Samochód kontra prawo z czasów pary
Dziesięć lat wcześniej Karl Benz rozpoczął w Niemczech produkcję Patent-Motorwagena. Niewielki pojazd napędzany silnikiem spalinowym otworzył nowy rozdział w historii transportu.
Brytyjskie prawo nie nadążało jednak za rozwojem techniki. Samochody nadal podlegały przepisom uchwalonym z myślą o ciężkich lokomotywach parowych, które hałasowały, niszczyły drogi i płoszyły konie.
Każdy pojazd mechaniczny musiały obsługiwać trzy osoby. Jedna z nich szła z przodu i niosła czerwoną flagę, aby ostrzegać pozostałych użytkowników drogi.
Przepisy ograniczały także prędkość do kilku kilometrów na godzinę. W praktyce samochód nie mógł więc poruszać się szybciej od idącego człowieka.
Walter Arnold dobrze znał te ograniczenia. Sprzedawał pojazdy Benza, a później rozpoczął produkcję własnych automobili pod marką Arnold.
Pewnego zimowego dnia wyjechał na drogę w pobliżu Paddock Wood. Nie zatrudnił wymaganej obsługi i nie wysłał przed samochodem człowieka z flagą.
Policjant na rowerze
Arnold rozwinął prędkość około 13 kilometrów na godzinę. Obowiązujący w tym miejscu limit wynosił niespełna 3 kilometry na godzinę.
Jadący samochód zauważył miejscowy policjant. Funkcjonariusz nie dysponował żadnym pojazdem służbowym, więc wskoczył na rower i ruszył za kierowcą.
Pościg ciągnął się podobno przez około osiem kilometrów. Policjant w końcu dogonił Arnolda i zatrzymał go za czterokrotne przekroczenie prędkości.
Na tym lista przewinień się nie kończyła. Przedsiębiorca prowadził pojazd bez wymaganej obsługi, nie wysłał przed nim człowieka z flagą i nie umieścił na samochodzie danych właściciela.
Sąd nie wiedział, czym właściwie jest automobil
Sprawa trafiła do sądu w Tunbridge Wells. Arnold usłyszał cztery zarzuty, a jeden z nich dotyczył prowadzenia "lokomotywy bez konia".
Podobnego określenia używała także prasa. Dziennikarze pisali o "powozie bez konia", ponieważ w języku wciąż brakowało słów, które dobrze opisywałyby nową maszynę.
Obrońca Arnolda przekonywał, że przepisów dotyczących lokomotyw nie powinno się stosować wobec lekkiego automobilu. Ustawodawcy uchwalili je przecież w czasach, gdy samochody w obecnej postaci jeszcze nie istniały.
Prawnik wskazał również na innych właścicieli podobnych pojazdów, którzy jeździli po brytyjskich drogach bez kary. Miało to dowodzić, że nawet urzędnicy nie potrafili stosować starych przepisów w sposób konsekwentny.
Sąd nie uniewinnił Arnolda, ale wymierzył mu niewielką karę. Za prowadzenie pojazdu zapłacił pięć szylingów, a za każde z pozostałych wykroczeń po jednym szylingu. Musiał również pokryć koszty procesu.
Koniec czerwonej flagi
Wyrok nie zrujnował przedsiębiorcy, ale sprawa odbiła się szerokim echem. Coraz więcej Brytyjczyków dostrzegało, że przepisy hamują rozwój motoryzacji i nie mają wiele wspólnego z rzeczywistym zagrożeniem.
Jeszcze w 1896 roku parlament zmienił prawo. Zniknął obowiązek trzyosobowej obsługi, a człowiek z czerwoną flagą przestał poprzedzać każdy automobil.
Podniesiono również limit prędkości do 14 mil na godzinę, czyli około 23 kilometrów na godzinę. Kierowcy mogli wreszcie korzystać z możliwości swoich pojazdów bez łamania prawa na każdym odcinku drogi.
Zmianę uczczono przejazdem z Londynu do Brighton. W wydarzeniu, nazwanym później Emancipation Run, wziął udział także Walter Arnold.
Dla pierwszych automobilistów była to manifestacja zwycięstwa nad przepisami z epoki pary. Samochód przestał być traktowany jak lokomotywa, która przypadkiem zjechała z torów.
Powóz z silnikiem
Pojazd Arnolda przetrwał do naszych czasów. W 2017 roku pokazano go podczas wystawy Hampton Court Concours of Elegance.
Automobil wciąż przypominał tradycyjny powóz. Miał wysoką ławkę woźnicy, lampy i podnóżek, ale zamiast konia napędzał go silnik.
Konstrukcja dobrze pokazuje moment, w którym kończyła się epoka transportu konnego. Technika zmieniała drogi szybciej, niż ustawodawcy potrafili zmieniać przepisy.