
O 17:00 pierwszego sierpnia 1944 roku tysiące warszawiaków ruszyło do walki. Ten moment, nazwany „Godziną W”, rozpoczął Powstanie Warszawskie. Po miesiącach tajnych przygotowań i oczekiwania na szansę wyrzucenia Niemców ze stolicy, nadszedł czas działania. Decyzja podjęta zaledwie dobę wcześniej przez dowództwo polskiego podziemia zapoczątkowała serię wydarzeń, które na zawsze przekształciły Warszawę.
Kluczowe narady przed podjęciem decyzji
W podziemnej kwaterze przy Pańskiej 67 trwały gorączkowe obrady, które zadecydowały o losie Warszawy. Popołudnie 31 lipca 1944 roku zgromadziło w tym miejscu czołowych przedstawicieli polskiego państwa podziemnego. Generał Tadeusz Komorowski „Bór”, stojący na czele Armii Krajowej, zasiadł do rozmów z najważniejszymi osobami w dowództwie. Obok niego znajdowali się generał Tadeusz Pełczyński „Grzegorz” jako szef sztabu, generał Leopold Okulicki „Kobra” odpowiedzialny za operacje oraz Jan Stanisław Jankowski pełniący funkcję delegata rządu londyńskiego.
Około 17:00 do sztabu dotarł pułkownik Antoni Chruściel „Monter”, dowodzący warszawskim okręgiem AK. Przyniósł wiadomość, która przeważyła szalę. Według jego informacji sowieckie czołgi przerwały niemiecką obronę na przedpolach prawobrzeżnej Warszawy.
„Monter” twierdził, że radzieckie jednostki pancerne wdarły się już na praskie przedmieście, rozbijając niemieckie pozycje. Przekonywał zebranych, że trzeba działać natychmiast, zanim będzie za późno. Ta informacja, która później okazała się błędna, stała się decydującym argumentem dla rozpoczęcia powstania.
Kwadrans przed 18:00 generał „Bór” podjął ostateczną decyzję. Ustnie rozkazał rozpocząć akcję „Burza” w Warszawie następnego dnia o 17:00. Wszyscy obecni, włącznie z delegatem Jankowskim mającym pełnomocnictwa rządu londyńskiego, zgodzili się z tą decyzją.
Już około 19:00 tego samego wieczoru łączniczki AK ruszyły z rozkazami do wszystkich jednostek warszawskiego okręgu, informując o czasie rozpoczęcia walk.
Chaos pierwszych godzin walki
Choć sztab wyznaczył godzinę „W” na 17:00, rzeczywistość potoczyła się własnym torem. Na Żoliborzu już około 14:00 doszło do pierwszych potyczek. Powstańcy nie mogli dłużej ukrywać swoich przygotowań i zostali zmuszeni do otwarcia ognia.
W dzielnicach Wola i Śródmieście Północne walki rozpoczęły się około 16:00, na godzinę przed oficjalnym sygnałem. Napięcie wśród żołnierzy AK było tak wielkie, że niemożliwe okazało się utrzymanie pełnej tajemnicy operacji obejmującej dziesiątki tysięcy ludzi.
Niemcy zorientowali się w sytuacji wcześniej, niż zakładali Polacy. O 16:00 Oberführer SS Paul Otto Geibel, dowódca SS i policji w warszawskim dystrykcie, otrzymał meldunek o wybuchu walk i natychmiast postawił w stan alarmu wszystkie podległe jednostki.
Pół godziny później generał Reiner Stahel, niemiecki komendant wojskowy Warszawy, zarządził mobilizację całego garnizonu. Zaskoczenie, na które tak liczyli powstańcy, zostało w dużej mierze zaprzepaszczone.
Gdy wybiła 17:00, do walki ruszyło około 40 tysięcy żołnierzy AK, wśród nich kilka tysięcy kobiet. Problem stanowił dramatyczny brak broni. Zaledwie jeden na dziesięciu powstańców miał jakąkolwiek broń palną.
Arsenał powstańczy przedstawiał się skromnie: 1700 pistoletów, tysiąc karabinów, 300 pistoletów maszynowych, 60 ręcznych karabinów maszynowych, siedem ciężkich karabinów maszynowych i 25 tysięcy granatów. Większość walczących musiała liczyć na zdobycie broni w boju. Ta fatalna dysproporcja w uzbrojeniu ciążyła nad całym powstaniem od pierwszych chwil.
Początkowe zwycięstwa i entuzjazm
Pierwsze godziny walk przyniosły zaskakujące sukcesy, które rozbudziły nadzieję warszawiaków. Powstańcy działający w Śródmieściu, na Powiślu i Starym Mieście zdołali opanować szereg ważnych obiektów. Wielkim osiągnięciem było zajęcie gmachu Poczty Głównej przy placu Napoleona, kluczowego węzła komunikacyjnego okupantów.
Największe wrażenie zrobiło zdobycie Prudentialu, najwyższego budynku przedwojennej Warszawy. Żołnierze batalionu „Kiliński” już w pierwszych godzinach walk zawiesili na jego szczycie biało-czerwoną flagę. Powiewający sztandar był widoczny z odległych dzielnic miasta, podnosząc morale walczących i cywilów. Ten symboliczny gest miał ogromne znaczenie psychologiczne dla całego powstania.
Powstańcy opanowali w Śródmieściu dwa rozległe obszary o strategicznym znaczeniu. Na północ od Alej Jerozolimskich zajęli kwartały między ulicami Miedzianą, Chmielną, Krakowskim Przedmieściem, Traugutta, Królewską, Grzybowską i Twardą. Po południowej stronie Alej kontrolowali teren ograniczony ulicami Bracką, placem Trzech Krzyży, Alejami Ujazdowskimi, Piękną i Emilii Plater.
Mobilizacja społeczeństwa
Pierwsze powstańcze plakaty pojawiły się na murach już w początkowych godzinach walk. „Polacy! Od dawna oczekiwana godzina wybiła. Oddziały Armii Krajowej walczą z najeźdźcą niemieckim we wszystkich punktach Okręgu Stołecznego” – głosiła odezwa rozlepiana na warszawskich kamienicach. Te słowa oficjalnie informowały mieszkańców o rozpoczęciu walki i wzywały do wsparcia powstania.
Reakcja ludności cywilnej była natychmiastowa. Tysiące ochotników spontanicznie zgłaszało się do oddziałów AK. Ludzie, którzy przez pięć lat okupacji czekali na szansę walki, masowo dołączali do powstańców. Wielu nie miało przeszkolenia wojskowego ani broni, kierował nimi czysty patriotyzm.
Niemiecki garnizon Warszawy dysponował około 20 tysiącami żołnierzy. Ponad połowa z nich służyła w regularnych jednostkach Wehrmachtu. Okupanci mieli miażdżącą przewagę w sprzęcie: czołgi, artylerię i lotnictwo.
Ta dysproporcja sił, widoczna od pierwszych chwil, zapowiadała długą i krwawą bitwę. Powstańcy liczyli na szybkie wsparcie sowieckie z prawego brzegu Wisły, ale już pierwsze godziny pokazały, że będą musieli walczyć sami. Rozpoczęła się 63-dniowa gehenna Warszawy, która miała pochłonąć setki tysięcy ofiar i doprowadzić do całkowitego zniszczenia miasta.
O autorze: przez wieki
