Stanisław Dąbek. Tak bronił Gdyni w 1939 roku

W lipcu 1939 roku pułkownik Stanisław Dąbek otrzymał zadanie obrony Gdyni od strony lądu. Miał zaledwie kilka tygodni, niepełne oddziały i przeciwnika dysponującego ogromną przewagą. Mimo to walki na Wybrzeżu trwały dziewiętnaście dni.

Stanisław DąbekStanisław Dąbek
Źródło zdjęć: © Domena publiczna

Nauczyciel zakłada mundur

Dąbek urodził się 28 marca 1892 roku w Nisku jako jedno z sześciorga dzieci Szczepana i Rozalii. Rodzina utrzymywała się z pracy na roli, dlatego przyszły dowódca nie mógł liczyć na łatwy początek dorosłego życia.

Ukończył seminarium nauczycielskie w Sokalu i podjął pracę w szkole. Planował dalszą naukę we Lwowie, lecz w 1914 roku wcielono go do armii austro-węgierskiej.

Po przeszkoleniu oficerskim trafił na front, gdzie został ranny. Gdy Polska odzyskała niepodległość, wstąpił do tworzącego się Wojska Polskiego i walczył przeciw Ukraińcom oraz bolszewikom.

W następnych latach dowodził batalionami i pułkami piechoty, a także szkolił podchorążych. Wymagał od żołnierzy dyscypliny, lecz jeszcze więcej oczekiwał od siebie. W 1932 roku otrzymał stopień pułkownika.

Kilka tygodni na przygotowanie obrony

23 lipca 1939 roku Dąbek objął Morską Brygadę Obrony Narodowej oraz Lądową Obronę Wybrzeża. Niemiecki atak miał nastąpić niewiele ponad miesiąc później.

Pułkownik natychmiast zabrał się za rozbudowę umocnień, uzupełnianie uzbrojenia i porządkowanie naprędce tworzonych jednostek.

W krótkim czasie kilkukrotnie zwiększył liczbę żołnierzy skupionych wokół Gdyni. Wielu z nich nadal brakowało jednak wyszkolenia, broni i podstawowego wyposażenia.

Dąbek wiedział, że Wybrzeże zostanie odcięte od reszty kraju. Nie zamierzał jednak biernie czekać za umocnieniami.

Polacy uderzali po zmroku

Od pierwszych dni wojny zarządzał lokalne kontrataki i nocne wypady. Chciał opóźnić niemieckie natarcie, zmusić przeciwnika do rozwinięcia większych sił i zyskać choć kilka dodatkowych godzin.

Obrońcy walczyli między innymi w rejonie Kolibek, Osowej, Wejherowa, Redy i Zagórza. Niemcy mieli więcej artylerii, samolotów i broni maszynowej, lecz nie zdołali szybko przełamać polskich pozycji.

12 września dowództwo nakazało odwrót na Kępę Oksywską. Dwa dni później Niemcy zajęli Gdynię, ale walki na północ od miasta nadal trwały.

Ponad sto walk na Kępie Oksywskiej

Na niewielkim obszarze znalazło się około dziewięciu tysięcy żołnierzy. Oddziały były zmęczone, słabo uzbrojone i pozbawione nadziei na odsiecz.

Brakowało amunicji, lekarstw, opatrunków, a nawet saperek i kompasów. Niemiecka artyleria oraz lotnictwo ostrzeliwały pozycje bez przerwy, stopniowo spychając Polaków ku morzu.

Między 10 a 19 września na Kępie Oksywskiej stoczono ponad sto starć. Na tak małym i odciętym od kraju obszarze żadna inna polska formacja podczas kampanii wrześniowej nie walczyła z podobną intensywnością.

Ostatni atak pułkownika

19 września niemieckie natarcie rozbiło obronę na pojedyncze grupy. Dąbek pozostał z około dwudziestoma żołnierzami i ruszył do ostatniego ataku w rejonie Babich Dołów.

Odłamek pocisku moździerzowego zranił pułkownika. Dalsza walka nie miała już żadnych szans powodzenia, a droga odwrotu została odcięta. Dąbek nie chciał trafić do niemieckiej niewoli i odebrał sobie życie strzałem z pistoletu.

Pochowano go w prowizorycznym grobie niedaleko miejsca śmierci. W 1946 roku jego szczątki przeniesiono na Cmentarz Obrońców Wybrzeża w gdyńskim Redłowie.

W 1964 roku Stanisław Dąbek został pośmiertnie awansowany do stopnia generała brygady. Zapamiętano go jako dowódcę, który nie opuścił swoich żołnierzy i walczył znacznie dłużej, niż pozwalały na to siły jego oddziałów.

Wybrane dla Ciebie