Człowiek, który nie chciał milczeć
Samsonowicz przyszedł na świat w Gorlicach w 1944 roku, a do Gdańska sprowadziły go studia.
W 1977 roku skończył polonistykę na tamtejszym uniwersytecie i zatrudnił się w Akademii Medycznej, gdzie zajmował się spedycją i zaopatrzeniem. Zwyczajna praca biurowa była tylko tłem dla tego, co naprawdę go pochłaniało.
Pod koniec lat siedemdziesiątych wszedł w środowisko, które władza tępiła najmocniej. Współpracował z ROPCiO i z Wolnymi Związkami Zawodowymi Wybrzeża, roznosił ulotki.
Organizował też obchody rocznic, których komuniści nie chcieli pamiętać: 3 Maja, 11 Listopada, Grudnia '70. Jego mieszkanie stało się punktem, w którym spotykali się ludzie później tworzący Ruch Młodej Polski.
Bezpieka deptała mu po piętach. W lutym 1979 roku odebrała mu około tysiąca ulotek ROPCiO, które rozkładał w gdańskich kościołach.
Jesienią tego samego roku zatrzymano go za przygotowania do obchodów listopadowego święta, a w grudniu na dwie doby, by nie zdążył pojawić się przy bramie stoczni.
Strajk, związek i własna gra wywiadowcza
Gdy w sierpniu 1980 roku stanęła Stocznia Gdańska, Samsonowicz znalazł się w środku wydarzeń jako przedstawiciel pracowników Akademii Medycznej. Wszedł do Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego.
Później pokierował komisją zakładową "Solidarności" na uczelni i prowadził pismo "Pomost". Wiosną 1981 roku wziął udział w głodówce w obronie więźniów politycznych.
Najbardziej ryzykowne było jednak co innego. Razem z Piotrem Dykiem stworzył w "Solidarności" tajną komórkę kontrwywiadowczą, która miała wykrywać agentów SB w strukturach związku.
Tropili nie tylko wtyczki ulokowane wysoko w organizacji, ale też kanały, którymi płynęły pieniądze z Zachodu. Trudno o zajęcie, które mocniej naraziłoby człowieka na zemstę aparatu bezpieczeństwa.
Służby nie spuszczały go z oka od lat. Prowadziły wobec niego kolejne sprawy operacyjne, a samo rozpracowywanie zaczęło się już w 1976 roku. Wiosną 1978 roku w gdańskiej komendzie założono formalną sprawę o kryptonimie "Samson".
Śmierć bez wyjaśnienia
Ciało znaleziono 30 czerwca 1983 roku. Zgłosił je człowiek podający się za Kazimierza Skrzyniarza, którego istnienia nigdy nie udało się potwierdzić.
W aktach pojawił się też trop ważniejszy: Janusz Bielec twierdził, że poprzedniej nocy widział Samsonowicza przy przystanku na ulicy Twardej w towarzystwie dwóch mężczyzn. Relację zapisał funkcjonariusz Roman Główczewski.
Wątpliwości narastały. Sekcja zwłok, w której uczestniczył Dariusz Kobzdej, nie wykazała alkoholu w narządach, za to ujawniła nietypową bruzdę na szyi.
Halina Stelmach wspominała, że sam Samsonowicz po starciu z bezpieką obawiał się, że może zginąć w upozorowanym "wypadku". W 1989 roku komisja sejmowa wpisała jego nazwisko na listę osób, które mogły paść ofiarą działań resortu spraw wewnętrznych.
Próby dotarcia do prawdy ciągnęły się latami. Gdy w 1991 roku prokuratura wznowiła śledztwo, zeznania zaczęły się rozjeżdżać. Milicjanci z komisariatu raz po raz zasłaniali się niepamięcią.
W czerwcu 2023 roku sprawą zajął się ponownie Instytut Pamięci Narodowej. Pogrzeb na sopockim cmentarzu w 1983 roku zgromadził tłumy i zamienił się w patriotyczną manifestację, a po latach Gdańsk uczcił Samsonowicza tablicą i nazwą ulicy.