Zbrodnia w Amritsarze. Sprawca nigdy nie stanął przed sądem

Ślady po kulach na murze w Jallianwala Bagh w Amritsarze. Fotografia z 2019 roku.Ślady po kulach na murze w Jallianwala Bagh w Amritsarze. Fotografia z 2019 roku.
Źródło zdjęć: © Wikimedia Commons 4.0 | Harvinder Chandigarh

13 kwietnia 1919 roku brytyjscy żołnierze wkroczyli na teren Jallianwala Bagh w indyjskim Amritsarze i otworzyli ogień do zgromadzonego tłumu. Dowodzący nimi Reginald Dyer nie nakazał ludziom rozejść się ani nie dał im czasu na ucieczkę. Przez około dziesięć minut trwał ostrzał, podczas którego zginęły setki osób. Otoczony zabudowaniami plac okazał się pułapką dla uczestników zgromadzenia.

Napięcie po zakończeniu wojny

Podczas I wojny światowej Indie dostarczały Imperium Brytyjskiemu żołnierzy i surowców. Po zakończeniu walk wielu mieszkańców oczekiwało rozszerzenia praw politycznych i ograniczenia kolonialnych represji. Brytyjskie władze nie zamierzały jednak rezygnować z nadzwyczajnych środków kontroli.

Uchwalony w 1919 roku Rowlatt Act pozwalał przetrzymywać osoby podejrzane o działalność wywrotową bez zwykłego postępowania sądowego. Przepisy wywołały protesty w różnych częściach kraju. Mahatma Gandhi wezwał do hartalu, czyli ogólnokrajowego wstrzymania pracy.

W Amritsarze sytuacja zaostrzyła się po aresztowaniu miejscowych działaczy politycznych. 10 kwietnia doszło do starć, podczas których wojsko strzelało do mieszkańców. W późniejszych zamieszkach zabito kilku Europejczyków, a brytyjska misjonarka Marcella Sherwood została dotkliwie pobita, lecz przeżyła.

Władze uznały, że miasto wymyka się spod kontroli. Dowodzenie przejął Reginald Dyer, który wprowadził zakaz większych zgromadzeń.

Nie wszyscy mieszkańcy i przyjezdni dowiedzieli się o nowym ograniczeniu.

Tłum w Jallianwala Bagh

13 kwietnia obchodzono święto Baisakhi, przyciągające do Amritsaru licznych pielgrzymów. W Jallianwala Bagh zebrali się uczestnicy pokojowego protestu, ale także ludzie przebywający w mieście z powodów religijnych i świątecznych.

Plac był otoczony murami i zabudowaniami. Prowadziło do niego kilka wąskich przejść, które nie wystarczały do szybkiego opuszczenia terenu przez wielotysięczny tłum.

Dyer przybył z oddziałem liczącym około pięćdziesięciu uzbrojonych żołnierzy i natychmiast polecił strzelać. Nie poprzedził ataku ostrzeżeniem. Ogień kierowano również ku wyjściom, gdzie przerażeni ludzie próbowali wydostać się z zamkniętej przestrzeni.

Żołnierze strzelali przez mniej więcej dziesięć minut, zużywając około 1650 nabojów. W tłumie wybuchła panika. Ludzie padali pod kulami, a w zatłoczonych przejściach dochodziło do tratowania uciekających.

Zabici, ranni i zeznania

Oficjalny brytyjski bilans wynosił 379 zabitych i ponad tysiąc rannych. Indyjscy uczestnicy dochodzeń oraz świadkowie kwestionowali te liczby, wskazując na większą skalę tragedii. Pełnej liczby ofiar nie udało się ustalić.

Relacje ocalałych opisywały strzelanie do osób leżących na ziemi oraz trudności z udzieleniem pomocy po zakończeniu ostrzału. Ranni pozostawali na placu, podczas gdy ich bliscy próbowali dowiedzieć się, co się z nimi stało.

Brytyjski rząd powołał komisję pod przewodnictwem lorda Huntera. Jej materiały, opublikowane w 1920 roku, zawierały m.in. zeznania Dyera. Oficer nie przedstawiał otwarcia ognia jako koniecznej odpowiedzi na atak tłumu. Tłumaczył je potrzebą ukarania uczestników za samo zgromadzenie się i przywrócenia posłuchu wobec władz.

Przyznał również, że nie zastanawiał się, czy ludzie na placu wiedzieli o zakazie. Zeznał, że gdyby wejście było szersze, wprowadziłby do Jallianwala Bagh samochody pancerne i użył ich uzbrojenia. Pojazdy pozostały na zewnątrz, ponieważ nie mogły przejechać przez wąskie przejście.

Spór o odpowiedzialność

Wiadomości o zabijaniu cywilów wywołały oburzenie w Indiach i wzmocniły ruch sprzeciwiający się brytyjskiemu panowaniu. Działania Dyera stały się również przedmiotem ostrego sporu w samej Wielkiej Brytanii.

Winston Churchill należał do polityków potępiających masakrę. Generał miał jednak także wpływowych obrońców, którzy przedstawiali jego rozkaz jako konieczny środek przeciw kolonialnym zamieszkom.

Konserwatywny dziennik "Morning Post" rozpoczął zbiórkę pieniędzy dla Dyera. Jego zwolennicy przekonywali, że powstrzymał większe wystąpienie i ocalił brytyjskie rządy w Indiach.

Dyera odsunięto od dowodzenia, a w lipcu 1920 roku przeszedł na emeryturę. Nie postawiono go przed sądem za masakrę. Po powrocie do Wielkiej Brytanii otrzymał około 26 tysięcy funtów zebranych w publicznej zbiórce.

Wybrane dla Ciebie