Kara tysiąca cięć. Tak zabijano ludzi jeszcze sto lat temu

Przez stulecia samo słowo "lingchi" wystarczało, by wywołać strach. Europejczycy nazwali tę karę śmiercią tysiąca cięć, choć rzeczywisty przebieg egzekucji często wyglądał inaczej. Najgorsze nie zawsze miało spotkać skazańca przed śmiercią, lecz także po niej.

Wykonanie kary tysiąca cięć (domena publiczna)Wykonanie kary tysiąca cięć (domena publiczna)
Źródło zdjęć: © Licencjodawca

Lingchi w chińskim prawie

Chińczycy przejęli tę metodę od Kitanów, wojowniczego ludu zamieszkującego północne tereny. Około X wieku lingchi weszło do systemu karnego cesarstwa, a za rządów dynastii Song znalazło się wśród oficjalnych form egzekucji. Nie stosowano go wobec zwykłych przestępców.

Wyrok dotyczył czynów uznawanych za szczególnie niebezpieczne dla państwa i porządku społecznego. Groził zdrajcom, buntownikom oraz uczestnikom spisków przeciwko władcy.

Skazywano w ten sposób również ludzi, którzy zabili własnych rodziców albo swojego pana. Każde wykonanie kary wymagało początkowo zgody cesarza.

Chińscy urzędnicy i uczeni nie przyjmowali tej praktyki bez sprzeciwu. Krytyczne głosy pojawiały się już w XIII wieku. Autorzy takich wystąpień przekonywali, że podobne okrucieństwo nie przystoi państwu uważającemu się za cywilizowane.

Władcy nie chcieli jednak rezygnować z kary, która miała odstraszać od buntu i zdrady. Publiczna egzekucja pokazywała, co spotka człowieka podważającego porządek ustanowiony przez cesarza. Lingchi przetrwało więc kolejne dynastie i zniknęło z prawa dopiero w 1905 roku.

Przebieg egzekucji lingchi

Skazańca przywiązywano do pala, pręgierza albo drewnianej konstrukcji. Kat odsłaniał kolejne części ciała i wykonywał nacięcia według ustalonego porządku. Widowisko odbywało się publicznie, ponieważ miało być przestrogą dla obserwujących.

Popularna nazwa sugeruje setki lub tysiące ran zadawanych żywemu człowiekowi. W praktyce egzekucja nie zawsze trwała tak długo.

Po kilku albo kilkunastu cięciach kat mógł zakończyć życie skazańca ciosem w serce. Dalsze rozczłonkowywanie odbywało się już po jego śmierci.

Liczby podawane w kronikach często służyły podkreśleniu winy i hańby skazanego. W przypadku eunucha Liu Jina pisano o trzech tysiącach cięć oraz egzekucji trwającej dwa dni.

Takie dane najprawdopodobniej wyolbrzymiono, lecz miały utrwalić obraz człowieka, którego władza chciała usunąć nie tylko z życia, ale także z pamięci.

Lingchi nie było więc wyłącznie torturą obliczoną na jak najdłuższe cierpienie. Równie ważne pozostawało publiczne upokorzenie i zniszczenie ciała. W kulturze, która przywiązywała do jego integralności ogromne znaczenie, taki finał budził szczególną grozę.

Znaczenie rozczłonkowania ciała

Tradycja konfucjańska uczyła, że ciało człowiek otrzymuje od rodziców i powinien zachować je w możliwie nienaruszonym stanie. Rozcięcie zwłok oznaczało więc naruszenie obowiązku wobec rodziny. Skazaniec tracił życie, dobre imię i możliwość godnego pogrzebu.

Znaczenie kary wzmacniały również wyobrażenia związane z odrodzeniem po śmierci. Rozczłonkowane ciało mogło oznaczać przeszkodę w pomyślnym przejściu do kolejnego życia. Obawa nie kończyła się więc na bólu fizycznym, lecz obejmowała także los duszy.

Lingchi uderzało w kilka obszarów jednocześnie. Władza odbierała człowiekowi życie, wystawiała go na publiczną hańbę i niszczyła jego ciało. Taki zestaw miał pokazać, że bunt przeciwko cesarzowi może przynieść karę wykraczającą poza doczesność.

Ostatni etap historii lingchi przypadł na początek XX wieku. W 1904 roku wykonano w Pekinie egzekucję Wang Weiqina, a obecni w mieście francuscy żołnierze zrobili zdjęcia. Fotografie trafiły do Europy i stały się argumentem w opowieściach o chińskim barbarzyństwie.

Rok później reforma Shen Jiabena usunęła lingchi z kodeksu karnego razem z innymi torturami. Kara, która przez niemal tysiąc lat miała chronić władzę cesarską, przeszła do historii. Pozostała po niej nazwa znacznie bardziej znana niż jej rzeczywisty przebieg.

Wybrane dla Ciebie