Donos kobiety
Greiser, jeden z najważniejszych zarządców okupowanej Polski, po klęsce Rzeszy próbował zniknąć w amerykańskiej strefie. Zdradził go zwykły przypadek. Polka pochodząca z Ostrzeszowa rozpoznała go i przekazała informację Amerykanom, którzy po krótkim namyśle zgodzili się wydać go Warszawie.
Dla młodej władzy ludowej był to łup polityczny pierwszej kategorii. Sprawca wysiedleni i człowiek odpowiedzialny za obozy w Wielkopolsce trafił przed sąd we własnej dawnej stolicy. Proces postanowiono urządzić w sposób symboliczny.
Salę rozpraw przeniesiono do auli Uniwersytetu Poznańskiego, tej samej, w której jeszcze niedawno hitlerowcy świętowali swoje uroczystości. Publiczność wchodziła z biletami, korespondenci zagraniczni notowali każde zdanie. Sąd Najwyższy zasiadał pod kandelabrami, a oskarżony wyglądał na zmęczonego.
Linia obrony i głos z Watykanu
Greiser bronił się zręcznie, choć wiedział, że nie ma żadnych szans. Próbował przekonać sędziów, że właściwie był przyjacielem Polaków, zwolennikiem porozumienia obu narodów, a jego prawdziwą misją w Kraju Warty miał być rozwój gospodarczy regionu. Winę za zbrodnie zrzucał na Himmlera i Hitlera, czyli na tych, którzy nie mogli już zaprzeczyć.
Obrońcy uderzyli też w jurysdykcję. Przypominali, że Greiser jako prezydent senatu Wolnego Miasta Gdańska podlegał dawniej zupełnie innym instytucjom. Sąd argument odrzucił bez wahania, bo przedmiotem oskarżenia było odbieranie dzieci rodzicom, zmienianie im imion i nazwisk oraz cała machina germanizacji.
Kiedy wyrok śmierci już zapadł, w sprawę włączył się Pius XII. Papież prosił Bolesława Bieruta o łaskę dla skazanego.
W Polsce wywołało to konsternację, miejscami wręcz oburzenie, bo świeże były groby ofiar Kraju Warty. Bierut prośbę odrzucił, podobnie jak osobiste pismo samego skazanego.
Stadion czy Cytadela
Pozostawało wybrać miejsce egzekucji. Początkowo myślano o stadionie, bo właśnie tam z rozkazu Greisera mordowano wcześniej Polaków, a symbolika domykałaby się sama.
Ostatecznie zwyciężył chłodny rachunek. Władze obawiały się, że w takiej przestrzeni stracą panowanie nad tłumem, a samosąd zniweczy efekt propagandowy.
Padło na stoki Cytadeli. Datę i godzinę podano do publicznej wiadomości, dodając osobliwą prośbę, by rodzice zostawili dzieci w domach.
Trudno o lepszy dowód, że organizatorzy wiedzieli, kogo się spodziewać. Mimo wczesnej pory zjawiło się, według niektórych relacji, około stu tysięcy ludzi.
Atmosfera była niepokojąco świąteczna. Sprzedawcy uwijali się przy wodzie sodowej i lodach, ktoś próbował robić zdjęcia z drzew, operatorzy filmowi ustawiali statywy.
Greisera powieszono publicznie, na oczach tłumu i kamer, choć on sam prosił wcześniej o rozstrzelanie bez przepaski na oczach. Tej prośby również nie spełniono.
Bez grobu, bez pomnika
Po straceniu na murach miasta pojawiły się obwieszczenia stylizowane na niemieckie afisze okupacyjne, te same, którymi przez pięć lat informowano poznaniaków o egzekucjach Polaków. Ciało skazanego trafiło do Zakładu Anatomicznego, a potem do krematorium.
Krążyła wieść, że trumnę przygotowano z desek, które naziści mieli zawczasu zbić dla polskich ofiar. Czy to prawda, trudno dziś rozstrzygnąć, lecz opowieść pasowała do tej chwili.
Prochy rozsypano w miejscu, którego nigdy nie ujawniono, najpewniej po to, by żaden tęskniący za Rzeszą nie urządził sobie tam pielgrzymki. Prośba Greisera o pochówek obok zmarłego syna pozostała bez odpowiedzi.
Z czasem na publiczne widowisko zaczęto patrzeć inaczej. Krytyka narastała szybko, aż dołączył do niej sam minister sprawiedliwości. Egzekucja na Cytadeli przeszła do historii jako ostatnie publiczne stracenie w Polsce.
Wybór literatury:
- Dzieci bawiły się w "wieszanie Greisera". Ostatnia egzekucja publiczna w Polsce [https://historia.dorzeczy.pl/192237/smierc-arthura-greisera-ostatnia-egzekucja-publiczna-w-polsce.html]
- Ostatnia publiczna egzekucja w Polsce. Obserwowały ją tłumy [https://www.newsweek.pl/historia/ostatnia-publiczna-egzekucja-w-polsce-na-koniec-doszlo-do-walki-o-wisielczy-sznur/1xep3tc]