Ze Sztokholmu do Hollywood
Greta Lovisa Gustafsson urodziła się w 1905 roku w robotniczej rodzinie w Sztokholmie. Nie miała ani rodzinnych tradycji aktorskich, ani znajomości, które ułatwiłyby jej karierę. Rozpoczęła naukę w szkole przy Royal Dramatic Theatre, a w 1924 roku otrzymała pierwszą znaczącą rolę.
Film zainteresował Louisa B. Mayera, szefa MGM, który szukał w Europie nowych aktorów. Rok później Gustafsson przyjechała do Hollywood z kontraktem, choć niemal nie znała angielskiego.
W kinie niemym nie było to poważną przeszkodą: o jej powodzeniu decydował przede wszystkim występ przed kamerą.
Sukcesy "Torrent" i "Flesh and the Devil" szybko uczyniły Garbo jedną z najważniejszych gwiazd MGM. Grała kobiety uwikłane w romanse, skrępowane obyczajami i obowiązkami, często płacące wysoką cenę za swoje decyzje.
Role te odpowiadały jej i wyróżniały ją na tle aktorek znanych z lekkich komedii.
Pod koniec lat 20. przynosiła studiu ogromne dochody. Popularność pozwoliła jej z czasem uzyskać swobodę, na którą wielu aktorów pracujących w Hollywood nie mogło liczyć.
"Garbo mówi!"
Przejście do kina dźwiękowego okazało się trudne dla wielu gwiazd. Szwedzki akcent Garbo mógł zniechęcić część widzów. Jej pierwszy film dźwiękowy, "Annę Christie" z 1930 roku, reklamowano krótkim hasłem: "Garbo mówi!".
Niski, lekko chropawy głos i wyraźny akcent nie zaszkodziły aktorce. Film odniósł sukces, a Garbo zachowała pozycję w studiu.
Coraz częściej sama wybierała role i ustalała warunki pracy. Nie zgadzała się na udział w kilku produkcjach rocznie; zazwyczaj kręciła jeden większy film.
W połowie lat 30. wystąpiła między innymi w "Annie Kareninie" i "Damie kameliowej", potwierdzając talent do ról dramatycznych. Niepowodzenie "Conquest" z 1937 roku przyniosło jednak falę krytyki. Prasa zaliczyła ją do gwiazd, których nazwiska przestały zapewniać kinom oczekiwane zyski.
Udana "Ninotchka" pokazała, że Garbo sprawdza się również w komedii. Zagrała sowiecką urzędniczkę, która podczas pobytu w Paryżu stopniowo porzuca surowy sposób bycia. Film przyniósł aktorce kolejną nominację do Oscara.
Ostatni film i niedoszłe powroty
Powodzenie "Ninotchki" miała powtórzyć komedia "Two-Faced Woman". Garbo zakończyła zdjęcia w 1941 roku, lecz film spotkał się z ostrymi recenzjami i protestami środowisk katolickich. Nie spełnił oczekiwań i okazał się ostatnią produkcją z jej udziałem.
Aktorka nie ogłosiła wówczas końca kariery. Przez następne 15 lat rozważała propozycje, czytała scenariusze i rozmawiała o nowych rolach.
Żaden z projektów nie dotarł do etapu zdjęć. Na przeszkodzie stawały brak pieniędzy, cenzura lub warunki, których Garbo nie chciała zaakceptować.
Nie była skłonna ponownie podporządkować się producentom tylko po to, by wrócić na ekran. Po latach przyznała, że męczyły ją zasady pracy w studiu i ciągła kontrola nad tym, jak budowała role. Niepowodzenie ostatniego filmu nie wyjaśniało więc w pełni jej odejścia.
Życie bez kamer
Po II wojnie światowej Garbo zamieszkała w Nowym Jorku. Unikała kamer i publicznych wystąpień, ale nie żyła w całkowitym odosobnieniu. Podróżowała, kolekcjonowała sztukę i spacerowała po mieście, starając się nie zwracać na siebie uwagi.
W 1954 roku Amerykańska Akademia Filmowa przyznała jej honorowego Oscara. Garbo nie pojawiła się na ceremonii, by odebrać statuetkę.
Zmarła w 1990 roku w Nowym Jorku. Jej filmografia liczyła 28 produkcji.