Nie tylko jeździł samochodem. Bizon, który żył jak człowiek

Jim Sautner nie planował kariery człowieka, który wozi bizona samochodem i zabiera go do miejscowego baru. Wszystko zaczęło się od odrzuconego cielęcia, które karmił butelką. Z czasem niezwykła więź uczyniła z kanadyjskiego farmera i jego zwierząt atrakcję znaną daleko poza Albertą.

Jim Sautner ze swoim bizonem (Instagram)Jim Sautner ze swoim bizonem (Instagram)
Źródło zdjęć: © Licencjodawca

Hodowla bizonów w Albercie

Sautner dorastał na farmie w Saskatchewan, lecz przez wiele lat nie wiązał przyszłości z hodowlą. Pracował na platformie wiertniczej i prowadził ciężarówkę. Do rolnictwa wrócił dopiero w 1995 roku, gdy kupił ziemię w okolicach Crossfield.

Zamiast zwykłego bydła wybrał bizony. Początkowo miał dziesięć cieląt, a później rozbudował stado do około czterystu sztuk. Hodowla nie okazała się spokojnym zajęciem. Kryzys związany z chorobą szalonych krów przyniósł straty również jego gospodarstwu.

Dorosły bizon nie należy do zwierząt, którym łatwo zaufać. Samce bywają agresywne i nieprzewidywalne, dlatego bliski kontakt z nimi może zakończyć się tragicznie.

Sautner potrafił obserwować ich zachowanie i odpowiednio reagować na wysyłane sygnały. Dzięki temu zdołał nawiązać wyjątkową relację z dwoma zwierzętami.

Pierwsze z nich otrzymało imię Bailey. Matka odrzuciła cielę zaraz po narodzinach, więc farmer przejął opiekę nad osieroconym noworodkiem. Karmił go butelką i pozwolił mu zamieszkać w domu.

Pierwszy Bailey

Mały bizon szybko przywiązał się do opiekuna. Spał w jego domu i zachowywał się tak, jakby farmer zastąpił mu matkę.

Taki układ mógł działać tylko przez krótki czas, ponieważ Bailey rósł znacznie szybciej niż typowe domowe zwierzę.

Łóżko nie wytrzymało jego ciężaru, a koce zostały zniszczone. Sautner przeniósł więc podopiecznego do zagrody, lecz nie osłabiło to ich więzi. Gdy zabrał go na wystawę Country Critters podczas Calgary Stampede, nocował razem z nim w kojcu, aby zwierzę nie czuło się samotne.

Bailey przyciągał uwagę wszędzie, gdzie się pojawiał. Ludzie mogli podejść do oswojonego bizona i zobaczyć z bliska zwierzę, które zwykle oglądali jedynie z bezpiecznej odległości. Wspólne występy sprawiły, że farmer i jego podopieczny przestali być wyłącznie lokalną ciekawostką.

Duet pojawiał się na paradach i festynach, a także trafił do programu "Ripley’s Believe It or Not!". Informacje o bizonie wychowanym przez farmera docierały do mediów na innych kontynentach.

Sautner nie budował popularności na wymyślonych sztuczkach. Największe wrażenie robił sam widok spokojnego zwierzęcia stojącego wśród ludzi.

W 2005 roku Bailey uczestniczył w obchodach stulecia Alberty i spotkał się z królową Elżbietą II. Fotografie prowadzonego na smyczy bizona obiegły kanadyjską prasę. Był to jeden z najgłośniejszych momentów w historii niezwykłego duetu.

Zwierzę zdechło trzy lata później. Dla Sautnera nie była to utrata widowiskowej atrakcji, lecz bliskiego towarzysza. Niedługo później pod jego opiekę trafiło kolejne cielę odrzucone przez matkę. Otrzymało imię Bailey Jr.

Bailey Jr. w czerwonym Pontiacu

Drugi bizon szybko zajął miejsce poprzednika u boku farmera. Sautner przerobił czerwonego Pontiaca Parisienne tak, aby ważące około ośmiuset kilogramów zwierzę mogło podróżować w samochodzie.

Widok wielkiego bizona wyglądającego z auta stał się w Spruce Grove czymś rozpoznawalnym.

Bailey Jr. nie pozostawał wyłącznie na farmie ani na pokazach. Towarzyszył właścicielowi podczas wizyt w mieście. W barze próbował piwa z kufla, a w sklepie z porcelaną nie zniszczył żadnego przedmiotu.

Mniej szczęśliwie zakończyła się wizyta w banku. Bizon zostawił po sobie ślad na podłodze, zmuszając pracowników do sprzątania po nietypowym kliencie.

Takie sceny wzmacniały sławę pary i sprawiały, że Sautnera zaczęto nazywać zaklinaczem bizonów.

Nie uważał swoich zwierząt za zwykłe rekwizyty. Oba trafiły do niego jako odrzucone cielęta i od początku wymagały stałej opieki. Pokazy, przejazdy samochodem oraz miejskie wizyty wyrosły z relacji, która zaczęła się przy butelce mleka, a nie z gotowego pomysłu na widowisko.

Wybrane dla Ciebie