Był gwiazdą paryskich salonów. Nagle zniknął i wstąpił do klasztoru

Aleksander Rzewuski miał wszystko, czego można było oczekiwać od życia w Paryżu lat 20. Był przystojny, świetnie urodzony, utalentowany i rozchwytywany przez ludzi z najwyższych sfer. Portretował arystokratów i milionerów, obracał się wśród Chanel, Cocteau i Diagilewa. W chwili największego powodzenia zrobił jednak coś, czego niemal nikt się po nim nie spodziewał.

Aleksander Rzewuski. Portret Lady Cyntjji MosleyAleksander Rzewuski. Portret Lady Cyntjji Mosley
Źródło zdjęć: © Licencjodawca | Il. wg Świat 1924, nr 44

Hrabia, który oczarował Paryż

Aleksander Rzewuski, przez przyjaciół nazywany Saszą, urodził się w 1893 roku w Karsie. Pochodził z arystokratycznej rodziny skoligaconej między innymi z Radziwiłłami, Czapskimi, Tarnowskimi i Lubomirskimi. Jego ojciec Adam był generałem armii rosyjskiej, matka Katarzyna wywodziła się natomiast z rosyjskiego ziemiaństwa.

Aleksander studiował w Petersburgu i dużo podróżował. Interesował się sztuką, ale także spirytyzmem i okultyzmem. Wybuch pierwszej wojny światowej zastał go w głębi Rosji. Z czasem został dowódcą pociągu sanitarnego obsługującego najpierw Białoruś, a później front turecki na Zakaukaziu.

Po wojnie jego dotychczasowy świat przestał istnieć. Od początku 1919 roku Rzewuski przemieszczał się między Włochami a Polską, korzystając z pomocy znajomych.

Był zrujnowany, lecz miał coś, co szybko pozwoliło mu stanąć na nogi: talent oraz rozległe kontakty wśród europejskiej arystokracji.

Jeden z najdroższych portrecistów Paryża

Rzewuski rozpoczął karierę jako ilustrator mody, scenograf i rysownik związany z teatrami oraz rewiami. Jego prace ukazywały się w prasie polskiej, francuskiej, brytyjskiej i amerykańskiej, między innymi w "Tatlerze", "Gazette du Bon Ton", "La Vie parisienne" i "Illustrated London News".

Największe powodzenie przyniosły mu jednak portrety. W krótkim czasie stał się jednym z najdroższych i najbardziej poszukiwanych portrecistów Paryża. Przychodzili do niego przedstawiciele arystokracji, rosyjscy emigranci i zamożni Amerykanie.

Lista jego znajomych i klientów wyglądała jak spis najgłośniejszych nazwisk epoki. Pojawiali się na niej Misia Sert, Siergiej Diagilew, Jean Cocteau, Gabrielle Chanel, Dolly Radziwiłł czy członkowie rodu Jusupowów.

Wspominano Saszę jako człowieka niezwykle przystojnego, uroczego i pełnego radości życia. Jedna z osób, które poznały go w Paryżu, pisała, że był "rozchwytywany i uwielbiany" i po prostu nie sposób było go zapomnieć.

Wydawało się, że dokładnie do takiego życia został stworzony.

Z salonów do klasztoru

Dlatego decyzja, którą podjął w 1926 roku, musiała wywołać zdumienie. W samym środku szalonych paryskich lat dwudziestych Rzewuski opuścił dotychczasowe życie i wstąpił do dominikanów. Przyjął imię Maria Czesław, a w 1932 roku złożył śluby zakonne.

Nie stała za tym żadna nagła tragedia. Rzewuski wyjaśnił później swojej przyjaciółce Liane de Pougy, że w jego życiu nie wydarzyło się nic dramatycznego, co pchnęłoby go ku Bogu. Nie odczuwał też obrzydzenia do świata ani szczególnego smutku.

Coraz mocniej doskwierało mu natomiast poczucie pustki.

Dostrzegał powierzchowność i próżność paryskiego życia, które znał przecież od środka. Ostatecznie opuścił miasto i zamieszkał w klasztorze w Saint-Maximin na południu Francji.

"Ukrył się przed zakochanymi kobietami"

Paryskiemu towarzystwu trudno było uwierzyć, że młody arystokrata mógł po prostu rozczarować się życiem, które dla innych było przedmiotem marzeń. Żartowano więc, że przystojny hrabia schronił się w klasztorze przed kobietami zakochanymi w nim do szaleństwa.

Rzewuski nie odciął się jednak od ludzi, których poznał wcześniej. Nadal utrzymywał bliskie kontakty ze środowiskiem artystycznym i wspierał znajomych przechodzących poważne kryzysy. Odwiedzali go między innymi Julien Green, Jacques Maritain, Jean Hugo i Misia Sert.

Szczególne miejsce wśród jego przyjaciół zajmowała Liane de Pougy, jedna z najsłynniejszych kurtyzan belle époque. Pod koniec lat 20. sama zaczęła przeżywać głęboką przemianę duchową i coraz bardziej zwracała się ku religii.

To właśnie Rzewuskiemu powierzyła swoje słynne pamiętniki Mes cahiers bleus, później wydane pod jego opieką. Dawny ulubieniec paryskiego towarzystwa nie zerwał więc całkowicie ze światem, który pozostawił za sobą. Zamiast znikać z życia dawnych znajomych, po prostu zaczął odgrywać w nim zupełnie inną rolę.

Źródło

Niniejszy tekst stanowi fragment najnowszej książki Marty Orzeszyny "Paryż, lata 20., lata 30. Taniec na wulkanie" (Wydawnictwo Rebis, Poznań 2026).

Książka Marty Orzeszyny "Paryż" (wyd. Rebis, Poznań 2026) © Licencjodawca

Książkę można zamówić, klikając ten link.

Wybrane dla Ciebie