Poświęcił życie dla innych. Tak zginął słynny komandos

Gary Gordon i Randy Shughart wiedzieli, że żaden amerykański oddział nie dotrze szybko do załogi rozbitego śmigłowca. Kilkakrotnie prosili więc o zgodę na zejście na ziemię. Gdy ją otrzymali, ruszyli bronić rannych kolegów we dwóch.

Gary GordonGary Gordon
Źródło zdjęć: © Domena publiczna

Droga Gary’ego Gordona do Delta Force

Gary Gordon urodził się w sierpniu 1960 roku w Lincoln w stanie Maine. Do armii wstąpił krótko po ukończeniu szkoły, mając 18 lat.

Zaczynał jako saper. Później trafił do 10th Special Forces Group, gdzie służył jako inżynier sił specjalnych.

Nie był to koniec jego wojskowych ambicji. W 1986 roku przeszedł selekcję do Delta Force, jednej z najbardziej wymagających i najpilniej strzeżonych jednostek amerykańskiej armii.

Z czasem został dowódcą zespołu. Odpowiadał nie tylko za wykonanie zadania, ale również za ludzi, którzy działali pod jego rozkazami.

W domu czekali na niego żona Carmen oraz dwoje dzieci. Latem 1993 roku Gordon wyruszył do Somalii, gdzie amerykańskie siły próbowały schwytać najbliższych współpracowników Mohameda Farraha Aidida.

Zestrzelenie drugiego Black Hawka

Operację przeprowadzoną 3 października planowano jako krótką akcję. Oddziały miały zatrzymać ludzi związanych z Aididem i szybko opuścić miasto.

Gordon obserwował przebieg walki z pokładu śmigłowca. Razem z nim lecieli snajperzy Randy Shughart i Brad Halling.

Sytuacja pogorszyła się po zestrzeleniu pierwszego Black Hawka. Niedługo później spadł także Super Six Four, pilotowany przez Michaela Duranta.

Oba wraki dzieliło kilka przecznic. Amerykańscy żołnierze walczący na ulicach nie byli w stanie szybko dotrzeć do drugiej maszyny.

Wokół miejsca katastrofy zbierali się uzbrojeni Somalijczycy. Ranna załoga pozostawała bez bezpośredniej ochrony.

Prośby o zgodę na lądowanie

Gordon ocenił, że wraz z Shughartem może dotrzeć do rozbitego śmigłowca w ciągu kilku minut. Zameldował dowództwu, że snajperzy powinni zejść na ziemię i osłonić lotników.

Pierwsza prośba została odrzucona. Dowódcy wiedzieli, że dwóch ludzi nie utrzyma pozycji otoczonej przez liczniejszych przeciwników. Nie mieli też możliwości natychmiastowego wysłania im wsparcia.

Gordon poprosił ponownie. Odpowiedź nie uległa zmianie.

Snajperzy zwrócili się o zgodę po raz trzeci. Dowództwo ostatecznie pozwoliło im wylądować w pobliżu wraku.

Halling pozostał na pokładzie, ponieważ musiał zastąpić rannego strzelca. Na ziemię zeszli tylko Gordon i Shughart, uzbrojeni w karabiny oraz pistolety.

Obrona załogi Michaela Duranta

Snajperzy dotarli do Super Six Four pod ostrzałem. Z kabiny wyciągnęli Michaela Duranta i trzech pozostałych członków załogi.

Ranni nie mogli samodzielnie bronić pozycji. Gordon i Shughart zajęli więc miejsca wokół wraku i próbowali powstrzymać napastników.

Strzelali pojedynczo i oszczędzali amunicję. Przewaga przeciwnika rosła jednak z każdą chwilą, a pomoc nadal nie nadchodziła.

Gordon prawdopodobnie zginął jako pierwszy. Shughart przejął jego karabin i przekazał broń Durantowi, pokazując mu również pozostałe magazynki.

Sam wrócił na pozycję i kontynuował walkę. Po jego śmierci ranny pilot został sam. Durant trafił do niewoli i odzyskał wolność po 11 dniach.

Obrona wraku dała mu szansę przeżycia. Według relacji z miejsca starcia Gordon i Shughart zabili około 25 napastników, zanim sami polegli.

Obaj zostali pośmiertnie odznaczeni Medalem Honoru. Były to pierwsze takie odznaczenia przyznane amerykańskim żołnierzom od czasu wojny w Wietnamie.

Wybrane dla Ciebie