nazwę Camp Bonifas, a jeden z ośrodków gotowości nazwano na cześć Marka Barretta.

Wybrane dla Ciebie