Bracia Kowalczykowie w opolskiej WSP
Pochodzili z mazowieckiej wsi niedaleko Wyszkowa. Do Opola przyjechali już jako dorośli i obaj znaleźli zatrudnienie w tej samej szkole wyższej.
Ryszard związał się z nauką. Studiował fizykę, a w 1971 roku obronił doktorat.
Jerzy pracował jako ślusarz mechanik. Był człowiekiem cichym, który nie zwracał na siebie większej uwagi.
Obaj wynieśli z rodzinnego domu nieufność wobec komunistycznej władzy. Jerzy poznawał historię z przedwojennych książek, a Ryszard już wcześniej interesował się środowiskami niepodległościowymi.
Służba Bezpieczeństwa podejrzewała starszego z braci o słuchanie zachodnich rozgłośni. Na uczelni nazywanej złośliwie "Czerwoną Sorboną" podobne poglądy mogły szybko sprowadzić kłopoty.
Aula WSP była miejscem partyjnych akademii i uroczystości państwowych. To właśnie ją Jerzy wybrał na cel.
Wybuch w auli
Materiał wybuchowy nie pochodził z wojskowego magazynu. Jerzy przez lata zbierał niewypały znajdowane w okolicach rodzinnych stron.
Przechowywał je w leśnej skrytce, a później przewiózł trotyl pociągiem do Opola. Ryszard pomagał mu obliczyć ilość materiału potrzebną do zniszczenia sali.
Starszy brat próbował go jednak powstrzymać.
Jerzy wiedział, że w auli ma się odbyć uroczystość związana ze Świętem MO i SB. W Opolu mówiono, że pojawi się na niej Julian Urantówka, wcześniej związany ze szczecińską milicją podczas wydarzeń z grudnia 1970 roku.
Ładunek został podłożony nocą. Jerzy wcześniej upewnił się, że w budynku nikogo nie ma.
Eksplozja nastąpiła o 0.40. Zniszczyła dach i podłogę auli, uszkodziła również bibliotekę, archiwum oraz bufet.
Nikt nie zginął ani nie został ranny. Dla Jerzego miało to zasadnicze znaczenie, ponieważ chciał zniszczyć miejsce uroczystości, a nie ludzi.
Rano obaj bracia pojawili się na uczelni. Razem z pozostałymi pracownikami pomagali usuwać gruz.
Śledztwo i wyroki dla Kowalczyków
Początkowo śledczy szukali sprawców wśród miejscowych Ślązaków utrzymujących kontakty z rodzinami mieszkającymi w Niemczech. Przesłuchano dziesiątki osób.
Niektórych podejrzanych traktowano brutalnie. Śledztwo przez kilka miesięcy nie przynosiło jednak rezultatów.
Przełomem okazał się przewód elektryczny prowadzący od pracowni do miejsca wybuchu. Trop skierował uwagę na ludzi zatrudnionych w uczelni.
Bracia zostali aresztowani 29 lutego 1972 roku. Jerzego oskarżono o przeprowadzenie zamachu, a Ryszarda o pomoc w przygotowaniu bomby.
Wyrok zapadł we wrześniu. Jerzy został skazany na śmierć, jego brat otrzymał 25 lat więzienia.
Sąd Najwyższy utrzymał oba orzeczenia. Ryszard miał również odpowiadać finansowo za zniszczone mienie uczelni.
Surowość kar wywołała protesty. Pod petycją o ułaskawienie podpisało się ponad 6 tysięcy osób, wśród nich znani pisarze, artyści i działacze opozycyjni.
Rada Państwa zamieniła Jerzemu karę śmierci na 25 lat pozbawienia wolności.
Ułaskawienie i niejednoznaczny finał
Po powstaniu "Solidarności" sprawa Kowalczyków wróciła do debaty publicznej. Związek domagał się uznania ich za więźniów politycznych i zwolnienia z zakładów karnych.
Na Śląsku organizowano protesty głodowe. Ryszard odzyskał wolność w 1983 roku, a Jerzy dwa lata później.
Po zmianie ustroju próbowano usunąć skutki wyroków. Lech Wałęsa zarządził ich zatarcie, a Lech Kaczyński wystąpił z kasacją. Sąd odrzucił ją z przyczyn formalnych.
Braci zaczęto upamiętniać jako przeciwników komunistycznego systemu. Otrzymali także Krzyże Kawalerskie Orderu Odrodzenia Polski.
Później pojawiła się informacja, która skomplikowała obraz ich historii. Z dokumentów IPN wynikało, że Ryszard od 1981 roku figurował jako tajny współpracownik SB o pseudonimie "Seep".
Sam przyznał, że został zwerbowany. Sprawa nie przekreśla znaczenia wybuchu w opolskiej auli, ale pokazuje, jak niejednoznaczne bywały losy ludzi uwikłanych w aparat państwa i opór wobec niego.